Iron(iczny) man – Kamil Cierniak

Kamil Cierniak, pomagał nam w poprzedniej akcji – współtworząc film i pisząc teksty. Jeden z nich zaczął tak: „Nigdy nie biegłem maratonu. Nigdy nie biegłem na sto metrów. Ani nawet na metr. Gdybym brał udział w zawodach sprinterskich ze ślimakiem, mój rywal odniósłby spektakularne zwycięstwo, bo prędzej czy później dotarłby o własnych siłach do mety.. Ja nie.” Kamil Cierniak, 24 lata, jest studentem kierunku politologii na Uniwersytecie Jagiellońskim oraz filozofii na Uniwersytecie Papieskim JPII w Krakowie. Choruje na zanik mięśni. Kamil jest kibicem naszych akcji, trzyma kciuki za Roberta i przesyła swój tekst.

Zostało 8 dni do startu! Robert – znane osoby występujące w tym filmie trzymają za Ciebie kciuki, my oczywiście  też -:).

Kamil Cierniak:

Iron Man…. Zawsze, kiedy czytam słowo „iron”, kojarzy mi się ono z ironią. Sens obu pojęć jest oczywiście różny – niewiele bowiem łączy żelazo z ironią – jednak w kontekście Iron Mana jest, moim zdaniem, coś na rzeczy. Uważam, iż żeby ukończyć te zawody, trzeba mieć w sobie mnóstwo ironii. Do czego? Przede wszystkim do natury. Ona sprawia, że coś jest takie, jakie jest i że wszystko niemalże podlega ograniczeniom, ujętym w prawa przyrody. Ulega im zatem i ludzki organizm. Widać to chociażby po reakcjach sportowców, którzy kończą udział w zawodach. Są wytrenowani, przygotowani pod każdym względem – a jednak, niejednokrotnie, tuż po zakończeniu rywalizacji padają, ciężko oddychając i sprawiając wrażenie na wpół tylko żywych.

Aby ukończyć tak mordercze zmagania jak Iron Man, trzeba mieć w sobie dużo ironii wobec ograniczoności ludzkiego ciała. Trzeba je niemalże wykpić prosto w oczy. Tu meta jest o wiele dalej, niż pojawiają się pierwsze oznaki zmęczenia i prawie równie daleko od miejsca, gdzie te oznaki zamieniają się w dramat. Sama determinacja tu nie wystarczy, to musi być, jak sądzę, właśnie ironia. Nie oznacza ona w żadnym wypadku braku szacunku wobec natury. Wręcz przeciwnie – profesjonalista wie, iż musi precyzyjnie planować wysiłek tak podczas treningu, jak i samego konkursu. Tu chodzi o coś głębszego, o jakiegoś rodzaju pewność siebie i wiarę w swoje możliwości psychofizyczne. Jeśli zostaną poparte ciężką pracą, można z ironią podchodzić do własnych słabości.

Co zatem można powiedzieć o potrójnym Iron Manie? Zapewne to, iż musi być to ironia do sześcianu. Co to konkretnie oznacza? Nie wiem, bo jest to wyczyn trudny do wyobrażenia dla większości ludzi. Na to pytanie musi sobie odpowiedzieć sam zawodnik, ale bez ironii wobec praw przyrody ani rusz. Jako osoba na wózku nie jestem w stanie wyobrazić sobie potwornego wysiłku i przemęczenia związanego z ogromnym dystansem pływackim, rowerowym i biegowym. Inne owszem (czasem czuję się jak Iron Man, kiedy pokonam kilkuset metrowy odcinek chodnika wykonanego z krzywej lub/i wypukłej kostki; za każdym razem przeżywam szok, że nie ma na mecie hostess i fotoreporterów), ale triathlon jest mi zupełnie obcy. Mogę tylko podziwiać i trzymać kciuki. Powodzenia, Iron(iczny) Man!

portret tytułowy: „Kamil” Autor: Dominik Kłóś. Więcej tekstów Kamila https://kambloger.blogspot.com/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *