Robert po wypadku – reportaż filmowy

Miesiąc temu Robert Karaś miał wypadek na Grand Canaria. W trakcie treningu rowerowego na chwilę spojrzał do tyłu i … wpadł w ciężarówkę, która jadąc przed nim zahamowała, by przepuścić pieszych. Szybkie konsultacje, powrót do kraju, szpital w Elblągu i operacja dokonana przez dr Bogdana Chomika, z lekką rekonstrukcja kości twarzy. Wygląda jak na obrazku (zdjęcie z FB Robert Karaś z 6.11.2018 z dr Bogdanem Chomikiem). Miał pauzować z mocnymi treningami do końca stycznia, nie wytwarzać ciśnienia w zatokach, które np. wzrasta podczas treningu pływackiego i wykonywania nawrotów … miał. Dzisiaj ambitny zawodnik spędza na treningach około 4h dziennie, ale zastrzega, że wszystko na hamulcu – np. kilkanaście kilometrów truchtu [tempo 4’15″/km], troszkę pływania … Zostawmy, to i tak jest to poza zasięgiem, a jego organizm funkcjonuje na innym poziomie.

Plany Roberta są takie, by w tym roku zdobyć kwalifikację na Konę (HAWAJE) czyli miejsce spotkania elity zawodników PRO, tam gdzie narodził się dystans nazwany IRONMAN.  Czy zdąży ? Zobaczymy i kibicujemy.

Zobacz jeden z lepszych materiałów filmowych (8 min) o Robercie Karasiu, który zawiera unikalne zdjęcia z zawodów, na których ustanowił rekord świata na dystansie 3x ironman [ 30:48:57 ]

https://www.tvn24.pl/czarno-na-bialym,42,m/robert-karas-jedyny-polak-zwyciezca-potrojnego-ironmena,888137.html?fbclid=IwAR3PZd-tMUDpQx1J8PSHNZdBQeoNtmLbBw3hWxqWfPf4xWYCWlZ0wvDVoRE

WSPOMNIENIE :

mniej więcej rok temu, Jurek Górski – bohater filmu „NAJLEPSZY” pomagał nam tworzyć charytatywno – sportową akcję WIĘCEJ NIŻ IRONMAN, do której dołączył Robert, wówczas jeszcze mało znany sportowiec z Elbląga. Pierwszy materiał telewizyjny dla TVN24 zrealizowała (luty 2018) red. Ola Rogowska – Lichnerowicz, potem (maj) dołączył Polsat. Kiedy okazało się (30 lipca), że Polak ustanowił rekord świata (< 30h 49 min) ruszyła medialna lawina. Otrzymaliśmy kilkadziesiąt telefonów, sam Robert ponad 200, z prośbą o kontakt ws. wywiadu. Większość ‘dziennikarzy’ nie ogarniała znaczenia „potrójny ironman”. Pierwszym pytaniem było – w ile dni, a może 3 dni pod rząd? Pływanie ponad 11 km do nikogo nie przemawia, ale to mniej więcej z molo w Gdyni Orłowo do Gdańska. 540 km rowerem można wizualizować, bo to trasa z Gdańska do Katowic, ale że od razu potem biec 3 maratony, czyli jak z Sopotu do Olsztyna, to już odejmowało zdolność do sformułowania pytań. Bo, o co możesz spytać?  Czy był zmęczony? Co jadł? Jak pokonuje kryzysy? Po co to robi? OK – bo chce i może; pewnie i dla sławy; ale również – Robert bardzo chciał, by ten start na MŚ mógł się przydać potrzebującym. Skorzystał na tym program senioralny realizowany w Polsce przez Zakon Maltański.

UWAGA! Większość wdzięcznych beneficjentów programu senioralnego nadal nie wie kim jest Robert Karaś -:) i co to jest potrójny ironman… Kiedy tłumaczymy, zdumieni kwitują – „ale po co tak się męczyć..?” Odpowiadaliśmy – „trochę też dla Was”.-  „Dla nas to wystarczy 5km …” odpowiedziała starsza Pani.

Tomek

 

BIEGACZE – nałogowcy, czy hazardziści ?


Te rozważania są dla wszystkich – od sportowców po wyznawców maksymy Winstona Churchill’a – „No sports, just whisky and cigars”. Wyobraź sobie, że chcesz zmienić swoje nawyki, zacząć żyć aktywnie, może nawet wziąć udział w biegu na 10 km z okazji dnia niepodległości, bo taka jest moda. Sportowcy mogą sobie wyobrazić inną sytuację, że np. chcą, w kolejnym sezonie, złamać 3h w maratonie. Ci pierwsi nie wiedzą nic na temat biegania, więc ruszają intuicyjnie „na bieganko” i po 3-5 wyjściach większość z nich rezygnuje, bo mają dość – „to nie zabawa dla mnie”. Mniejszość trwa. Z zacięciem kontynuują plan ćwiczeń, heroicznie rezygnując z weekendowego wina, odmawiając sobie ulubionego deseru, ect… Katują się nie mając żadnej gwarancji, że wytrwają, wysmuklą sylwetkę, że uda im się przebiec (nie przejść) 10km trasę, równocześnie rezygnują z gwarantowanej i cyklicznej nagrody jaką jest przyjemny posiłek.

Ze sportowcami jest podobnie, choć nieco inaczej, ponieważ  oni są świadomi jak ciężka praca ich czeka i jak niepewną jest nagroda, którą ewentualnie mogą osiągnąć za 5-6 miesięcy. Rozumieją wszelkie uwarunkowania i swoje ograniczenia, decydują się jednak na wielomiesięczne poświęcenie, rezygnację z tego co nasz mózg traktuje jako pewną nagrodę – jedzenie, odpoczynek, ciepło. Oba te zachowania możemy jeszcze uzupełnić o uczestników loterii lotto – okazjonalnych i nałogowców. Choć wygrana jest bardzo mało prawdopodobna, jedni mówią – spróbuję, drudzy – tym razem powinno się udać. Jaki wewnętrzny mechanizm nakręca ten model postępowania?  Pominę takie określenia jak pasja, hobby, czy może nałóg i korzystając z lektur Roberta Sampolsky’ego – profesora biologii i neurologii uniwersytetu Stanforda postaram się możliwie krótko opowiedzieć o tym zjawisku.

Badania prowadzone na małpach, szczurach i ludziach pokazują, że kora mózgowa płata czołowego odpowiedzialna za planowanie działań po prostu odracza przyznanie nagrody. Więcej – hamuje sygnały płynące z układu limbicznego (autonomicznego), które podsyłają nam zachowania impulsywne w stylu: „czas na odprężenie”, a sprowadzające się do tego, żeby sięgnąć po pewną nagrodę teraz, niż czekać na niepewną w przyszłości. Ten mechanizm odroczenia nagrody czyni nas takimi samymi jak naczelne jeśli chodzi np. o zaloty – nie mając żadnej gwarancji nagrody staramy się zdobywać partnera, zabiegamy o względy, wydatkujemy środki, toczymy boje. Ten mechanizm również czyni  nas, ludzi, WYJĄTKOWYMI wśród naczelnych, ponieważ pcha nas do wieloletniej, ciężkiej nauki, by zdobyć lepszą pracę, nadal bez gwarancji rezultatu. I to mógł być jeden z mechanizmu fenomenalnego przyspieszenia rozwoju Homo Sapiens… -:)

Teraz zapytasz – co w takim razie napędza korę mózgową, która odracza nagrodę? DOPAMINA – hormon motywacji! Ten neuroprzekaźnik odpowiedzialny za uczucie przyjemności zalewa korę mózgową, wówczas gdy pojawia się nagroda, ale… również wówczas gdy nagroda jest spodziewana i możliwa. Badania nad fizjologią stresu, o których wspomniałem na samym początku, pokazują, że dopamina wydziela się już w fazie antycypacji nagrody …”wiem w co gram, co może nastąpić” i – płat czołowy kąpie się w dopaminie – pełna fiesta. Alkoholik podejmujący decyzję o wypiciu kielicha, albo hazardzista pakujący 100 zł do portfela i wyruszający do kasyna, mogą doznawać większego wydzielania dopaminy niż wówczas gdy alkohol wlewa się w gardło, a ruletka kręci się czyniąc numerki nieczytelnymi. Zwiększenie poziomu niepewności uzyskania nagrody wzmacnia wydzielenie neuroprzekaźnika – im mniej pewności tym więcej przyjemności!

Robert Karaś podczas biegu – 126,6km w ramach MŚ na dystansie 3x Ironman. Wytrzymywał mordercze przygotowania przez 12 miesięcy m.in. dlatego, że traktował każdy ciężki dzień treningu jak osiągnięty CEL a zarazem SUKCES – to pomaga w stymulacji DOPAMINY.

Wśród ultra biegaczy można znaleźć sporo byłych uzależnionych. Historia Jurka Górskiego „NAJLEPSZEGO”, który po 16 latach zmienia używki na uzależnienie od sportu i zostaje mistrzem świata na dystansie double ironaman (1990), opowiada właśnie taką historię. Kiedy uświadomimy sobie, że kokaina zwiększa wydzielanie dopaminy, oraz że większa niepewność rezultatu również zwiększa jej ilość, możemy dojść do wniosku, że biegacze są i nałogowcami i hazardzistami! Bo są! Mózg czyta wysiłek fizyczny jako stres i chcąc złagodzić ból wydziela większe ilości neuroprzekaźników, jednocześnie wytwarzane jest białko BDNF (Brain-Derived Neurotrophic Factor) odpowiedzialne za regenerację i tworzenie nowych neuronów; DBNF w połączeniu z endorfiną działa podobnie jak nikotyna, morfina czy heroina.
Nie będę teraz rozwijał tematu endorfin (redukcja stresu i poprawa nastroju), serotoniny (humor i energia), czy dotlenienia całego organizmu a zwłaszcza mózgu po bieganiu, bo to inne mechanizmy i dodatkowe (!) korzyści.

Podsumowującjeśli zaczynasz przygodę sportową to ustaw pierwszy cel blisko – tak byś wyraźnie widział/a nagrodę  i możliwie nisko, tak by móc ją osiągnąć. Za metą pierwszego biegu, np. na 5km, czy intensywnego marszu, otworzą się w mózgu nowe szlaki dopaminowe związane z ruchem, potem już będzie łatwiej. Jeśli jesteś już na poziomie mierzenia się z barierą 3 godzin w maratonie, to … masz te szlaki przetarte! Trenuj i wyświetlaj w wyobraźni twój przyszły bieg i sukces (projekcja – antycypacja nagrody), prowadź dzienniczek treningowy – planuj treningi i świętuj kąpielą dopaminową każdy dobrze przepracowany dzień.

[grafika tytułowa – wzór chemiczny DOPAMINY]

Tomek Tarnowski

EMPATIA i rekordy

30 września pobiegłem warszawski maraton, jako obserwator i suport dla mojej córki Ani, i było to bardzo mocne doświadczenie z dwóch powodów. Pierwszy, mniej istotny, związany był z otwarciem Muzeum Wódki w warszawskim Koneserze, dzień przed biegiem. Po zakończeniu niedługiego zwiedzania wziąłem udział w degustacji różnych wódek i od razu zaznaczam, że trunku się nie wypluwa jak np. przy degustacji win, tylko na spokojnie i … na ciepło, pochłania. Generalnie polecam. Pozwoliłem sobie na takie, niesportowe zachowanie, dlatego, że byłem już w okresie roztrenowania po triathlonie HARDASuka, a planowane tempo wydawało mi się niegroźne. Ania przygotowywała się do debiutu w maratonie przez  3 miesiące, według metody Jurka Skarżyńskiego, z moją lekką modyfikacją, jednak złamanie 4 godzin w maratonie wymaga średniego tempa przelotowego 5’38”/km co, dla zapracowanej studentki i nowicjuszki, jest sporym wyzwaniem. W ostatnim dniu września pogoda była znakomita – chłodno, sucho, słonecznie, do tego atmosfera fantastyczna, a trasa urozmaicona – tylko osiągać wyznaczone cele. Do 20km szło beztrosko, potem zrobiło się cieplej a ja zacząłem uważniej spoglądać na Anię – biegła równiutko. Na 28km, nagle, powiedziała – Tato, chyba  łapie mnie skurcz w biodrze…- zatrzymaliśmy się na chwilę, by rozciągnąć nogę i … od tego czasu, ja sam zacząłem odczuwać różne dolegliwości. Gdy musieliśmy powtórzyć rozciąganie na 35km, miałem wrażenie, że to mnie łapią skurcze, choć faktycznie nic takiego nie miało miejsca. Na twarzy Ani, widać było już solidne zmęczenie, tempo spadło o 10s/km, robiło się coraz cieplej… zacząłem czuć obawę. Fizycznie czułem się kompletnie nieswój, choć mój stan fizyczny był bardzo dobry – więc co ? Empatia!

XVI – wieczny, francuski myśliciel Michel de Montaigne mawiał, że zaczyna go drapać w gardle jak tylko usłyszy, że ktoś kaszle. 400 lat później,  a pewnie i zawsze  – mamy tak samo. Gdy idziemy z dzieckiem na szczepienie, choć igła nie wbija się w nasze ramie, jesteśmy napięci, a niektórzy odczuwają ból wbijanej igły. Podczas oglądania filmu akcji, w którym główny bohater wskakuje do otchłani szybu windy, żołądek podchodzi  nam do gardła, gdy nasz bohater staje do walki wręcz zaciskamy pięści. Przy końcowej scenie Potopu, w reżyserii Jerzego Hoffmana, kiedy w kościele odczytywany jest list Króla Jana Kazimierza na temat zasług Babinicza vel Kmicica trudno powstrzymać łzy, a przecież widzieliśmy już film kilka razy i wiemy, że jest to gra aktorska. Co zatem nas wzrusza? Treść listu, tembr głosu lektora, sytuacja Kmicica? Nie, reagujemy na szloch aktorów, grających wzruszenie. Neurobiologia powie, że zostają pobudzone te same ośrodki jak u osób, których losy oglądamy – współodczuwamy. Na dodatek jest to działanie nieświadome, niezależne od naszej woli. Więcej, jak pokazują badania, mapowanie ciała jest zjawiskiem pierwotnym, które odziedziczyliśmy po przodkach – naczelnych. Jeszcze w latach 90tych uważano, że empatia jest wyższą umiejętnością mózgu i zdobyczą Homo Sapiens. Dość oczywiste  obserwacje z codziennego życia, kiedy małe dziecko zaczyna płakać na widok innego dziecka, które płacze z powodu upadku, albo wizyta w ZOO przy wybiegu małp, które małpują siebie nawzajem – potwierdzają pierwotność mechanizmu. Wszyscy pewnie przeżyliśmy doświadczenie dostosowania nastroju do naszego rozmówcy – gdy ma smutny wyraz twarzy i nam się to udziela – mówimy wówczas – „zespół  mi humor”, oraz w odwrotną stronę, rozmówca może nam humor poprawić i rozweselić zły dzień. Prowadzone badania wykazały jeszcze jedno – im bliższa znajomość,  pokrewieństwo tym silniejsze oddziaływanie empatyczne. Uwaga na bliźniaki -:) !!!

Co zatem mogłem zrobić na 35 km? Miałem pełnię świadomości, że przez pozostałe 7km będzie bardziej bolało, będzie trudniej a wymykający się cel zacznie dociskać psychikę, wiedziałem również czego sam nie mogę robić. Odwróciłem głowę,  by nie pokazać emocji i rozpocząłem, możliwie naturalnym głosem, jakąś motywacyjną opowieść, by odwrócić uwagę od tego jak bardzo przeżywam jej trudy. Ania dobiegła w czasie 3:58:24.

Ania na mecie maratonu warszawskiego 3:58:24

Jesteśmy empatyczni, bo ewolucja wyposażyła nas w takie potrzebne narzędzie do życia i utrzymywania dobrych stosunków w grupie. Jeśli jednak stajesz na starcie z zamiarem bicia rekordu świata, jak np. Robert Karaś, to lepiej nie patrz na obrazy padających z wyczerpania zawodników, wprowadź zasadę, że Twój suport, kibice przekażą Ci raczej te lepsze wiadomości opakowane w dobry nastrój. Z góry zakaż głośnych rozmów na temat przerwania zawodów, wówczas gdy kryzys pokaże Twoje zdemolowane ja. Uważaj na najbliższych, oni, z troski, potrafią wprowadzić niepokój i wątpliwości, a tego nie potrzebujesz gdy porywasz się na granice swoich możliwości. Pamiętam rozmowy „zatroskanych”, którzy odwodzili mnie od startu w HARDEJ, albo uważali że nie powinienem zachęcać Ani do startu w maratonie – czego też nie robiłem. Wypowiadali się w dobrej wierze, ale większość nie miała pojęcia o czym mówi, właściwie to przekazali własne poczucie bezradności wobec 42km, czy 285km + 8000 m vertical (parametry HARDEJ). Równocześnie ich wypowiedzi wzywające do rozsądku psuły nastrój, a ich „strach” przechodził na mnie.

Empatia działała – może Ci pomóc, ale i przeszkodzić.

Tomek Tarnowski

Źródła – przy pisaniu tego tekstu korzystałem z opracowań Frans de Waal’a,  profesora psychologii, światowej sławy prymatologa, badacza ewolucyjnych źródeł mechanizmów społecznych i kulturowych.

4 akcja – marzenia się spełnia

W styczniu 2018 roku zostałem przyjęty na listę startową HARDA Ultimate Triathlon Challenge  [5km swim/ 225km bike / 55km run + 8000m vertical ] i , w tym samym momencie, wygodna pozycja komentatora akcji zniknęła  stawiając mnie przed realnym wyzwaniem z gatunku „to ponad moje siły”.  Robert Karaś robił swoje pozwalając na swobodne opowiadanie o jego morderczych przygotowaniach, pojawiła się strona WWW, pierwsze wpisy na blogu i to koniec przyjemności! Na początku sportowych przygotowań kontuzja przeciążeniowa przypomniała mi, że nie mam 30 lat i będę najstarszym uczestnikiem HARDEJ, a Robert, w  styczniu, zaliczył wypadek rowerowy na zawodach w Izraelu (Israman), co było podwójnie bolesne, gdyż jechał po zwycięstwo i wymierną nagrodę, która miała mu pomóc sfinansować część przygotowań.  W lutym nastroje siadły do zera, bo i próby pozyskania wsparcia dla realizacji większej promocji akcji rozbijały się o mur obojętności, lub szczerą odmowę.

Fundacja Polskich Kawalerów Maltańskich „Pomoc Maltańska” w Warszawie prowadzi wiele dzieł, ale tym razem wyznaczyła zadanie trudne – zbiórkę funduszy na „program senioralny”.  Zastanawiałem się do kogo to przemówi, jak połączyć najwytrzymalszego sportowca świata z najsłabszymi. Równolegle Fundacja „Przyszłość dla Dzieci”  z Olszyna organizowała zbiórkę na potrzeby niepełnosprawnych dzieci. Zmęczony jak pies, pełen wątpliwości o dobroczynny wymiar akcji, czułem, że wkraczam na cienki lód.

Wizyta w jednym z maltańskich ośrodków, akurat w Warszawie, przy ul. Aldony, olśniła mnie i zmieniła nastawienie. Grupa wolontariuszy (50+),  z pomocą swoich dzieci, organizuje (w prywatnym czasie!) codzienną pomoc osobom starszym, którzy nie dają rady, bo … życie uciekło zbyt daleko. Problemy są różne – trzeba napisać pismo urzędowe, nakarmić, dać szanse bycia z innymi (i wiele innych) – choć nikt głośno nie prosi o pomoc. Drobne kroki, asekuracja poręczy, ramię wolontariusza, drżące nogi … jak duchy przenikają do maltańskiego ośrodka, gdy tylko zostaje otwarty. Zacząłem dostrzegać synergię. Ten obraz i stan przypomina Roberta po najcięższych treningach a zwłaszcza na mecie – kompletnie bezbronnego, otoczonego natychmiastową pomocą, ledwo stojącego na miękkich nogach. Dalej są już różnice. Wielkie brawa i zasłużony podziw, otwarte wrota do światowej  sławy, a w maltańskich ośrodkach otwarte drzwi, za którymi czekają  – nadzieja na otrzymanie pomocy, bezpieczeństwo, radość z obecności drugiego człowieka i … ciepła zupa, dla zadziwiająco dużej grupy potrzebujących.

Pan Andrzej .. jak wielu innych potrzebuje miejsca, do którego może przyjść po pomoc, ciepły posiłek, gdzie spotka innych ludzi.

Miesiąc przed startem w HARDEJ solidnie się potłukłem, zwłaszcza biodro, i miałem wrażenie, że to koniec mojej sportowej przygody. Robert pojechał na Mistrzostwa Francji na dystansie pełnego ironmana [3,9 / 180 / 42 km ] i niesprawiedliwie traktowany przez sędziów zrezygnował na 90km części rowerowej – kolejna nagroda, mająca pomóc w sfinansowaniu startu na Mistrzostwach Świata, uciekła. Czułem, że Ktoś nas doświadcza – ale zamiast kłótni z Najwyższym, miałem doła.

Na starcie „zimowej HARDEJ” –  nazwanej tak przez załamanie pogodowe – stanąłem z modlitwą za zdrowie Oli – młodej mamy, której obraz podnosił mnie wtedy gdy już dalej nie mogłem. [ Ola – walczymy !!! ]. Udało się dotrzeć do mety tego piekielnego wyścigu i zapewniam, że nie jest to spacer z przewodnikiem po sopockim molo! Na FB ktoś mi napisał – „marzenia się spełniają”, a Piotr Szmyt – organizator HARDEJ, poprawił, – „marzenia się spełnia!”. Racja! Samo z nieba nie spadło. W ten sposób, z podniesionym czołem, otworzyłem drzwi na widownię głównego spektaklu jakim miał być start Roberta Karasia na Mistrzostwach Świata w ultratriatlonie. W dniu startu, 27-28 lipca, na FB widziałem Was tak wielu, że zdębiałem. Na tej wirtualnej trybunie przeżyliśmy wielkie, sportowe wydarzenie. Zauważ – bez filmowej transmisji, udziału mediów, bez klubów. Na ekranie komputera widzieliśmy tylko surowe liczby pokonywanych kilometrów i upływający czas. Robert ustanawiając fenomenalny rekord świata w triple ironman [11,4 / 540 / 126,6 km ] zaskoczył wszystkich, prócz siebie – on wiedział!

Dzięki rozgłosowi, ścigających się już po fakcie, telewizorów, rozgłośni i portali,  Robert daje się poznać  jako osoba otwarta, bez żadnych kompleksów, jako trener samego siebie – jest genialnym strategiem z żelazną dyscyplina wykonania planu, jako zawodnik – niezwykle precyzyjny i silny psychicznie. Gdyby polski sport, ten najbardziej opłacany, mógł tak wyglądać, … hmmm. Dlaczego w piłce tak często potykamy się o przeciętność ? Piłkarze i trenerzy chowają za plecami  „zespołu”, a za parawanem zbiorowej odpowiedzialności wzrok mają skierowany na konto bankowe – nie plan treningowy. Nie będę tego rozwijał, bo przecież są wydarzenia o wiele bardziej pasjonujące – 29 letni facet, ze skromnym wsparciem odważnych sponsorów i wielkim poświęceniem rodziny, wykonuje tytaniczną pracę i ustanawia drugi już rekord świata(rekord w double ironman z 2017 r. nie został praktycznie dostrzeżony !) na najbardziej wymagających zawodach na świecie, rozbija bank ultratriathlonu! W dzień startu, rano, pamiętał i zaapelował na FB (wpis o godz. 6:32) do kibiców o wsparcie najsłabszych …seniorów i niepełnosprawnych dzieci –  woow!

Robert – bardzo dziękuję za to, że mogłem tworzyć opowieść 4 akcji w świetle Twoich przygotowań zakończonych niebywałym wyczynem i ogromnymi emocjami. Na nasz wspólny apel o symboliczną złotówkę odpowiedziało wielu kibiców, którzy zrobili wysiłek i wsparli fundację. Zbiórka finansowa przekroczyła 61 731  zł, co jest znacząca kwotą, za którą bardzo serdecznie dziękujemy w imieniu podopiecznych.

Konto Fundacji Maltańskiej zawsze jest otwarte i być może pod koniec września będę miał okazję zaktualizować tę informację.

Wszystkim bardzo bardzo dziękuję, Tomek Tarnowski

Tomek – zmęczenie podczas HARDA – połowa dystansu, Schronisko Ornak źródło organizator HARDASuka fotoAddict
PODZIĘKOWANIA szczególne:
Robert - udział w 4 akcji  
Kasia - całość
Jerzy - rekord wśród darczyńców  
Marcin - najszybsza decyzja i drugie miejsce wśród darczyńców
Izio - inspiracja w Zakonie Maltańskim od wielu lat, suport, nagrody
Zdzichu - strategia sportowa, rower, suport
Wojtek - doradztwo, badania
Janek - suport, relacje, strona www
Ania i Kuba - suport + odmrażanie 
Władek - suport
Agnieszka - suport
Staszek - strona www
Krzysiek - grafika 
Michał - pożyczone Cervelo
dla tych, którzy ze mną trenowali urozmaicając trudny czas: Kasia, Rysiek, Wojtek, Maciek, Krzysiek, Zdzichu, Tomek  
                    bez Was ta akcja, wyglądałaby inaczej.

MOSiR Sopot i SKŻ Sopot i sopocki las na wzgórzach morenowych - były jak ... dom.

zbyt dalekie cele

Sukces Roberta Karasia i okres wakacji przedłużył 4 akcję, ale powoli przychodzi czas na jej podsumowanie. Zanim to jednak nastąpi podzielę się nauką jaką, po raz kolejny, wyciągnąłem z „wyzwania ponad moje siły”, a takim do końca była dla mnie HARDA. Chciałbym to zrobić  również dlatego, że kilka osób, i to niezależnie, zadawało podobne pytania – jak zacząć, jak wytrzymać, jak znaleźć w sobie wystarczająco sił, ect… i, można czytać tę naukę w innym kontekście niż wyzwanie sportowe.

Jak osiągać dalekie cele?

  1. Śmiało, nie ma zbyt dalekich celów, jest kwestia czasu.
  2. Cokolwiek wielkiego zamierzasz, potrzebny jest plan. Tworząc go skorzystaj z doświadczeń innych, ale pamiętaj, że i tak pójdziesz własną drogą.
  3. Wszystko zaczyna się przez podjęcie pierwszej decyzji. Mówisz sobie „robię to”, a potem … robisz!
  4. Realizując plan, nie patrz zbyt daleko, bo się zestresujesz, a daleka perspektywa przytłoczy. Patrz i realizuj to co masz zrobić dzisiaj i jutro.
  5. Każda kłoda pod nogami to element przygotowań, nauka, więc zaakceptuj i nie rezygnuj po pierwszym potknięciu. Pamiętaj – nikt nie wymaga, że osiągniesz rekord świata.
  6. Bądź serdeczny dla ludzi, masz mniej czasu + zmęczenie, które się kumuluje. Dobra atmosfera ułatwia.
  7. Ciesz się drobnymi rzeczami, złap dystans do samego siebie i nie zapomnij żyć normalnie.

Oczywiste? Możliwe, … ale prawdziwe, przeżyte na własnej skórze.

Sportowy świat gna do przodu, dlatego kariera Roberta potrzebuje mocnego wsparcia. Korzyść  w postaci unikalnego wizerunku dla sponsorów, ogromna duma i satysfakcja z kolejnych osiągnięć Mistrza warte są szybkiej inwestycji. Potrafimy przecież wspierać wyprawy w nieznane, jak zimowe oblężenie K2, otaczać wręcz nabożną czcią piłkarzy, pomimo, że tylko kilku dorównuje najlepszym. My, kibice, potrafimy godzinami oglądać skoki narciarskie, które przecież uprawia w Polsce jakieś 100 osób, w kilku górskich miejscowościach!

Dlaczego nie Robert – polski ambasador pływania, jazdy na rowerze i biegania, czyli sportów powszechnych i dostępnych dla nas? Jeśli to nie jego czas, przyjdzie chyba poprzeć program – „skocznia narciarska w każdej gminie”.

No dobrze, już jest OK. -:)) – o czym już wspominałem.  Robert będzie miał dobre warunki do przygotowań. Robert Gryn zdecydował, że jego firma CODEWISE pomoże w przygotowaniach do zawodów w Konie na Hawajach – najbardziej prestiżowych i wymagających zawodów na dystansie ironmana, gdzie spotyka się czołówka świata w tej dyscyplinie.

Powodzenia! Tomek

 

DECA ultra triathlon

W Szwajcarii  zakończyły się właśnie mistrzostwa Federacji IUTA [ International Ultra Triathlon Association ] na różnych dystansach: 5 x ironman, 10 x ironman w formułach 1 per day i continuous. Na FB Zakon Maltańskie Ekstremalnie na bieżąco śledziliśmy ostatnie 10 dni zmagań w  DECA ultra triathlon continuous [ 38km/1800km/422km -limit 14,4 doby. Uff!!! Ostatnia zawodniczka walczyła na trasie ok. 14,5 doby – dokładnie 336: 45: 05 (limit 345 godzin). Niemiec, Richard Jung, dzięki strategii regularnego spania po 3h uporał się z tym dystansem w ok. 8 dób i ustanowił nowy rekord świata.

https://www.swissultra.ch/english-1/results/

Zwycięzca DECA i nowy rekordzista świata – Richard Jung (po prawej, czerwona bluza) z 2gim na mecie DECA , Francuzem Laurent Quignette (czas o 22h dłuższy) materiały organizatora swiss ultra (FB)
DECA continuous rekord świata 2018 190 godz. 17 min. 17 sek.

Szaleństwo? -:) Raczej nie, dla nich to normalność. Obawę zaczynają odczuwać patrząc na kolegów, którzy stają na starcie „double DECA ultra triathlon continuous”  [76 / 3600 / 844 km ] lub TRIPLE DECA … – a nóż przyjdzie się zmierzyć z takim dystansem? Wydaje się, że najdłuższym znanym wyczynem triathlonowym było pokonanie (2013 r.) 33 IM w 33 kolejnych dniach (formuła 1per day), gdzie zawodnik uzyskał średnią dla każdego IM 12h 27 min. Taki czas jest marzeniem wielu amatorów w średnim wieku, którzy po zbyt krótkim przygotowaniu wymęczeni docierają na metę w limicie 16h.

Swiss ultra 2018 – 50m basen, w którym zawodnicy płynęli 38km – źródło organizatora swiss ultra (FB)

Po co DECA? Bo chcą i mogą! Głębszego uzasadnienia nie ma, ale wokół nich coś jeszcze się dzieje. Przeprowadzone badania naukowe porównały tempo na DECA z TRIPLE DECA .. (formuła 1 per day) i okazuje się, że w TRIPLE DECA ostatni 5-6 dni było tak samo szybkie jak na początku, środek słabiej, występowały mniejsze różnice w tempie poszczególnych dni, niż w DECA… Źródeł zmienności  nie szukano w stanie fizycznym – za tempo odpowiada sterownik – czyli nasz mózg.

buty Richard Jung – po 422km biegu w DECA – źródło FB swiss ultra

Przyszłe starty Roberta Karasia na dystansie pojedynczego ironmana i próba wygrania KONY na Hawajach (tam narodził się ironman) będą wymagały treningu, z którym Robert jeszcze się nie mierzył. Dotychczas rozwinął i perfekcyjnie wykorzystał  to w co wyposażyła go natura – unikalną wytrzymałość. Teraz przyszedł czas na trening, który ma zbudować ten element, którego Robert, w sposób naturalny, nie posiada – szybkość. W drodze „na KONE” kluczem jest mózg, powodzenia.

4 Akcja sportowo – charytatywna w części sportowej – WIĘCEJ NIŻ IRONMAN – jest zakończona, w części teoretycznej jeszcze się tli -:) czekam na wpis o dietach, który może zaciekawić wielu z Was.

W zbiórce finansowej osiągnęliśmy do dzisiaj 61 731, 44 zł … a konto maltańskiej Fundacji nadal jest otwarte i, co jest ogromnie wzruszające, cały czas ktoś tam jakąś sumkę dorzuca. Są i „ultrasi” jak Jerzy Kobyliński, który chciał uświetnić rekord świata Roberta i podwoił swój rekordowy przelew. ULTRA KIBIC !! Wielkie dzięki w imieniu podopiecznych Fundacji Maltańskiej

cdn. Tomek


Fundacja Polskich Kawalerów Maltańskich w Warszawie „Pomoc Maltańska”. 00-730 Warszawa, ul. Jazgarzewska 17, lok. 54.
Nr rachunku bankowego PKO BP S.A.                                                                                    51 1020 1156 0000 7602 0089 7512
[ z zagranicy dodajemy z przodu PL ]

z dopiskiem „darowizna – więcej niż ironman 2018”

OPP. Nr KRS: 0000174988

MISTRZOSTWO i REKORD ŚWIATA

Robert Karaś zdobył tytuł Mistrza Świata w ultra triathlonie na dystansie potrójnego ironmana !

30 godz. 48 min. 57 s. to o 59 minut lepiej od poprzedniego rekordu z 2003 r. – 31:47:57.

Biorąc pod uwagę warunki wyścigu :

  • pływanie: 228 x 50m w odkrytym basenie  [11,4km]
  • rower: 67 x pętla 8km  – nawroty 180 stopni na rondach [540 km], otwarta droga dla aut i .. maszyn rolniczych!!
  • bieg: 96 x pętla 1,32km [126.6 km]

 

uzyskane wyniki są KOSMICZNE, a  Roberta można uznać za najwytrzymalszego sportowca na Świecie.
Pływanie 02h 41 min | 11,4 km – średnie tempo 01:24 min/100m
Rower 15h 24 min | 540 km  – średnia prędkość (brutto – z przystankami technicznymi!) ok. 35 km/h
Bieg 12h 44 min | 126,6 km – średnie tempo (z przystankami technicznymi!) 6:02/km

Czas uśredniony dla dystansu 1 ironmana wyniósł 10 h 16 min 17 s

Robert na nawrocie jednej z 67 pętli

Przewaga nad drugim zawodnikiem była ogromna:

1. 50 Robert Karas POL 02:41:19 67 18:05:16 96 30:48:57
2. 34 Rait Ratasepp EST 03:25:10 67 20:06:15 96 33:20:15
3. 49 Henning Olsrud NOR 03:45:01 67 21:31:39 96 34:12:12

wyniki: https://www.triathlonlensahn.de/the-triple/ergebnis-eng

Robert podczas biegu – 126,6km

Opierając się na czasach Roberta z zeszłego roku podczas bicia rekordu świata na dystansie 2x ironman [9 h 52 m 21 s.], pokazuję jakie były tempa podczas bicia poprzednich rekordów

  Rekordy

[hh:mm:ss]

Pływanie Rower Bieg Średni czas

1 x IM

Robert 2x IM

Rekord z 2017 r.

19:44:42 7,6 km

1:47:30

360 km

10:33:45

84,4 km

7:23:28

9: 52:21
uśredniony wynik dla dystansu 1 x IM 3,86km

ok. 0:54:00

180km

ok.  5:17:00

42km(195)

ok. 3:42:00

9: 52:21
Robert 3x IM

            estymacja I

 

[tempo jak dla 2 x IM]

Estymacja I czas 3xIM

 

29:45:00

3x(0:54:00)

 

 

11,4km

2:42:00

3x(5:17:00)

 

 

540km

15:51:00

3x(3:42:00)

 

 

126,6km

11:12:00

9: 52:21

 

Luis Wildppaner 3x IM

Rekord z 2003 r.

31:47:57 10:35:59

Tu widać jak bardzo wyśrubowany był rekord (3x IM), z 2003 roku, Austriaka Luisa Wildppanera!

http://www.iutasport.com/races/2018/triple-lensahn-germany-2018.php

Lensahn w Niemczech znajduje się na północ od Hamburga, niedaleko Lubeki, nad morzem. Pogoda, ze względu na wysoką temperaturę (29-27 st.C w dzień) i silny wiatr do (30km/h) była trudna i bardzo trudna dla zawodników.

Robert podczas biegu – walka z bólem

Analizujemy – kibicujemy – pomagamy!

Jeżeli ktoś chciałby odpowiedzieć na apel Roberta (i mój) o wsparcie fundacji – będzie nam bardzo miło, każda kwota się przyda – teraz Wy!     Tomek

(Fundacje przekazują nam tylko dane zbiorcze o wpłatach z tytułu: „darowizna – więcej niż ironman 2018”)

Dane fundacji

Fundacja Polskich Kawalerów Maltańskich w Warszawie „Pomoc Maltańska”.

OPP. 00-730 Warszawa, ul. Jazgarzewska 17, lok. 54. Nr KRS: 0000174988
Nr rachunku bankowego PKO BP S.A.                                                                                

51 1020 1156 0000 7602 0089 7512
[ z zagranicy dodajemy z przodu PL ]

z dopiskiem „darowizna – więcej niż ironman 2018”

oraz w walucie

w USD   82 1020 1013 0000 0302 0355 2841

w EUR   07 1020 1013 0000 0802 0334 6269

http://www.wiecejnizironman.zakonmaltanski.pl/jak-pomoc/

 

 

on nie wie co go czeka – Jurek Górski cz.2

nie zaszczyty i nagrody, … w głębi czujesz, że to co jest ważne, to pokonywanie samego siebie, ale to co ma jeszcze większe znaczenie, to pomoc innym w pokonaniu ich barier. Robert, w imieniu podopiecznych fundacji, bardzo dziękujemy. 
POWODZENIA
live tracking: https://www.triathlonlensahn.de/the-triple/ergebnis-eng

1 cz. rozmowy z Jurkiem Górskim, m.in. o motywacjach, została opublikowana, na tym BLOGU, 24 marca . Niżej 2 cz.

– Kiedy pojawią się problemy na potrójnym dystansie ironmana?

JG – Na biegu. Pływanie (11,4km) to rozgrzewka, rower (540km) jest najdłuższy, tzn. ma najwięcej kilometrów i wymaga najwięcej czasu, jest też niezwykle ważny. Tu trzeba jechać na granicy zmęczenia, dobrze pilnować odżywania, które – jak rozumiem – Robert ma opracowane, bo na samych żelach (energetycznych) się nie da. Mnie, podczas wyścigu na podwójnym dystansie IM pomógł gorący rosół z lanymi kluskami, słodkich odżywek żołądek już nie przyjmował. Skoro Robert jadł (na podwójnym ironmanie) wołowinę zblendowaną z truskawkami, to znaczy, że ma to wymyślone. Początek biegu po tak długiej jeździe na rowerze będzie urozmaiceniem, ale 3 maratony (126,6km) to męka … on nie wiem co go czeka.

– Mówiłeś – Robert musi bardzo tego chcieć, a jak było z Tobą?       

JG – nie byłem nastawiony na zwycięstwo, czy bicie rekordu. Byłem wolny od takich myśli, można powiedzieć, że się nie ścigałem. Pływanie nie było moją mocną stroną, wszedłem do wody ostatni i robiłem swoje, potem 360km na rowerze i dopiero na biegu poczułem, że mogę. Kryzysy przyszły, bo to jednak ponad 84km. Czułem brak synchronizacji ciała i umysłu, to osłabiało głowę, a jednocześnie okazywało się, że średnie tempo wcale nie spadało. Gdy było źle stosowałem technikę naprzemiennego biegu i marszu, ale w taki sposób, by rywale widzieli te momenty kiedy biegnę, że jestem silny. Tak, na biegu już się ścigałem. Przed finiszem miałem około godziny przewagi nad drugim zawodnikiem – Niemcem. Przewaga dała niesamowity komfort, bezpieczeństwo – a te uczucia to jak zmiana sceny w filmie, to nowe siły.

– Opowiadałem Ci o Robercie – co sobie myślisz o jego wyzwaniu, tak korespondencyjnie?      

JG – Jego wynik na podwójnym dystansie jest świetny, ale 678km to ogromny dystans. Cóż, Robert musi być typem wojownika, chce być lepszy od siebie i to go nakręca. Tak sobie myślę, że on teraz jest najlepszy i chyba ściga się ze sobą, sprawdza ile potrafi wytrzymać jego organizm. Pójdzie va bank. Według mnie, jego głowa już jest w potrójnym ironmanie i będzie celował najwyżej – chodzi o dostosowanie tempa na pływaniu, rowerze i biegu do końcowego wyniku, a to wymaga wcześniejszego przetrenowania. Jeśli tego nie zaplanujesz, to albo pójdziesz za szybko i nie dasz rady, albo za wolno i później już czasu nie dogonisz. Każdy odcinek musi być zaprogramowany co do minuty. Z tego co widziałem rekord jest wyśrubowany i tempo musi być bardzo szybkie, a organizm musi ten ogromny wysiłek wytrzymać przez ponad 31 godzin.

– Wynik go nakręca, nowy rekord?      

JG – Znam osoby, które chciały ukończyć potrójnego – taki mieli cel, a Robert będzie walczył o zwycięstwo i rekord. Wynik go prowadzi, ale ważne jest też to o czym mówiłem wcześniej (1 cz.), te zabezpieczenia, one pomagają – np. miłość, rodzina, że robimy coś dla innych. Bardzo dobrze, że prowadzicie akcję charytatywną, te obrazy starszych osób, potrzebujących dzieci, w pewnym momencie będą pracowały w głowie Roberta. Krysów będzie miał dużo i każde zabezpieczenie, każdy psychologiczny argument będzie mu pomagał.

– obstawiłbyś wynik?      

JG – Robert nie jest w stanie na treningach zbliżyć się do tych dystansów, które będzie musiał pokonać na zawodach, inaczej zrobiłby sobie krzywdę. Zatem jeśli wytrzyma monotonne i samotne przygotowania, to pozostaje głowa. Nasze dobre i złe doświadczenia zabezpieczają nas w czasie kryzysu, ja musiałem przetrwać w głodzie, bólu, targany wymiotami… Podczas kryzysu wizualizacja tych czarnych chwil uświadamiała mi, że można to przeżyć, pójść dalej. A miłość do Mamy, do przyjaciół, to że jestem lepszym człowiekiem, że odnoszę sukces a nie porażkę – te dobre uczucia również dawały potężną siłą. Nie znam doświadczeń Roberta. U mnie napędem w kluczowym momencie były dobro i duma, że mogłem się wyzwolić, że pokonałem samego siebie. Tyle razy w życiu przegrałem, że dokładnie wiedziałem nad czym mam pracować, z czym walczyć, gdzie jest ten punkt w głowie.

Jeśli Robert przetrwa przygotowania i stanie zdrów na starcie to obstawiam, że będzie rekord.

– Tak po prostu?  

JG – Tak. Oczywiście może przeszarżować rower, popełnić błędy, ale zakładam, że to jest profesjonalista, dodatkowo wyścig ma się odbywać w ciasnych pętlach, tak rowerowych jaki biegowych, to znaczy, że zawodnik będzie miał bardzo częsty kontakt z ekipą, a oni przypilnują tempa i innych detali. Pozostają przygotowania i koncentracja.

– Trochę to brzmi jak wyprawa w Himalaje -:),   

JG – … bo to jest podobne, tyle, że Robert realizuje pewnie znacznie większe przygotowania fizyczne, a zawody … to już te same elementy – precyzyjny plan, rozpisany co do minuty, zdrowie, predyspozycja, pogoda – wszystko jest ważne i brane pod uwagę. Potrójny ironman to ogromne wyzwanie, z którym Robert się jeszcze nie mierzył, do tego będzie celował w rekord – bardzo ciekawe. POWODZENIA!!!


opis trasy, analizy rekordowych wyników (2 x IM) i (3 x IM), analizy szans Roberta znajdziesz na BLOGU we wpisie z 13 lipca – niżej link do art.

Konkurs, analizy czasu, nagrody

Za 3 dni start.

Robert Karaś z ekipą zmierza już do Lensahn w Niemczech, to niedaleko Lubeki, nad morzem. Ostatnie dni minęły bez pełnego treningu, pomijając „drobne” dwa dziennie, które mają za zadanie podtrzymać wydolność. Dla wielu z nas – aktywnych – przepłynięcie 3km w granicach 40min i bieg na 10km w czasie poniżej 45 minut jest cichym marzeniem, dla Roberta to tylko rozruch, trucht, trening mający podtrzymać VO2max. Uwolniony czas od treningu to równocześnie intensywna praca z zespołem suportu, którym dowodzi, trener przygotowania fizycznego, Piotr Benewiat, pakowanie sprzętu, przygotowywanie jedzenia na wyścig. Tak – słoiki! Ekipa zabiera to co ważne jak np. chude mięso w słoikach, a mrożone truskawki w specjalnych lodówkach. Makaron, ryż niby można dostać wszędzie, ale i tak zawodowcy wolą mieć swoje, niż kupować w nowym miejscu. Oczywiście zabierają własne odżywki energetyczne i napoje izotoniczne, bo te muszą być identyczne i znane, na których organizm trenował.

50 zawodników dopuszczonych, po selekcji światowej, spotka się na odprawie w czwartek 26 lipca, a w piątek z rana rozpocznie się wyścig. Spośród tej 50tki jest wielu znakomitych ultra triathlonistów, a wśród nich 3-4 potencjalnych kandydatów do zwycięstwa, ale… nie jest to właściwy moment na rozdawanie medali – poczekajmy do końca.

Kiedy rozmawiałem z Robertem powiedział, że w zakresie treningu, przygotowanie fizycznego i strategicznego wszystko zostało  zrobione, przez 6 ostatnich miesięcy wykonał gigantyczną pracę, teraz wszystko – on, sprzęt, suport, warunki zewnętrzne – musi się spotkać na ponad 30 godzin i zagrać idealnie – najlepiej na świecie. Trudne! Ostatnie dni to przygotowania organizacyjne, nastawienie mentalne i koncentracja. Robert: „dokładnie wiem co mam robić, teraz czekam na start”.

Pogoda ma być dobra, jednak mają panować wysokie temperatury, co jak wiemy, nie jest optymalne dla sportów wytrzymałościowych, gdzie 75% energii zużywane jest na chłodzenie organizmu. Na szczęście dla nas, Robert dobrze znosi ciepło, a część biegowa najprawdopodobniej rozpocznie się miedzy 1:00 – 3:00 w nocy. Jeśli etap rowerowy (540 km) pójdzie dobrze to końcowe, „zaledwie” 50-60km biegu (ze 126,6 km) Roberta może przypaść na gorącą część dnia. Słabsi będą mieli trudniej, zakończą rower nad ranem a 3 maratony będą biec za dnia, przez kilkanaście godzin, w stale rosnącej temperaturze.

Live tracking – wyścig będziemy mogli obserwować na wykresach, w tym pozycje zawodników. To wszystko od momentu roweru, ponieważ część pływacka, na basenie, nie będzie monitorowana przez lokalizatory GPS. Link do live – trackingu podam jak tylko organizator podeśle informacje i zakładamy, że umieści na swojej stronie: https://www.triathlonlensahn.de/home-eng

 

https://www.triathlonlensahn.de/the-triple/ergebnis-eng

Mamy środek wakacji i wylogowujemy się od wszystkiego, to oczywiste. Jednak, Wasza obecność, doping jest teraz potrzebny i najważniejszy. Dziękuję wszystkim, którzy wspierają  akcję wykonując gesty poparcia na FB, zapraszają znajomych, forwardują nasze opowieści – to bardzo ważne, bo kibiców przybywa. Chylę głęboko głowę w podziękowaniu przed Tymi, którzy wsparli fundacje – 10 złotymi jak i kwotą większą. Domyślam się jak trudno jest siąść do kompa i zadeklarować swoją obecność przelewem, bo raczej, w znakomitej większości przypadków, nie chodzi o kwotę, która może być dowolną.

Robert  – masz bardzo wielu kibiców, również sporo osób odpowiedziało na nasz wspólny apel o finansowe wsparcie fundacji – na koncie jest już ok. 44 tysięcy złotych, to bardzo dużo i z tego co się domyślam nie jest to koniec. Satysfakcję, że w ten sposób pomogłeś nieznanym Ci osobom, seniorom – podopiecznym Fundacji Maltańskiej oraz niepełnosprawnym dzieciom z Fundacji „Przyszłość dla Dzieci”, już możesz zapisać w głowie, teraz sięgnij po tę najwyższą, sportową.

Tomek

 

Iron(iczny) man – Kamil Cierniak

Kamil Cierniak, pomagał nam w poprzedniej akcji – współtworząc film i pisząc teksty. Jeden z nich zaczął tak: „Nigdy nie biegłem maratonu. Nigdy nie biegłem na sto metrów. Ani nawet na metr. Gdybym brał udział w zawodach sprinterskich ze ślimakiem, mój rywal odniósłby spektakularne zwycięstwo, bo prędzej czy później dotarłby o własnych siłach do mety.. Ja nie.” Kamil Cierniak, 24 lata, jest studentem kierunku politologii na Uniwersytecie Jagiellońskim oraz filozofii na Uniwersytecie Papieskim JPII w Krakowie. Choruje na zanik mięśni. Kamil jest kibicem naszych akcji, trzyma kciuki za Roberta i przesyła swój tekst.

Zostało 8 dni do startu! Robert – znane osoby występujące w tym filmie trzymają za Ciebie kciuki, my oczywiście  też -:).

Kamil Cierniak:

Iron Man…. Zawsze, kiedy czytam słowo „iron”, kojarzy mi się ono z ironią. Sens obu pojęć jest oczywiście różny – niewiele bowiem łączy żelazo z ironią – jednak w kontekście Iron Mana jest, moim zdaniem, coś na rzeczy. Uważam, iż żeby ukończyć te zawody, trzeba mieć w sobie mnóstwo ironii. Do czego? Przede wszystkim do natury. Ona sprawia, że coś jest takie, jakie jest i że wszystko niemalże podlega ograniczeniom, ujętym w prawa przyrody. Ulega im zatem i ludzki organizm. Widać to chociażby po reakcjach sportowców, którzy kończą udział w zawodach. Są wytrenowani, przygotowani pod każdym względem – a jednak, niejednokrotnie, tuż po zakończeniu rywalizacji padają, ciężko oddychając i sprawiając wrażenie na wpół tylko żywych.

Aby ukończyć tak mordercze zmagania jak Iron Man, trzeba mieć w sobie dużo ironii wobec ograniczoności ludzkiego ciała. Trzeba je niemalże wykpić prosto w oczy. Tu meta jest o wiele dalej, niż pojawiają się pierwsze oznaki zmęczenia i prawie równie daleko od miejsca, gdzie te oznaki zamieniają się w dramat. Sama determinacja tu nie wystarczy, to musi być, jak sądzę, właśnie ironia. Nie oznacza ona w żadnym wypadku braku szacunku wobec natury. Wręcz przeciwnie – profesjonalista wie, iż musi precyzyjnie planować wysiłek tak podczas treningu, jak i samego konkursu. Tu chodzi o coś głębszego, o jakiegoś rodzaju pewność siebie i wiarę w swoje możliwości psychofizyczne. Jeśli zostaną poparte ciężką pracą, można z ironią podchodzić do własnych słabości.

Co zatem można powiedzieć o potrójnym Iron Manie? Zapewne to, iż musi być to ironia do sześcianu. Co to konkretnie oznacza? Nie wiem, bo jest to wyczyn trudny do wyobrażenia dla większości ludzi. Na to pytanie musi sobie odpowiedzieć sam zawodnik, ale bez ironii wobec praw przyrody ani rusz. Jako osoba na wózku nie jestem w stanie wyobrazić sobie potwornego wysiłku i przemęczenia związanego z ogromnym dystansem pływackim, rowerowym i biegowym. Inne owszem (czasem czuję się jak Iron Man, kiedy pokonam kilkuset metrowy odcinek chodnika wykonanego z krzywej lub/i wypukłej kostki; za każdym razem przeżywam szok, że nie ma na mecie hostess i fotoreporterów), ale triathlon jest mi zupełnie obcy. Mogę tylko podziwiać i trzymać kciuki. Powodzenia, Iron(iczny) Man!

portret tytułowy: „Kamil” Autor: Dominik Kłóś. Więcej tekstów Kamila https://kambloger.blogspot.com/

Konkurs, analizy czasu, nagrody

Dzięki naszym partnerom mamy bardzo fajne nagrody (info niżej) do naszego KONKURSU, zabawy, która jest dodatkową motywacją dla Roberta, potwierdzeniem, że realnie interesujecie się tym startem – więcej! –  zrobiliście wysiłek odpowiadając na apel o wsparcie fundacji (kwota dowolna) – wielkie, wielkie dzięki!

Sprawa nie jest łatwa, bo oszacowanie czasu jaki może osiągnąć zawodnik na tak gigantycznym dystansie jest łamigłówką, a może ślepym strzałem. O minutach decydować będą szczegóły – pogoda i konkurenci, predyspozycja w danym dniu i koncentracja. Jednak najważniejsza sprawa – przygotowanie fizyczne, techniczne, kondycyjne – są już za nami, tu już wiele nie da się zmienić.

WSKAZÓWKI:

Niżej robię dwie, proste estymacje dla wyniku na dystansie potrójnym, bazując na czasach Roberta z zeszłego roku podczas bicia rekordu świata na dystansie 2x ironman [9 h 52 m 21 s.]. Tempo z zeszłego roku podczas bicia rekordu (2xIM) [ estymacja I ] i to samo, tyle że z około 10% wydłużeniem czasu [ estymacja II ].

  Rekordy

[hh:mm:ss]

Pływanie Rower Bieg Średni czas

1 x IM

Robert 2x IM

Rekord z 2017 r.

19:44:42 7,6 km

1:47:30

360 km

10:33:45

84,4 km

7:23:28

9: 52:21
uśredniony wynik dla dystansu 1 x IM 3,86km

ok. 0:54:00

180km

ok.  5:17:00

42km(195)

ok. 3:42:00

9: 52:21
Robert 3x IM

            estymacja I

 

[tempo jak dla 2 x IM]

Estymacja I czas 3xIM

 

29:45:00

3x 0:54:00

 

11,4km

2:42:00

3x 5:17:00

 

540km

15:51:00

3x 3:42:00

 

126,6km

11:12:00

9: 52:21

 

Robert 3x IM

           estymacja II

[tempo jak dla 2 x IM + ok. 10% ]

Estymacja II czas 3xIM

 

33:00:00

3x 01:00:00

 

11,4km

3:00:00

3x 6:00:00

 

540km

18:00:00

3x 4:00:00

 

126,6km

12:00:00

11:00:00
Luis Wildpanner 3x IM Rekord z 2003 r. 31:47:57 10:35:59

WNIOSKI

1)  tempo z zeszłego roku podczas bicia rekordu na dystansie podwójnym gwarantuje poprawę rekordu o ok. 44 minuty. Dopiero teraz widać jak bardzo wyśrubowany jest aktualny rekord (3x IM) z 2003 r Austriaka, Luisa Wildpannera!

2) tempo niższe, (dłuższy czas o ok. 10%), uwzględnia również spowolnienia i przerwy techniczne jak jedzenie, WC, inne, dałoby czas 33h, który byłby gorszy od rekordu o 1h 13min.

3) Mistrzostwa Świata zaczynają się 27.07.2018, o godz. 07.00. Uwzględniając potencjalne czasy wychodzi, że rower zakończy się w nocy, ewentualnie nad ranem, znaczna część biegu przypadnie na chłodną część doby, a ostatnie 60km w ciągu dnia, gdzie wyższa temperatura może pomóc wyczerpanemu organizmowi. Wydaje się, że wysoka temperatura nie będzie limitująca, a z informacji od Roberta wynika, że dobrze znosi wyższe temperatury.

INFORMACJA organizatora: [ limit dla zawodników: 58 godzin ]

  • pływanie: 228 x 50m w odkrytym basenie  [11,4km]
  • rower: 67 x pętla 8km  – nawroty na rondach [540 km]
  • bieg: 96 x pętla 1,32km [126.6 km]

http://www.iutasport.com/races/2018/triple-lensahn-germany-2018.php

Lensahn w Niemczech znajduje się na północ od Hamburga, niedaleko Lubeki, nad morzem. Pogoda, wilgotność powietrza są podobne do tych, które znamy w Polsce północnej i gdzie Robert trenował.

KONKURS:

Zgaszenia przyjmujemy do końca 27 lipca do 6:00 na maila Kasi: k.tarnowska@agencjafm.com.pl , również i korekty, gdyby ktoś chciał coś zmienić. W przypadku gdyby typowania były identyczne, decyduje kolejność.  Rozwiązanie konkursu przewidujemy do 5 sierpnia, przy założeniu, że Fundacje podeślą nam potwierdzenia listy darczyńców. Rozwiązanie konkursu podamy w następujący sposób (imię osoby / nazwa miasta /typowany czas) i umieścimy na stronie w zakładce gdzie teraz widać ilość zgłoszeń i przedział typowanych czasów.  http://www.wiecejnizironman.zakonmaltanski.pl/konkurs/typowanie-czasu-roberta/

Oczywiście zainteresowanych poinformujemy mailowo.

DO WYGRANIA:

od DIVERSE’a – przedpłacone karty 7 x 200 zł i 7 x 100 zł na zakupy w sklepach sieci DIVERSE https://diversesystem.com/

od Sklepu Biegacza – 3 zestawy [ plecak biegowy Asics, nerka, bidon ]

zestaw od Sklepu Biegacza

od Przyjaciół – 10 x DVD z filmem Łukasza Palkowskiego pt. „Najlepszy”

Najlepszy – na DVD

od DONIMIRSKI.COM – https://donimirski.com/pl/home-v2/  10 zaproszeń do wyjątkowych hoteli w Krakowie, lub w Zamku w pobliskiej Korzkwi dla 2 osób [nocleg ze śniadaniem] .

Zamek Korzkiew pod Krakowem
Zamek Korzkiew – sala rycerska

Analizujemy – kibicujemy – pomagamy! Tomek

 

 

zimowa HARDA

W grudniu zeszłego roku dynamiczna sytuacja umieściła mnie w przygotowaniach do wyścigu znacznie trudniejszego niż Norseman, Swissman, czy Celtman, o których dawniej czytałem z zapartym tchem. Po pierwszych przeliczeniach HARDA wydawała mi się nieosiągalną, znam góry, liczyłem te kilometry i w okularach potrafię doczytać swój pesel. Na początku było 3xNIE – nie dam rady, nie jest to rozsądne, nie chce mi się ! W końcu podjąłem decyzję na TAK, z myślą, że zabiorę ze sobą białą flagę, tak na wszelki wypadek. Nie będę zanudzał przygotowaniami, ale 290 godzin czystego treningu i ponad 3080 przebytych kilometrów w 6 miesięcy, wymagało poświęcenia i wyrzeczenia – ale właśnie na tym polegają akcje Programu „Zakon Maltański Ekstremalnie”.

Zbudowanie suportu do takiego wyścigu nie jest łatwe, ale bardzo ważne, a mnie poszczęściło. Kasia, w sposób naturalny i konsekwentny przez kilka miesięcy odchudziła mnie do wagi startowej 82kg, a podczas zawodów przejęła rolę centrali. Pierwszy zadeklarował się Jerzy Donimirski, ‘ojciec chrzestny’ Programu Zakon Maltańskie Ekstremalnie i formalnie mogłem w styczniu zgłosić obowiązkowy team samochodowy, jako suport biegowy dopisałem Janka, mojego syna. Tuż przed startem przypadek spotkał mnie z Anią Ciskowską, której propozycję wsparcia na biegu przyjąłem natychmiast. Roweru – tzw. „szosy” nie posiadam a trenowałem, przez 8 tygodni, na pożyczonym od Michała Cervelo. To kolejny dobry znak, gdyż pożyczenie takiego roweru jest mało realne, wielu trzyma takie maszyny w sypialni pod przykryciem, z ostrzeżeniem dla domowników „nie dotykać” – Michał wielkie dzięki! 10 dni przed startem Zdzichu Wojtyło, zadecydował jednak, że ze względu na skalę podjazdów pojadę na jego maszynie, lekko niedopasowanej, … „no może nie Twój rozmiar, ale Zubereca podjedziesz, a z bólem sobie poradzisz”– tak wyglądał bike-fitting i przygotowania do kolarskiego etapu górskiego. Kuba, mąż Ani, widząc mój stan niewiedzy uzupełnił spore braki sprzętowe, w tym kluczowe oświetlenie, w ostatniej chwili wrzucił ciuchy kolarskie. W zbyt małym kasku Zdzicha, obowiązkowej kamizelce odblaskowej, którą wyciągnąłem z auta, oraz 3 różnych zestawach ubrań wyglądałem jak kosmita. Szczęście, że nie musiałem patrzeć na ten obrazek -:).

Przyjaciele z Nosalowego Dworu, [Ewa, Mirek -:) wielkie dzięki! ] na czas pobytu w Zakopcu, zapewnili wręcz niebezpieczny komfort, aż się nie chciało jechać na Jezioro Orawskie.

siłownia w Nosalowym Dworze – lekki rozruch tuż przed startem – foto : Paweł Dobrzyński. To ćwiczenie było kluczowe dla przygotowań (siłowych)- powolny wypad na 1 nogę. W maju maks obciążenia: 4 serie 15 wypadów na l. i p. nogę  / ketle 2 x 24 kg /

22 czerwca, w pierwszy dzień lata, zaczyna się wyścig w trudnych warunkach pogodowych, nazwany później zimową HARDĄ.

[obudziłem się o 6:00,  start o 16:00 – czas 28 godz 27 min., usnąłem o 24:00 w sobotę. 42 godziny bez snu – do tego też się trzeba przygotować.]

23 czerwca 2018 5 Stawów Polskich – foto kamery TOPR – Agnieszka Adamczyk

Odprawa idzie sprawnie, Organizatorzy sprawdzają nawet rękawiczki co,  jak się później okaże,  ma głęboki sens. Na parkingu przy drodze celebra przedstartowa, jedzenie, skręcanie rowerów, pompowanie kół, ostatnie  układanie rzeczy w aucie Jerzego. Czuję się bezpiecznie, bo wszystko działa sprawnie i Zdzichu, ze swoim doświadczeniem, jest z nami.

Piotr Szmyt – sprawdza dokładnie wszystkie elementy sprzętu ubezpieczenie … ma to ogromne znaczenie! Foto – Janek Tarnowski
nasz team – Zdzichu Jerzy, Kasia, ja zajadam obiad przedstartowy – Janek fotografuje.
zdjęcie zawodnikami tuż przed startem, foto Janek Tarnowski

Jesteśmy zaproszeni na pokład, zawodnicy żegnają się ze swoimi team’ami, ja czuję, że Kasia jest lekko niespokojna, więc szepczę, że będzie dobrze. Ruszamy, a dla mnie jest to wzruszający moment, każdy macha ręką, pokazuje kciuk do góry, choć ze stromej rampy nie widać gdzie stoją nasi bliscy. Statystyki pokazują, że około 50% z nas nie ukończy, ale teraz wszyscy czujemy się członkami wygranej grupy. Turystyczny statek wywozi nas na środek jeziora. Woda jest ciepła i spokojna, warunki świetne, czuję, że spływa na mnie niesamowity spokój.

idę z zielona bojką

Na  pokładzie jedni gadają, inni koncentrują się w ciszy, ja zamykam oczy i odmawiam krótką modlitwę.

źródło FB HARDA – foto: Pietruszka – fotografia

Zatrzymujemy się, w miejscu startu, z wysokości ok. 1 m wskakujemy pojedynczo do wody – jest ciepła. Pomarańczowe czepki formują linię, zaczyna się odliczanie 10, … 2, 1 start. Lekkie, kurtuazyjne zakotłowanie, ale walki w „pralce” nie ma, to nie sprint, przed nami blisko 30 godzin napierania. Po 20 minutach łapię rytm, reguluje oddech i wyłączam nogi, kręcą same ręce, a ja nie mam nic do roboty, więc relaks. Rozleniwiony zaczynam rozdzielać intencje, tzn., który moment trasy komu duchowo dedykuję, całość HARDEJ jest dla walczącej o zdrowie Oli, córki przyjaciół, młodej mamy.

Z rozważań wybudza mnie całkiem duża, boczna fala, jestem zły, że trzeba się wziąć za nawigację, bo konsekwentnie znosi mnie na prawo. Sprawa nie jest banalna, bo nawigujesz unosząc głowę do góry co spowalnia i męczy, dodatkowo kołnierz pianki ociera kark do krwi. Chyba to zaniedbuję, bo płynąc zygzakiem dodaje sobie 8-10% dystansu, więc czas na mecie 1h50’ nie zachwyca, ale nie tylko ja pobłądziłem.

Tomek wyjście z wody T1 – źródło FB HARDA – foto: Pietruszka – fotografia
Tomek – woda wyciąga energię – T1 – źródło FB HARDA – foto: Pietruszka – fotografia

To jednak jest bez znaczenia, jestem na brzegu, zdejmuję piankę i czuję lekką telepkę, woda zabrała swój kawał energii, jak pierwszy pobór opłaty. Teraz suport, którym dowodzi Zdzichu, bierze mnie w obroty i po chwili, najedzony, uczesany wychodzę na rower. [ ok. godziny 18ej. ]

Kasia i Zdzichu pracują na T1

Pogoda idealna, pusto na drodze, po 20km wjeżdżamy do Polski, ale jeszcze nie czuję, że się rozgrzałem. Za Chochołowem pojawiają się podjazdy, staję na pedały i czuję pierwszą stróżkę  potu – chyba się zaczyna. Przed Zębem są i fragmenty ponad 12%, które połykam w rytmie trzymając kadencję, tak jak jak Zdzichu przykazał, pewnie ok. 75-80 obr. /min., ale to moje wrażenie, bo jestem bez pomiaru. Jest Ząb i pierwsza nagroda – zjazd, a bardziej konkretnie – ‘speed’. Na liczniku 74km/h – totalny rock&roll, adrenalina, strach – bajka! Po 60 km urozmaiconej jazdy spotykamy się z całym team’em na Łysej Polanie, szybko wchłaniam ciepłą przekąskę, którą bezbłędnie zabezpiecza Kasia i w drogę. Od jakiegoś czasu pada lekki deszcz, zaczyna być zimno, za chwilę zacznie szarzeć.

wyjazd z Łysej Polany

Po 90km zaczyna boleć mnie prawe kolano od wewnątrz, ale nic nie mówię Jerzemu i Zdzichowi, bo po co – „pamiętaj nie idziesz na imieninowe ciasteczko, będzie bolało”… kręcę, no i za kolejną godzinkę dochodzi ból pleców – to akurat mam wkalkulowane, na tym rowerze jeździłem zaledwie 4 razy. Połykam kilometry, pilnuję regularnego jedzenia (co 40min / kanapeczki, banany), co nie jest łatwe w nocy, przy prędkości 25km/h. W końcu osiągamy kolejne Mikulase, tu robię popas, tak by u stóp podjazdu na przełęcz przed Zuberecem „paliwo zdążyło dojść do silnika”. Nie wiem co mnie napadło, ale postanowiłem podjechać te ok. 10km za jednym razem włączając modlitewne intencje za Olę! Napieram jak opętany, a prędkość 12- 9km/h potwierdza, że toczę prawdziwy bój z górą – w końcu  jest szczyt! W nagrodę zjazd i znowu czuję się jak pocisk, jadę ponad 70km/h, podszyty strachem, bo już pada śnieg, szosa jest mokra i przy tej prędkości niewiele widzę – jest czad! Dumny z zaliczenia największej gór, chcę odpocząć i właśnie teraz HARDA pokazuje kły. Śnieg z deszczem, zimnica zbliżającego się poranka, błyskawicznie odzierają mnie z resztek ciepła i energii.  Podjazd przed Oravicami niewiele pomaga, na zjeździe ponad 50km/h lodowata woda leje się z obu kół wprost na mnie, no i do tego z nieba – „termy”, „kraina jacuzzi” – głoszą tablice w Oravicach. Jestem przemarznięty, nie czuję stóp i dłoni, a do końca 30km.

Tomek Chochołowska – foto Julita Chudko – źródło FB HardaSuka

Na T2 w Chochołowskiej dojeżdżam jak zombi, nie mam w sobie ani krzty energii – jestem wyzerowany!! To również efekt braku rowerowej kurtki przeciwdeszczowej, ale OK, miałem pełną świadomość niedoskonałości mojego wyposażenia. Suport też ma dość, bo jazda autem w takim tempie nie jest łatwa. Na parkingu czekają Kuba z Anią i po ponad 30 min. odpoczynku, walki z przebraniem, nakarmiony wyruszam z Anią na część biegową . Najlepsi są już w górach, inni leżą w autach i stosują 15 minutową drzemkę, niektórzy zawodnicy mają specjalny namiot ze stołem do masażu, w którym suporty doprowadzają do lepszego stanu.

Ania Ciskowska wyprowadza Tomka z T2 – jej rola będzie kluczowa – Dolina Chochołowska – Julita Chudko Photography +
Ania Ciskowska i Tomek blisko Schroniska na Chochołowskiej – w górach … zima – Julita Chudko Photography +

Dzień już wstał, jest jasno, wchodzimy w Dolinę Chochołowską, gdzie Ania przejmuje dowodzenie. Jest perfekcyjna, odnajduje właściwe tempo, reaguje na każde przejawy, że możemy przyspieszyć, albo trzeba zwolnić, jednak nie pozwala bym człapał.

foto: Ania Ciskowska

Za Grzesiem, wchodzimy w krainę śniegu, więc próbuję pierwszego żela energetycznego, ale chyba jestem niedogadany z moim żołądkiem, który odmawia współpracy. Poczucie, że zaraz rzucisz pawia, nie jest fajne, do tego słabnie apetyt na inne frykasy. Ania znajduje w swoim ogromnym plecaku, herbatę, bułkę i jakoś napieramy choć nie czuję dynamitu pod butem. Kraina śniegu szybko zamienia się w krainę mgły, wiatru i lodu na skałkach, znaczy, że jesteśmy ponad 2000 mnpm.

foto: Ania Ciskowska

Na podejściach napieramy, na płaskim biegniemy, na zejściu niestety idziemy, bo jest potwornie ślisko. Skoro tak to znaczy, że na zbiegach nie nadrabiam czasu podejść, zaczynam markotnieć i w takich momentach mój suport okazuje się zbawieniem – rozmawiamy a ja zapominam o trudach, ból też wyłączyłem.

bywało i bardzo stromo – suport może ubezpieczać, ale nie pomagać. – foto Julita Chudko – źródło FB HardaSuka

Mam wrażenie, że wlokę się z trudem, energetycznie gasnę, na podejściach wbijam wzrok w buty Ani i staram się przetrwać. Nieśmiało pytam o limity, bo już ciężko mi się liczy całość.  Cały czas czekam, aż żołądek wybierze jakieś rozwiązanie, ale przyszło dopiero po 8 godzinach, koło Kasprowego. Z tym żołądkiem to mogło być trochę inaczej, żel mógł nie przypasować, ale  teraz oceniam, że popijanie (na rowerze) zimnego płynu z bidonu, a potem drobne łyczki wody z lodowatej rurki camelbag’a, przyczyniły się do skurczy żołądka. Alternatywą było stawanie na ciepłą herbatę z termosu, ale częste zatrzymania też nie wchodzą w grę, więc tak to jest. Do schroniska na Ornaku dochodzimy bardzo sprawnie, a tam czekają na mnie same niespodzianki – zupa pomidorowa, Agnieszka Adamczyk – przewodniczka tatrzańska, koleżanka Ani oraz Władek Donimirski, syn Jerzego. W grupie zaczyna być inaczej, wsłuchuję się w opowieści innych i zapominam o wyścigu.

Foto Agnieszka Adamczyk – Tomek, Ania, Władek – z  Ornaku na Czerwone Wierchy

Agnieszka przejmuje dowodzenie i widać, że wie co się dzieje, po chwili daje mi swoje kije i jest łatwiej. Na Czerwonych biegniemy, co bardzo dobrze na mnie wpływa. Na Kasprowym rodzinna strefa kibica z Tatą na czele dzielnie trwa w oczekiwaniu, wszyscy gratulują jakby to była już meta, tylko Kasia uwija się z gorącą zupą, pytaniami o przebranie ect., ona walczy na tym wyścigu jak ja, … od stycznia!

krótkie spotkanie na Kasprowym – foto Ania Donimirska

Robimy fotkę i wspólnie z moim synem Jankiem i Władkiem, który decyduje się na kontynuowanie, ruszamy w dół do Murowańca – 45 minut zbiegu pokazuje, że noga trzyma, żołądek też odpuścił. Spotkanie na górze, informacja, że wielu kibiców śledzi moją pozycję na live-tracking’u zobowiązuje i uskrzydla – jest znowu dobrze. Organizator wspólnie z TOPR zmienił trasę, gdyż zalodzona przełęcz Krzyżne jest zamknięta, zasuwamy przez Waksmundzką, co powoduje, że dystans się wydłużył a zmniejszyły przewyższenia. Nowa część trasy to dzisiaj kraina deszczowego lasu, strumyków, śliskich korzeni i jest kompletnie „nie biegowa”. Chłopcy bardzo pilnują szczegółów, jedzenia i picia, ale również przypominają, że to wyścig , więc co rusz słyszę – „ciśniemy”! Chcą bym walczył o każdą minutę na tym cholernie trudnym wyścigu, oni też biorą w tym udział – czuję, że im zależy. Janek zna moją pozycję, ale nie mówi jak jest.

przed metą

Meta przed Schroniskiem w Morskim Oku jest uwolnieniem od moich sportowych zobowiązań względem samego siebie, miejscem gdzie być może pozbędę się demonów przeszłości. Myślę o mojej Mamie, która gdzieś tam w niebie pozwala bym się potknął, ale nie upadł, myślę o Oli i wielu z Was. Czas 28 godzin i 27 minut oraz 11 miejsce na 27 sklasyfikowanych a 47, którzy wystartowali, dają satysfakcję. Delikatnie poprawia ją jeszcze fakt, że byłem najstarszym uczestnikiem.

nagrodą jest koszulka FINISHER’a

HARDA – hmm.. napisałem na FB Hardej, że jest to wyścig, który, jak w prawdziwym lustrze, pozwala obejrzeć samego siebie, posmakować nadziei, strachu, zrezygnowania, euforii…

Wszystkim chciałbym bardzo podziękować za pomoc, kibicowanie, już płynące wsparcie do fundacji maltańskiej.

Co się zmieniło? Przeżyłem przygodę i to jest moja prywatna nagroda, jednocześnie chcę przypomnieć, że jestem tylko „portierem”, który uchylił drzwi na widownię przed Mistrzostwami Świata, na których wystartuje, już w lipcu, mój młodszy kolega – Robert Karaś i spróbuje pobić rekord świata na dystansie potrójnego ironmana. Dziękuję, że zajmujecie miejsca na wirtualnej trybunie, biletem jest wpłata na fundacje w dowolnej wielkości (!) Jak wielu nas będzie? Oby jak najwięcej, ale ja niestety nie mam talentów Jurka Owsiaka, czy Ks. Jacka Stryczka, nie mam telewizji, ani ambony … a może nie potrzebuję, … bo Wy jesteście ?

Robert (Karaś) – the floor is yours, będę w pierwszym rzędzie -:) cdn. / Tomek.

Specjalne podziękowania dla magicznego miasta, które ma wyjątkowe warunki do uprawiania sportów przez cały rok, pisania książek, odpoczywania ...po prostu życia - to o Sopocie! MOSiR Sopot pomógł mi na basenie, życzliwość trenerów, ratowników pozwoliła pokonać dystans HARDEJ  bez dmuchanych rękawków -:). SKŻ Sopot posiadający najlepszych windsurfingowców świata przygarnął na siłowni gdzie przez 6 mies. zmieniałem się z Tomasza w Arnolda. Las na wzgórzach morenowych skutecznie skrywał przejawy mojego lenistwa i załamań - był jak dom.
PODZIĘKOWANIA szczególne:
Kasia - całość
Izio - inspiracja w Zakonie Maltańskim od wielu lat, suport, nagrody
Zdzichu - strategia sportowa, rower, suport
Wojtek - doradztwo, badania
Janek - suport, relacje, strona www
Ania i Kuba - suport
Władek - suport
Agnieszka - suport
Staszek - strona www
Krzysiek - grafika 
Michał - pożyczone Cervelo
dla tych, którzy ze mną trenowali urozmaicając trudny czas: Kasia, Rysiek, Wojtek, Maciek, Krzysiek, Zdzichu, Tomek  
                    bez Was ta akcja, wyglądałaby inaczej.

Harda – relacja on-line z wyścigu – Janek Tarnowski

Link do śledzenia postępów Tomka: http://event.trackcourse.com/view/hardasuka-ultimate-triathlon-challenge-2018

Statek turystyczny, zabrał 50 zawodników na środek Jeziora Orawskiego i o g. 16tej wystartowali. Pierwsza dyscyplina – 5 km wpław, dla szybszych z grupy to około 1h10’, będą i tacy, którzy spędzą w wodzie ponad 2h.

Pogoda dobra  lekki wiatr w plecy, temp wody ok. 19 stopni.

18:00

Tomek popłynął w czasie ok. 1h45′ co jest zgodne z założeniami (1h45’)

Przebranie, jedzenie i wyjazd na trudną, górską trasę rowerową – 225km i 3000m przewyższeń w pionie, z takimi podjazdami  jak Ząb, Bukowina, i killer trasy –  10km podjazd Zuberec na Słowacji (na 164 km trasy). Trzeba pamiętać, że w tych zawodach obowiązuje zakaz draftingu (jechania za kimś w tunelu aerodynamicznym – do 30% lżej !) – tu każdy zawodnik walczy z oporem powietrza samotnie, jest jakby w jednoosobowej, 225 kilometrowej ucieczce kolarskiej!

22:00

Ok. 60 km roweru za Tomkiem. Od jeziora na Słowacji – Chochołów, Ciche, Nowe Bystre, Ząb,  Poronin, Bukowina i Łysa Polana. Dojechał o g. 20.30, co jest nieznacznie wolniej względem założeń (20:20 na Łysej Polanie ). Zaczął padać lekki deszcz, a prognozy na dalszą cz. trasy są fatalne – po 01:00 temp. ujemne i śnieg, niżej śnieg z deszczem, deszcz.

Nocna jazda wymaga maksymalnego skupienia na śliskiej nawierzchni, a zmęczenie będzie narastało. Spodziewany dojazd do Chochołowskiej 3:40, tam przebranie, kolejny posiłek i wspólnie z Anią Ciskowską, która suportuje Tomka od Chochołowskiej – dalej Grześ, Wołowiec, Starorobociański – Ornak – Schronisko Ornak – Czerwone Wierchy, Kasprowy, gdzie ja dołączę do Taty, Hala Gąsienicowa, Krzyżne, 5 Stawów, i oby meta… w  Morskim Oku.

9:00

Tomek już biegnie od 4:10 i jest 10! Pogoda dramatyczna, na rowerze przemoczony (śnieg z deszczem) przy prędkości 50-74 km/h zjazd z Zubereca zamarzał, powtórka zamrażania na zjeździe w okolicy Oravicy.   W górach zima  – śnieg, na grani wiatr i ujemne temperatury, bardzo ślisko.

12:05

Organizator w porozumieniu z TOPR zmienia trasę – Krzyżne są zalodzone, bez raków nie ma sznas. Trasa od Murowańca prowadzi teraz przez Waksmundzką Rówień, potem szlakiem czerwonym do Morskiego Oka. Całość się wydłużyła, przy  mniejszych przewyższeniach.

16:20

Spotkanie kibiców z Tomkiem na Kasprowym. Dociera z 3 suportami [Ania Ciskowska, Agnieszka Adamczyk, Władek Donimirski ],  jest w formie, uśmiechnięty. Są gratulacje, pozdrowienia, Kasia (Mama) podaje ciepłe jedzenie. Tomek walczy z żołądkiem, ponoć żel energetyczny.. Biegnę dalej z Tatą.

20:35 (ok.)

Tomek dociera na metę. ok 1.5h przed limitem 30h.

00:20

Tata zajął 11 miejsce ! Na starcie pojawiło się 47 zawodników, z listy 50. Sklasyfikowanych na mecie, którzy ukończyli w limicie, zostało 27.

Janek Tarnowski

Jutro HARDA + jak trenować do ultra – prof. Wojciech Ratkowski

LIVE tracking ! na stronie http://hardasuka.pl/ ma pojawić się link do śledzenia on-line zawodnika. 

Relacje z trasy HARDA Ultimate Triathlon Challenge: na naszym blogu i na FB https://www.facebook.com/zakonmaltanski.ekstremalnie/

Piątek 22.06, ok. 19:00 i po 21:20                                      Sobota 23.06, ok. 9:00, może po 13:00 (FB); po wyścigu .. możliwe, że ok. 22:45 

Z komunikatu Organizatora: Prognozy pogody pokazują, że może być dość zimno w piątek w nocy i w sobotę w ciągu dnia (w nocy na Kasprowym mogą być temperatury ujemne). Warunki mogą być dość trudne więc miejcie na uwadze, żeby być przygotowanymi z ciepłą odzieżą. Uważajcie też na stromych zbiegach, mogą wystąpić miejscowe oblodzenia po opadzie. 

Niska temp nie jest problemem, raczej deszcz i śnieg, ponieważ jest ślisko. Rower na zjazdach można rozpędzić do 60 a nawet 80km/h (zjazdy z Zubereca, Zębu, Bukowiny..) a w takich warunkach będzie to b. niebezpieczne. Zejście 'po śliskim' z Krzyżnego jest wyczynem, a na zmęczeniu ...hmm. Zaczynamy astronomiczne lato -:). Tomek

Trening Roberta (29 letni wyczynowy sportowiec) do 31-godz. wysiłku i mój (52 letni sportowy amator) do 30-godz. wyścigu muszą być „duże i kompletne ” i tyle wspólnego, dalej sporo różnić, a to dlatego, że w różnym tempie nasze organizmy regenerują się. Wówczas gdy my odpoczywamy nasze komórki odbudowują to co zostało zużyte  podczas treningu, najlepiej gdy nowa (odtwarzana) warstwa jest silniejsza. Zbyt mocny trening i brak koniecznej regeneracji,  może dać efekt odwrotny (obronny) – organizm obniża swój potencjał.

Poprosiłem Wojtka Ratkowskiego, by napisał ogólną radę, pokazał ogólne założenia dla pasjonatów sportów wytrzymałościowych i ultra. Dzięki Wojtku!

prof. Wojciech Ratkowski dziekan AWF Gdańsk. Mistrz Polski w maratonie 1984 r – 2:12:47

„Ciągle zastanawiam się, jak należy przygotowywać się do tak ekstremalnych wysiłków, jak Harda czy potrójny ironman. W „moim” maratonie było to stosunkowo „proste”. Wysiłek trwał nieco ponad 42 km, a na treningach nie biegało się więcej, niż 30 (może tylko w okresie przygotowawczym – w zimie „wycieczki” biegowe mogły być dłuższe, ale rzadko). Wynikało to z efektywności procesu treningowego i ograniczenia możliwości biologicznych.

Tomek – po badaniu wydolnościowym – bieg na podnoszącej się i przyspieszającej bieżni – do odmowy wysiłku, zwanego też  „odcięciem”.

Im dłużej trwa kariera zawodnicza, tym zawodnik posiada mniejsze możliwości fizyczne dla właściwego przygotowania się do większej liczby startów. Dlatego też zawodnicy o najwyższym poziomie sportowym w przygotowaniach do startów, w sposób najbardziej racjonalny, wykorzystują swoje doświadczenie i umiejętności. Liczba startów powinna być proporcjonalna do okresu kariery sportowej. Zawodnicy w każdym momencie swojej kariery sportowej szukają najskuteczniejszych rozwiązań treningowych. Wraz z coraz mniejszym zakresem środków treningowych, skutecznie oddziałujących na organizm, potrafią tak je dobierać i odpowiednio rozplanować w strukturze czasowej, że spełniają najbardziej efektywną rolę bodźca stymulu­jącego. Nabywane doświadczenie treningowe pozwala eliminować wszystkie nieskuteczne bodźce. W przypadku ultramaratonów praca powinna opierać się na obszarze pracy tlenowej. Obciążenia z zakresu pracy tlenowo-beztlenowej nie powinny stanowić znaczącego procentu objętości treningu.

pomiar wydolności, pracy serca, progów tlenowych i beztlenowych – warto wiedzieć

Ma to związek ze źródłami  pozyskiwania energii. W treningu do ultramaratonu korzysta się głównie (chociaż nie jedynie) z energii uzyskiwanej w przemianach tłuszczowych. Szacuje się, że ze spalania tkanki tłuszczowej w naszym organizmie uzyskamy energię do pokonania kilkunastu maratonów. Czy można więc trenować i nie gubić „masy”? Jak zachować przed startem wystarczający zapas tłuszczów i jak trenować, aby wykształcić na wyższym poziomie procesy pozyskiwania z tych właśnie tłuszczów – energii. Marek Kamiński przed wyruszeniem  na Bieguny, trenując przybierał na masie. Mógł ją wtedy spalać w czasie swojej „wędrówki”.

Metodyka kształtowania wytrzymałości polega na wielokrotnym doprowadzaniu organizmu do optymalnego poziomu zmęczenia. Skuteczność treningu zależy w tym przypadku nie tylko od wielkości zmęczenia, lecz także od charakteru wysiłku wywołującego to zmęczenie. Narastające w czasie treningu zmęczenie przejawia się w różnej efektywności pracy poszczególnych grup mięśniowych odpowiedzialnych za określoną strukturę ruchu. Ma to związek z wykorzystaniem źródeł energii dla pracy mięśni.

W treningu do wysiłków ekstremalnych najważniejsze jest samo nastawienie i wiara w sukces. To w głównej mierze w sferze mentalnej będzie rozgrywać się start. Wy (Tomek i Robert) obaj jesteście do tego przygotowani, i wierzycie, jak zresztą kibicujący Wam znajomi i przyjaciele, w końcowy sukces.” tekst Wojciech Ratkowski

 

KONKURS – http://www.wiecejnizironman.zakonmaltanski.pl/konkurs/

Tuż przed HARDĄ – uchylam drzwi na widownię.

relacje z trasy HARDA Ultimate Triathlon Challenge: na blogu i na FB   

Piątek 22.06, ok. 19:00 i po 21:00, 

Sobota 23.06, ok. 12:00 i po wyścigu .. możliwe, że ok. 22:45  

22 czerwca, w piątek o 16tej zaczniemy HARDĄ od pływania – 5 km w Jeziorze Orawskim, potem 225 km rowerem dookoła Tatr – to długi, górski etap z 3000m przewyższeń i bez draftingu (jazda za innym zawodnikiem). Kolarze przestrzegają przed podjazdami pod Ząb, Bukowinę, ale zwłaszcza te na Słowacji będą limitujące, z Zubercem na czele (9 na mapie).  Zdzichu Wojtyło, 2 tygodnie przed startem, zdecydował, że wyścigowe Cervelo (rower) ma za małe przekładnie i pojadę na jego rowerze. Cóż – inny rower, to jak nowe buty na bal – będzie bolało, ale mój kolarski staż (9 tygodni plus 9 tygodni 4 lata temu) nie pozwala na dyskusje.

HARDA 2018 – trasa rowerowa 225km i 3000m vertical

Obowiązkowy suport samochodowy mam najlepszy z możliwych: Jerzy Donimirski znający doskonale Tatry, tereny na Słowacji i tamtejsze drogi oraz Zdzichu, który będzie mi towarzyszył, podobnie jak 4 lata temu, podczas mojego, jedynego w życiu, startu w triathlonie.  Zakładam, że dojadę do rowerowej mety i tam, w dolinie Chochołowskiej ( 1-2 na mapie), czekać ma na mnie Ania Ciskowska – zna góry jak własną kieszeń, ma zdeptane Tatry i latem i zimą, biega w terenie – lepszego towarzysza nie można sobie wymarzyć. Od Kasprowego dołącza mój syn – Janek. Któż lepiej zmobilizuje ojca, przecież znamy się od dziecka :)! (Jest szansa, że pojawi się Władek Donimirski – syn Jerzego)

HARDA 2018 – trasa biegowa 55km i 5000m vertical – nr 2 – Schr. na Chochołowskiej, nr 6 – Schr. Ornak, nr 9 – Schr. Murowaniec, nr 11 – Schr. Pięć Stawów, META – Schr. Morskie Oko

Staję na starcie HARDEJ po 6 miesiącach ciężkiej pracy, z „troskliwą” myślą, której nie mogę odgonić, że to za mało (* – statystyki na końcu). Było wszystko – diety, ciężkie treningi o wschodzie słońca i te po nocy, znudzenie, przemęczenie, kontuzje i wyrzeczenia … Są i nagrody ! Cieszę się, że w moich rękach znów pojawiła się kierownica roweru, sztanga, … a nie kubek z cafe late i komóra -:) . Moja próba zmierzenia się z tak trudnym wyzwaniem jak HARDA (wg. organizatorów, najtrudniejszy jednodniowy, ekstremalny triathlon na świecie), jest mniejszą częścią tegorocznej akcji, i zarazem wielką prośbą o wsparcie (dowolną kwotą) maltańskiego programu senioralnego, albo Fundacji Przyszłość dla Dzieci (informacja dot. obu fundacji i kont znajduje się na stronie). Są pierwsze wpłaty, za które bardzo  dziękuję i przypominam, każdy darczyńca może wziąć udział w konkursie polegającym na wytypowaniu wyniku (czasu) Roberta Karasia na MŚ. Mamy nagrody ufundowane przez Sklep Biegacza, Diverse, Hotele Donimirski.com, a Wasz udział w tym konkursie będzie bardzo motywujący dla Roberta !!! Świadomość, że odpowiedzieliście na nasz apel jest dozwolonym dopingiem ! Wasze wsparcie, zasilenie którejś z fundacji dowolną kwotą (!), to jedno, drugie, to motywacja zawodnika, który wie, że na wirtualnej trybunie są kibice. W piątek zaczynam uchylać drzwi na widownię, jak szeroko –:) zobaczymy. Zapraszam.

Mam świadomość, że eksperci dali mi 10% szans na ukończenie HARDEJ w limicie (30 h). A majowy rekonesans w Tatrach, nie poprawił samopoczucia. Jako, że jestem seniorem  wyścigu, (52 lata)  mam silny argument, by zabrać do plecaka białą flagę, ale zostawiam ten rekwizyt kierownikowi  … – czyli mojej żonie Kasi, w razie czego zdecyduje.

Co dalej?  Janek postara się przekazać krótkie relacje z trasy: na blogu i na FB  – piątek ok. 19-19:30 i po 21:00, a w sobotę ok. 12:00, potem już po wyścigu .. możliwe, że ok. 22:45.

W lipcu – ostatnia prosta przed Mistrzostwami Świata w ultra triathlonie i starcie Roberta na dystansie potrójnego ironmana, z zamiarem bicia rekordu świata! Analizy rekordowych czasów znajdują się w zakładce KONKURS.   Tomek

Czarny Staw Gąsienicowy, w tle (ucięty) Kościelec. Tomek podczas rekonesansu majowego

(* – statystyki )

Połowę grudnia i styczeń leczyłem kontuzje mięśnia gruszkowatego. W czerwcu wypadek – stłuczone biodro i łokieć lekko ograniczyły bieganie.

6 miesięcy

290 godzin czystego, zarejestrowanego treningu, ok.  3081 km

1800 km na rowerze

1050 km biegiem

120 km marszu po górach

111 km wpław

35 x 1h siłowni

Caravaggio – geniusz, awanturnik, kawaler maltański

Fra’ Michelangelo Caravaggio

„Papież Paweł V miał powiedzieć po jego śmierci: „Malarzom i poetom wszystko wolno. Musimy znosić tych wielkich ludzi, ponieważ nadmiar przeżyć duchowych, który czyni ich wielkimi, prowadzi również do tak dziwnego zachowania.”

W oczekiwaniu na HARDĄ (22.06) i dalej, na MŚ w ultra-triathlonie (27.07), przedstawiam wyjątkową postać genialnego malarza. Jest mi łatwo gdyż korzystam z obszernego opracowania historycznego adw. dr Aleksandra Cieślaka (tekst poniżej), ale też trudno, gdyż dokonuję skrótów w bogatym materiale. Olku wielkie dzięki za pomoc!

Niedawno obchodziliśmy 395 rocznicę śmierci jednego z najwybitniejszych, a zarazem najbardziej kontrowersyjnych członków Zakonu Maltańskiego w całej jego historii – Fra’ Michelangela Caravaggia. Wszyscy słyszeli o genialnym malarzu z Mediolanu, jednym z najwybitniejszych twórców włoskiego baroku, mało kto jednak wie, że pod koniec życia był on także rycerzem maltańskim. Do La Valetty trafił uciekając przed papieskim wymiarem sprawiedliwości.

W dzieciństwie wychowywał się na dworze Francesca Sforzy księcia Mediolanu. Rozpoczął naukę fachu u mistrza Simone Peterzano. Ten mediolański malarz sam był z kolei uczniem Tycjana (stąd eksperci dopatrują się w obrazach Caravaggia wpływów koloryzmu weneckiego i samego Tycjana). Okres nauki Caravaggia to lata bezpośrednio po Soborze Trydenckim[1], będącym odpowiedzią na reformy Lutra, lata Kontrreformacji. W kościołach pojawiła się przebogata liturgia, a biskupi dążyli do jak najwspanialszego przyozdobienia swych świątyń. Sobór odrzucił idee manieryzmu w sztuce, zakazując jednocześnie wszelkiej grzesznej i pogańskiej nagości, a zalecając malarzom i rzeźbiarzom przedstawianie scen z Pisma Św. Jeszcze przed narodzeniem Caravaggia planowano zatarcie fresków sykstyńskich jako zbyt obnażonych i niemoralnych.

 Okres rzymski 1592 -1606

Swą rzymską przygodę rozpoczynał na Campo Marzio – jednej z najbiedniejszych dzielnic Wiecznego Miasta – śpiąc na ulicy.

W 1596 roku udało mu się sprzedać pierwsze obrazy pt. Wróżenie z ręki i Gra w karty.

Ten drugi obraz kupił pierwszy wielki mecenas Caravaggia, którym był kardynał del Monte[2]. Bezpośrednio po zakupie Gry w karty biskup Palestriny zaproponował młodemu malarzowi przystanie do jego dworu i posadę malarza rezydenta. Dawało to mieszkanie w kardynalskim Palazzo Madama[3], utrzymanie, a także pewność, że obrazy znajdą nabywcę po godziwej cenie. Caravaggio należał do familii kardynała del Monte przez cztery lata, od 1596 do 1600 roku. W tym czasie zdobył renomę i niezależność finansową. Dla swojego mecenasa namalował m.in. Koncert młodzieńców, Lutnistę, Bachusa oraz drugą wersję obrazu Wróżenie z ręki.

Charakterystyczne dla ówczesnych obrazów Caravaggia jest, że przedstawiają przede wszystkim chłopców i młodych mężczyzn – stąd wzięły się plotki o homoseksualiźmie artysty. Jako że podejrzewano o takie skłonności kardynała, rzymskie avisso dopisało je również jego malarzowi. Przeczą temu dwa zaginione obrazy Zuzanna i starcy oraz Maria Magdalena, do których pozowała kochanka malarza.

Chłopiec z koszem owoców – Caravaggio źródło Viki

Wtedy też Caravaggio zaczął malować obrazy religijne. Oprócz Marii Magdaleny były to jeszcze Odpoczynek w czasie ucieczki do Egiptu, Ekstaza św. Franciszka i Święta Katarzyna Aleksandryjska. Wtedy też namalował kilka martwych natur, a także przyozdobił ściany i sufit pracowni alchemicznej kardynała del Monte postaciami bogów namalowanymi farbami olejnymi[4].

Absolutnym nowatorstwem w malarstwie Caravaggia, rzeczą obcą artystom epok wcześniejszych było wykorzystanie sztucznego światła, co dawało możliwość pracy nocą lub w dni pochmurne.

W 1599 roku na obrazach Caravaggia pojawiają się pierwsze ścięte głowy, temat który z czasem stanie się swego rodzaju obsesją malarza[5]. Mniej więcej w tym czasie powstaje Głowa Meduzy i Judyta z głową Holofernesa. Ciekawym jest, że często ścięta głowa to autoportret malarza.

W 1600 roku modny artysta opuścił dwór kardynała. Mógł sobie na to pozwolić, był znany, ceniony, a jego obrazy osiągały bardzo wysokie ceny ( za Męczeństwo i Powołanie otrzymał 400 złotych skudów).

Dla rzymskiego kościoła karmelitów namalował w tym samym czasie Zaśnięcie Marii – obraz ten był tak naturalistyczny, tak inny od renesansowych, idealnych – wyobrażeń Madonny, że mówiono, iż fatum jakie ścigało malarza w latach późniejszych było karą za obrazę Św. Panienki. Obraz ten przedstawiał konającą Maryję, a przy niej rozpaczających Marię Magdalenę i Apostołów, zwykłych, prostych ludzi. Karmelici nie przyjęli „bluźnierczego” obrazu, obecnie uważanego za jedną z najwspanialszych prac Caravaggia.

Zaśniecie Marii – Michelangelo Caravaggio – źródło Viki

Te lata to czas kiedy artysta maluje dwa wspaniałe obrazy ołtarzowe: w 1602 roku Natchnienie św. Mateusza i rozpoczyna pracę nad Złożeniem do Grobu. Wtedy powstają też Ofiara Abrahama i Amor zwycięzca.

Okres pobytu w Rzymie to także nieustające problemy Caravaggia z papieskim wymiarem sprawiedliwości. Jak każdy mężczyzna swojej epoki, a mieszkający w wielkim mieście, nie rozstawał się z rapierem. Bardzo drażliwy, ambitny, łatwo wdawał się w burdy i pojedynki. Niektórzy uczeni[6] są zdania, że miał jakieś powiązania z jedną z band rzymskich przestępców. Jeden ze współczesnych malarza pisze o nim, iż „ze względu na zbyt odważne usposobienie szukał czasami okazji złamania sobie karku albo narażenia kogoś na niebezpieczeństwo”. Artysta lubił wałęsać się po mieście, często udając żołnierza i wdając w spory z sibirri[7]. Była to modna zabawa w wyższych sferach, a poza tym dawała mu możliwość obserwacji trybu i sposobu życia ludzi, które później przenosił na swe obrazy. Na przykład św. Katarzyna z obrazu pod tym samym tytułem ma twarz jednej z najsłynniejszych prostytutek swoich czasów – Filide Melandroni.

Św. Katarzyna – Michelangelo Caravaggio – źródło Viki

Od 1598 roku, kiedy to pojawiają się pierwsze notatki policyjne o zatrzymaniu Caravaggia, do maja 1606 roku, gdy musiał uciekać z Rzymu, stawał przed sądem lub siedział w więzieniu aż 11 razy. Za najróżniejsze przewinienia: ten „pierwszy raz” był za chodzenie po mieście z rapierem bez zezwolenia. Pozostałe 10 razy to napaści z bronią na innych malarzy, obywateli, graczy w piłkę, brutalne zachowanie wobec służby i gospodarzy wynajmujących mu mieszkanie. Za paszkwile na temat malarza Baglionego Caravaggio siedział kilka miesięcy w więzieniu, a potem areszcie domowym. Skutecznie udawało mu się z nich wychodzić, gdyż zawsze pomocą służyli mu możni protektorzy.

Bardzo ważna epoka w życiu Caravaggia rozpoczęła się wraz z nowym pontyfikatem papieża Pawła V[8]. Sekretarzem Stanu Stolicy Apostolskiej został wtedy kardynał Scipione Borghese, wielki miłośnik malarstwa, w tym obrazów Caravaggia. Stał się on najpotężniejszym i najzamożniejszym mecenasem artysty, dla niego powstało wiele obrazów z końcówki okresu rzymskiego m.in. Św. Hieronim, a także portret Pawła V oraz znaczna część dzieł namalowanych po ucieczce z Rzymu. W Galleria Borghese znajdują się do dziś: Dawid z głową Goliata, Madonna dei Palafrenieri, Św. Hieronim, Św. Jan Chrzciciel, Chłopiec z koszem owoców i Chory Bachus. Dla tego kardynała były też przeznaczone ostatnie obrazy Caravaggia, te których nie udało mu się przywieźć do Rzymu w lipcu 1610 roku.

Surowość nowego papieża sprawiła, że zaczęto egzekwować prawo o pojedynkach – biorących w nich udział posyłano na szafot. Dla lubiącego zbrojne starcia malarza okazało się to bardzo niebezpiecznym. Przyczną pojedynku z Ranuccio Tommasonim, którego zabił artysta był głupi zakład o wynik meczu w piłkę – Caravaggio przegrał go, a następnie nie chciał wypłacić straconych 10 skudów. Do fatalnej walki doszło 29 maja 1606 roku, Ranuccio Tommasoni zginął, a malarz odniósł ciężkie obrażenia. Znalazł schronienie w Palazzo Giustiniani, ukrywał się tam przez ponad 3 tygodnie. Ucieczkę umożliwili mu jego dawni i obecni patroni – markiza Caravaggio pomogła znaleźć kryjówki poza Rzymem, z którego wyjazd ułatwił mu najprawdopodobniej sam kardynał Borghese. Co ciekawe kupował on od malarza obrazy w czasie, gdy ten był  wyjęty spod prawa, a kardynał sekretarz mógł dokonać konfiskaty.

Okres neapolitański

Gdy okazało się, że artysta nie może liczyć na przebaczenie papieża Pawła V, zdecydował się wyjechać do Neapolu, do markizy Constanzy, która od dłuższego czasu tam mieszkała. Z miasta tego było bliżej do Malty, gdzie jako kawaler maltański żył jej młodszy syn Fra’ Fabrizio Sforza Colonna, niegdyś przeor Wenecji. Neapol był wówczas stolicą Królestwa Obojga Sycylii, na tronie którego od prawie 100 lat zasiadali hiszpańscy Habsburgowie. W mieście tym znajdowała się siedziba wicekróla, a dla dobra państwa i jego bezpieczeństwa pałace swe zmuszeni byli tam także stawiać przedstawiciele najznakomitszych rodów południowej Italii.

Caravaggio od razu przyjęty został jak ktoś wybitny. Zamożni mieszkańcy Neapolu widzieli w nim wielkiego artystę, a pierwsze zamówienia z tych okolic otrzymał już w 1606 roku.

Okres maltański 1607-1608

W tym czasie Wielkim Mistrzem Zakonu Maltańskiego był rycerz z mowy francuskiej Alof de Wignacourt. Bardzo życzliwy artyście, w niczym nie przeszkadzało mu gwałtowne usposobienie malarza, a także jego problemy z papieskim wymiarem sprawiedliwości. Sympatia ta wynikała m.in. z przyjaźni kardynała Scipione Borghese.

Jak już wcześniej wspomniałem, lata twórczości Caravaggia to okres Kontrreformacji, dążenia Kościoła do przyozdobienia świątyń rzeźbami, obrazami, wspaniałą snycerką. Zakon Maltański zaś był w tym czasie tak zamożny, że mógł pozwolić sobie na dzieła największych malarzy – takich właśnie jak Caravaggio. Ten zaś, nie będąc arystokratą, wnosił do Zgromadzenia swój wielki talent, a jego obrazy miały od tej pory przyozdabiać zakonne kościoły i pałace.

Wielki Mistrz zdecydował się przyjąć Michelangela Caravaggia do kategorii dziś nazywanej Kawalerów Łaski Magistralnej[9] – bardzo rzadko w owym czasie przyjmowano do Zakonu ludzi nie mogących przedstawić stosownego wywodu genealogicznego, w jego wypadku zaważył wielki talent i powszechny podziw, jakim cieszył się w całej Italii. Przy wstępowaniu do Zakonu bardzo przydatna okazała się malarzowi pomoc jego dawnego mecenasa kardynała Scipione Borghese, który wyjednał papieską dyspensę umożliwiającą ściganemu za morderstwo, a jednocześnie winnemu grzechu ciężkiego wstąpienie do katolickiego Zakonu.

O nowicjuszu Michelangelo Caravaggio pierwsze wzmianki pojawiają się w lipcu 1607 roku, kiedy to występuje jako świadek przed wysłannikiem „Naczelnego Inkwizytora od Heretyckiego Zepsucia” w procesie o bigamię. Jako Włoch z pochodzenia miał zamieszkać w Oberży Mowy Włoskiej w La Valettcie, jednakże ze względu na wiek, władze zakonne pozwoliły mu zamieszkać w kwaterze „na mieście” u jednego z konfratrów. Nie zwolniono go jednak z obowiązku spożywania posiłku wraz z innymi nowicjuszami, a także musiał brać udział w przewidzianych przez Regułę nabożeństwach i zajęciach z praw zakonnych, Statutów, a także szkoleniu wojskowym. Jak każdy kawaler maltański musiał raz w tygodniu pracować w szpitalu. Jednocześnie pracował jako artysta.

7 lutego 1608 roku Wielki Mistrz zwrócił się do papieża Pawła V z prośbą o dyspensę, aby „ubrać i przyozdobić uroczystym habitem rycerskim dwie osoby, o których posiada bardzo dobrą opinię i których kandydatury wysuwa, chociaż jeden z nich podczas ulicznej bijatyki, dopuścił się zabójstwa.”Nazwisko malarza nie padło ani razu, ale i papież Paweł i dostojnicy Kurii wiedzieli kogo Fra’ Alof de Wignacourt chce przyjąć do Zakonu. 15 lutego tego samego roku Kancelaria Papieska przysłała na Maltę brewe udzielające zezwolenia, ale podkreślające, że chodzi o sprawę wyjątkową. W lipcu Wielki Mistrz wydał pismo, w którym podkreślał „że czcigodny Michelangelo z Caracci w Lombardii, w miejscowym języku nazywany <<Caravaggiem>>, powinien zostać przyjęty do Zakonu Maltańskiego jako rycerz uroczystej obediencji, ze względu na swój gorący zapał […] i wielkie pragnienie wdziania habitu”.

Caravaggio złożył śluby 14 lipca 1608 roku przed Wielkim Mistrzem w kaplicy Św. Jana. Wianem zakonnym jakie wniósł malarz jako nowy konfrater był obraz ołtarzowy do tej kaplicy pt. Ścięcie Św.Jana. Dzieło to zaliczane jest do najwspanialszych prac Caravaggia, a zarazem jedyne podpisane przez niego Fra’ Michelangelo. Obraz ten wisi cały czas w tym samym miejscu, w ołtarzu przed którym ślubował artysta. [ foto tytułowe ]

Na Malcie zdarzył się we wrześniu 1608 roku drugi fatalny pojedynek w życiu Caravaggia. Z nieznanym z imienia rycerzem, najprawdopodobniej baliwem i Wielkim Krzyżem. Miał on wytknąć malarzowi brak szlacheckich przodków i drwić z jego kategorii rycerza Łaski Magistralnej. Artysta ciężko zranił go w ataku furii (ale nie zabił). Szybko też został aresztowany i wtrącony do więzienia w Forcie Sant’ Angelo.

Przed władzami Zakonu pojawił się poważny problem, czy ukarać malarza, usuwając z Zakonu (taką karę za pojedynek przewidywały Statuty), czy ułaskawić. Mistrz mógł darować artyście winę, miał do tego prawo bo jego przeciwnik nie zginął, ale – wybaczenie winy to oburzenie braci. Ukaranie malarza, to zadowolenie konfratrów, ale niezadowolenie kardynała Borghese. Znaleziono więc trzecie wyjście: Caravaggio uciekł z więzienia, a nie było to możliwe bez wiedzy i zgody Mistrza. 6 X 1608 roku wpłynęła oficjalna skarga prokuratora zakonnego. 7 XII 1608 roku, w kaplicy Św. Jana, tej samej w której artysta tak niedawno składał śluby odbył się proces in absentia. Malarza usunięto z Zakonu Maltańskiego za niestawienie się na wezwanie i przebywanie poza klasztorem bez pisemnej zgody.

Artysta jednakże aż do śmierci tytułował się Fra’ Michelangelo Caravaggio. Nigdy nie przyjął usunięcia z Zakonu do wiadomości.

Okres sycylijski i Neapol

Wiadomo, że po ucieczce z Malty, Caravaggio spędził na niej rok. Tam też rozpoczęła się wendeta nieznanego rycerza, który po wyleczeniu się z ran ścigał go do samej śmierci. Nie jest prawdą, że malarza ścigali siepacze wynajęci z polecenia władz Zakonu. Była to prywatna zemsta tajemniczego baliwa.

Pierwszym miastem w jakim zamieszkał Caravaggio na Sycylii były Syrakuzy, gościny udzielił mu tam jego dawny rzymski kolega Mario Minniti. Dla tego miasta namalował obraz ołtarzowy Św. Łucja.

Na początku 1609 roku malarz opuścił Syrakuzyi wyjechał do Messyny, nie wiadomo, czy czynił to na zaproszenie władz tego miasta, czy uciekał przed najętymi zabójcami. W mieście tym namalował Wskrzeszenie Łazarza dla Giovanniego Battisty de Lazzari, zamożnego kupca z Genui. Senat Messyny zamówił Adorację pasterzy dla kościoła kapucynów, hrabia Adonnino zaś cztery sceny Męki Pańskiej – żadna z nich nie przetrwała do czasów dzisiejszych.

W tym samym roku malarz odwiedził również Palermo, tu namalował olbrzymi obraz Pokłon pasterzy dla kościoła Oratorian Compagnia di San Lorenzo. Pod koniec września lub na początku października opuścił Sycylię, odpłynął z wyspy do Neapolu. Tam zamieszkał ponownie w pałacu markizy di Caravaggio, w którym był zupełnie bezpieczny, bowiem niewielu skrytobójców wdarłoby się do rezydencji księżnej Sforza Colonna. Caravaggio sam wystawił się na niebezpieczeństwo, odwiedzając tawernę Osteria del Ciriglio, słynny neapolitański dom publiczny. W jego bramie dopadli go siepacze wynajęci przez nieznanego baliwa. Ciężko ranionego zostawili na ulicy, przypuszczając, że nie żyje.

Zraniony w październiku leczył rany aż do lipca 1610 roku, wiadomo że już w maju zaczął przyjmować zlecenia na kolejne obrazy. Wszystkie bardzo ponure, oddawały wewnętrzny stan psychiczny artysty. W tym okresie powstał obraz przedstawiający Herodiadę z głową Św. Jana. Był on przeznaczony dla Wielkiego Mistrza, Caravaggio liczył na jego przebaczenie, a także na to, że nakłoni nieznanego wroga do zaniechania zemsty. Dla genueńskiego rodu Doriów powstało Męczeństwo św. Urszuli. Wtedy też namalował obrazy Wyrwiząb oraz Zaparcie się św. Piotra.

Innym słynnym obrazem z tego czasu jest Dawid z głową Goliata. Zdaniem niektórych jest to podwójny autoportret Caravaggia – Dawid ma twarz z czasów młodości, człowieka niewinnego, Goliat to artysta ze wszystkimi swoimi winami.

Dawid z głową Goliata – Caravaggio źródło Viki

Mecenasi artysty nie ustawali w uzyskaniu dlań ułaskawienia papieskiego; przebaczenie ze strony Pawła V oznaczałoby powrót do Zakonu. Niektórzy badacze uważają, że wyruszając w drogę do Rzymu w 1610 roku artysta już je otrzymał, inni są zdania, iż kard. Gonzaga wciąż w jego sprawie negocjował z Kurią.

Ta ostatnia podróż była wyjątkowo pechowa, wzięty za przestępcę i aresztowany przez Hiszpanów, czatujących na jakiegoś bandytę. Chory ścigał lądem statek, na którym w stronę Rzymu płynęły jego obrazy. Dogonił go w Porto Ercole, tam też zemdlał 18 lipca 1610 roku zmarł, nabawiwszy się wcześniej duru brzusznego – nie jest więc prawdą, że zginął na polecenie Wielkiego Mistrza lub Zakonu. Do dziś nie wiadomo gdzie jest grób Caravaggia – świadkowie pogrzebu zanotowali tylko, że pochowany został w płaszczu maltańskim i z krzyżem na szyi.

Przypisy:

[1] Sobór Trydencki – XIX sobór powszechny obradujący w latach 1545-1563, a zwołany przez papieża Pawła III był odpowiedzią Kościoła Rzymskiego na idee Reformacji. Uchwalono na nim dekret o źródłach wiary, grzechu pierworodnym, o sakramentach, o funkcji biskupów, o zasadach życia duchownych, o usprawiedliwieniu – ten był najważniejszym dekretem dogmatycznym Soboru i wiele innych. Sobór ten odrzucił wnioski protestanckich stanów Rzeszy, aby dotychczasowe definicje wiary uznać za nieważne. Odrzucił też postulaty reformatorskie dotyczące celibatu i rezydencji biskupów. Sobór ten na papieża przelał obowiązek reformy Mszału, brewiarza i katechizmu. W 1563 roku wydał dekrety o czyśćcu, odpustach a także czci świętych. Tzw. trydenckie wyznanie wiary obowiązywało w całym Kościele Powszechnym.

[2] Kardynał Francesco Maria Bourbon del Monte (1549 – 1627) – kardynał diakon kościoła Santa Maria in Dominica, później kardynał diakon Ostii i bp. Palestriny. Wywodził się ze szlachty umbryjskiej, młodość spędził na dworze kard. Alessandra Sforzy a następnie kard. Ferdinanda de Medici, dzięki któremu otrzymał od papieża Sykstusa V kapelusz kardynalski. Pierwszy wielki mecenas Caravaggia, przyjaciel rzymskich uczonych i artystów. W roku swej śmierci Dziekan Kolegium Kardynalskiego.

[3] Obecnie w pałacu tym znajduje się siedziba Senatu Włoch.

[4] To malowidło przedstawiające bogów olimpijskich odkryto dopiero w 1969 roku.

[5] Namalował ich ponad 12.

[6] R.Bassani, F.Bellini Caravaggio assassino. La carriera di un “valenthuomo” fazioso nella Roma della Controriforma Roma 1994 [za:] D.Seward op.cit., str.84

[7] Straż miejska

[8] Paweł V (1605 – 1621) – Camillo Borghese, urodził się 17 września 1552 roku. W 1597 roku otrzymał sakrę biskupią oraz biskupstwo Jesi, w 1603 roku od papieża Klemensa VIII kapelusz kardynalski i godność inkwizytora. 16 V 1605 roku został wybrany papieżem po trwającym zaledwie 26 dni pontyfikacie Leona XI. Jego panowanie to spory z Wenecją, a także zaangażowanie w wojnie 30-letniej po stronie Ligii Katolickiej. Panowanie Pawła V charakteryzował nepotyzm w stosunku do bliskich, a także surowość w egzekwowaniu sprawiedliwości karnej.

[9] „…in gradu Fratrum Militum obedientiae Magistralis“ – „…na brata rycerza w posłuszeństwie Mistrzowi”

Fragmenty opracowania adw. dr Aleksandra Cieślaka

wszystko odebrane

Do Zakopanego przyjaciele wysłali mnie na rekonesans i trening. Zapewnili wygody, wymodlili nawet pogodę.  „Dopiero takie warunki kształtują charakter” – napisała na pożegnanie Ewa.

Tatry Zachodnie

Deszcz, zimno, mgła, śnieg i silny wiatr na graniach  – dlaczego nie mogło być słonecznie, fajnie, widokowo? Dlaczego moje wakacje śmierdzą przemoczonym ubraniem, woda leje się po plecach, mam zamrożone ręce, dlaczego wiatr musi tak duć, że nie słyszę co mówi do mnie mój syn?

Pierwsze – odebranie komfortu. W takich warunkach, milkniesz, skupiasz się na otoczeniu, wsłuchujesz w siebie i swoje myśli. Dopiero w strefie dyskomfortu zmysły, na co dzień wyłączone przez smartfony, nawigacje, zniekształcone szkodliwą dietą, hałasem … zaczynają pracować pełną parą. Są o wiele doskonalsze niż najdroższe gadżety cywilizacji.

Tatry w rejonie Czerwonych Wierchów – Brytol pomylił drogę, jeszcze 3 kroki w prawo i … pa pa

Nigdy bym w to nie to nie uwierzył, że w Tatrach będę po prostu sam, że w piątek, przez 4 godziny, w rejonie Czerwonych Wierchów spotkam zaledwie  dwie osoby, że w inny dzień, w drodze na Przełęcz Krzyżne z Jankiem, moim synem , który przyjechał na jeden wypad, a który ma być suportem w części biegowej, nie spotkamy nikogo, a później, droga przez Świstówkę do Morskiego Oka też będzie pusta.

Janek na Przełęczy Krzyżne

Na szlakach poruszam się dość szybko, ale nie przechodzę do biegu, bo pod górę jest dla mnie za stromo, w dół też i do tego ślisko. Może w rejonie Czerwonych Wierchów mógłbym biec, ale odpuszczam, za to robię sporo fotografii, ciągle takich samych – mgła.

mgła – Czerwone Wierchy

Wychodzi mi, że pokonuje szlaki w czasie mniej więcej o połowę krótszym niż oznaczenia turystyczne, ponowne przeliczenia pokazują, że jest to … za   w o l n o, jak na HARDĄ.

Tatry Zachodnie

Drugie – odebranie pewność siebie. Wieczorem przeliczałem fragmenty całej trasy od Chochołowskiej do Morskiego Oka (55km + 5000m przewyższeń) i nadal brakuje mi czasu na odpoczynki, jedzenie …, chyba, że, jakimś cudem, na pływaniu wstąpi we mnie Phelps a na rowerze przeistoczę się w Rafała Majkę.

Cztery intensywne dni, wypełnione 8-9 godzinnym przemierzaniem odludnych szlaków, to podróż do czasów dzieciństwa, kiedy Tata uczył nas gór, do czasów maturalnych, kiedy z przyjaciółmi z liceum robiliśmy wypady – cholera, było to już 34 lata temu! Nadal wypełnione śniegiem żleby w 5 Stawach Polskich, przypominały jak wielkanocnym czasem, zdobywaliśmy je na nartach, z najlepszym towarzystwem mojej młodości.

Tatry 5 Stawów Polskich – Zadni Staw

Trzecie – odebranie poczucia, że jestem młodszy. Te wszystkie wspomnienia, a zwłaszcza gdy patrzyłem na Janka – automatycznie przeliczały upływ czasu. Na Zawracie -:) zaszalałem! Szlak letni był pod śniegiem, wracać tą samą drogą przez Świnicę, jakoś nie korciło, ruszyłem do żlebu na śnieg. W butach biegowych, krótkiej skarpecie i szortach ¾  upadek gwarantuje co najmniej depilację, jeśli mocniej depnę noga się zapadnie i dupa, kłopot … Chwila wohania  – zmrożony firn trzymał dobrze, nie zapadałem się, kilka wdechów i jazda! Tak szybko i bez nart nigdy nie pokonałem żlebu Zawrat. Na dole byłem w mniej niż 5 minut, zaliczając dwa lekkie upadki. Udało mi się wykonać śmig (serię skrętów) przypominającą jazdę na nartach, była prędkość, adrenalina – znowu miałem 20 lat! Trzy godziny później, na Krupówkach, w barze o wdzięcznej nazwie „Czas na pianę”, jednym zamówieniem skalibrowałem maszynę do podróży w czasie.

Tatry – Przełęcz Zawrat – decyzja i zjazd na butach

A niżej film z innej zabawy na śniegu – w drodze na przeł. Krzyżne 🙂

W przerwie treningów górskich pojechaliśmy z Jerzym Donimirskim, moim Tatą i Jankiem zobaczyć trasę rowerową. Nie ma o czym mówić, dla nie-rowerzysty i na pewno nie-kolarza, to cholernie daleko  i stromo (225km i 3000m przewyższeń). Siedmiokilometrowy podjazd pod Zuberec, pod koniec trasy to czysta perwersja i łamacz ego. Słowacy powinni wykuć tam tunel -:), a nie zmuszać przyzwoitych ludzi do wysiłku – bez komentarza. Byłem również nad Jeziorem Orawskim, gdzie wszystko się zacznie w piątek, 22 czerwca o 16:00.

Tata, ja, Janek – podczas objazdu

 Czwarte – odebranie dobrego nastroju. Słabszy wzrok nie pozwala czytać mapy bez okularów, więc jej ze sobą nie zabierałem, ale dość dobrze wypatrzyłem na drugim końcu tego jeziora miasteczko, z którego zaczniemy HARDĄ – nigdy w życiu tak daleko nie płynąłem (4,5km – a po korekcie regulaminu 5 km)!  Może chociaż nie będzie wiatru w twarz.

Jezioro Orawskie

Z każdym dniem ubywało mocy, początek kolejnego dnia stawał się wyzwaniem, skorzystanie z WC porównywalne było z końcówką biegu zjazdowego w Kitzbühel. Ten objazd otworzył furtkę, za którą zobaczyłem … obawę. HARDA będzie dla mnie ogromną przeprawą, z nieznanym zakończeniem.

Rekonesans zakończyłem oczywiście w deszczu. Łaskawa pogoda opustoszyła Tatry i pozwoliła usłyszeć własne myśli, przemierzone kilometry – odrzucić butne marzenia, zracjonalizować możliwości. Stan ciała po auto-demolce przypomniał jak mogą czuć się nasi seniorzy, niepełnosprawne dzieciaki – podopieczni obu fundacji, … i to codziennie!

Tym razem z moim startem nie wiąże się honorowy zakład, obstawiać w konkursie można wynik Roberta, a mój udział jest potwierdzeniem, że nie wyręczam się Wielkim Sportowcem. Gdziekolwiek na trasie zakończę mój bój, to ze świadomością, że dałem z siebie wszystko i nadzieją, że skoro dobrnąłeś Czytelniku do tego momentu lektury, to znaczy, że było warto – … pisać -:). Może też dasz radę i zahaczysz o zakładkę JAK POMÓC http://www.wiecejnizironman.zakonmaltanski.pl/jak-pomoc/

Tatry Wysokie, za Świstową Czubą – między 5 Stawami i Morskim Okiem

Góry, niespodziewanie pożegnały mnie piękną tęczą. Złakniona nadziei  psychika, od razu zaczęła układać pozytywne scenariusze, ale wiatr szybko przysłał chmury i deszcz.

Te kilka dni w Tatrach odarły mnie ze złudzeń i wcześniejszych, ambitnych kalkulacji. Wracam do siebie po tych niezwykłych wakacjach, wczytuję się w motto programu Zakon Maltański Ekstremalnie – z zasady powinno pomóc, ale … nie działa, muszę odpocząć. Dostaję potwierdzenie, że będę najstarszym uczestnikiem Ultimate Triathlon Challenge – Harda, czyli SENIOREM.

Szukając nowych informacji i motywacyjnego kopa, wchodzę na stronę organizatora:

Myślisz więc, że jesteś z żelaza, bo udało Ci się ukończyć kiedyś jakiegoś Ajronmena czy InnegoMena?

Nie jesteś! Sprawdź się z HardąSuką, która udowodni Ci czym jest PRAWDZIWA STAL. HardaSuka to najtrudniejsze wyzwanie, jakie sobie możesz wyobrazić. 4.5 kilometra pływania w lodowatych wodach Zalewu Orawskiego, 225 kilometrów rowerem dookoła Tatr, a na koniec 55 kilometrowy ultra bieg przez całe Polskie Tatry. Całość to ponad 8 tysięcy metrów przewyższenia.

Myślisz, że dasz radę? Prześpij się i przemyśl to dobrze, bo kiedy będziesz płakać z zimna i bólu na ostrej tatrzańskiej grani nie będzie komu Cię przytulić i pocieszyć. Będziesz tylko Ty, Twoje cierpienie i Twój strach.

Zostałaś ostrzeżona. Zostałeś ostrzeżony.

Ośmielisz się?

Do zobaczenia w PIEKLE! :)


Kop jest. -:)  Tomek cdn.

PS – nie wiem czy wyświetlają się komentarze, ale Wojtek Ratkowski tak skomentował ten wpis: „Trudno udzielać rad przed takim wyzwaniem. Dla niejednego wejście na Halę Gąsienicową jest szczytem osiągnięć wypraw w Tatry. Tomek! Roger Federer po swoim ostatnim triumfie powiedział, że wiek to tylko liczba. Pamiętaj o tym. Na starcie poczuj się tak, jak na Zawracie.
Wojtek.

 

 

rower czy bolid ?

Rower czy bolid ? Dokładnie tak pomyślałem gdy Robert przesłał mi swoje zdjęcia rowerowe. Cervelo P5X, który zapewniła specjalistyczna firma OLIMPIUS.PL  wygląda ja bolid. Kosztuje ok. 53 000 zł, po przecenie.  Zainteresowani triathlonem z pewnością  odwiedzą tę stronę https://olimpius.pl/cervelo-p5x-2017-new-sram-red.html

Cervelo P5X źródło Olimpius.pl
RK – rower czasowy – odpoczynek – źródło materiały własne Robert Karaś

Mnie też przyszło jeździć na Cervelo, a historia była taka. W listopadzie opowiadałem o planach i, że  szukam możliwości pożyczenia roweru, co raczej z góry skazane jest na porażkę, gdyż dobry rower po prostu jest używany, dopasowany pod zawodnika i tyle. Nieśmiało myślałem, że uda się jak przy pierwszej akcji – trenowałem na starym rowerze Zdzicha Wojtyło (20 – letnia kolarzówka), a dzień przed starem przypadek zdarzył i Piotr Orlikowski pożyczył mi swój rower. Wieczór rozwijał się pięknie i niespodziewanie temat wrócił – znajomy, który znał poprzednie sportowo – charytatywne akcje maltańskie, i trzykrotnie był ich darczyńcą, podchodzi mówiąc – zorganizuje Ci rower -. Miesiąc później rozmawiałem z synem Mietka, Michałem, który w przemiły sposób przekonywał mnie, że bez problemu mogę trenować i pojechać na jego rowerze. Gdy w marcu odebrałem maszynę byłem onieśmielony i solidnie zaskoczony – piękne Cervelo, przygotowane do startu. Mietek, Michał bardzo Wam dziękuję! Jednocześnie zgrzytam zębami – bo nie mam już argumentu – „słaby rower nie pozwolił mi toczyć walki z asfaltem…” -_:).

Tomek

Kilka informacji nt. treningu.

ROBERT : wiemy, że trenuje 6 x w tygodniu po 3 treningi dziennie, które zabierają do 8 godzin, a w związku z tym dzień zaczyna o 4:00 rano. Trening zakładkowy wyglądał ostatnio tak: rower przez 3 godziny ze średnią 41 km/h [ to tylko trening! a nie zawody czasowe !!] i od razu potem bieg 15km w średnim tempie 3 min 50 s / km. Tym, którzy uprawiają jogging, lub mają prędkościomierz na rowerze daje to dobry obraz jak wygląda część przygotowań Roberta.

TOMEK : w kwietniu starałem się wytrzymać 9 treningów w tygodniu, średnio po 3 godziny i … nigdy się nie udawało -:), ale raz byłem blisko. Przykładowy trening piątkowy: 7:00 rano –  bieg 15km w terenie; średnie tempo 5min 15 s./ km + siłownia 60 min [ćwiczenia core] + 3 km biegu schładzającego po płaskim. Najdłuższe wyjazdy rowerowe to 120km po  Kaszubach – teren pofałdowany zazwyczaj zakończony bólem kolana, co jest efektem brak przyzwyczajenia do roweru i stałym poszukiwaniem optymalnej pozycji siodełka, wpięć butów, ect. Ktoś mi powiedział, bym już nie szukał tylko sprawdził pesel…

Konkurs:

Tych, którzy wesprą finansowo nasz cel (nie stawiamy żadnych ograniczeń – wpłacasz tyle ile uważasz) zapraszamy do wzięcia udziału w konkursie – wytypuj wynik Roberta. Proste zasady konkursu znajdują się w zakładce KONKURS, a dodatkową informacją jest, że nagrody ufundowali : DIVERSE – marka odzieżowa (karty przedpłacone do wykorzystania w sieci sklepów w całej Polsce) oraz Sklep Biegacza (zestawy plecak biegowy Asics + nerka biegowa + bidon). Również w tym roku można wygrać ekskluzywny nocleg (2 os.  śniadanie) w Krakowie od DONIMIRSKI.COM. Jeśli ktoś chciałby ufundować inne nagrody gorąco zapraszamy  do  kontaktu -:) tomasz.tarnowski@zakonmaltanski.pl .

Tomek

nadzieja


Jest informacja, że Polacy ponownie zmierzą się z zimowym wejściem na K2. Nie cofamy się, trzeba próbować, tak tworzy się historia i nasze życie. Ta informacja ośmieliła mnie, by ponownie spróbować napisać po co organizujemy 4 akcję. Sama możliwość obserwowania przygotowań Roberta Karasia jest ciekawa, kibicowanie obowiązkowe, jednak głównym celem jest pomoc dwóm fundacjom, które podczepiły swoje małe wagoniki (z prośbami) do pociągu pt. WIĘCEJ NIŻ IRONMAN.

Nie sprawdzałem kont fundacji, ale wiem o wpłatach moich znajomych. Marcin Sz. – wielkie dzięki za ogromną wpłatę, ale zwłaszcza za to, że zrobiłeś to wcześnie, bo już na przełomie roku. Dało mi to impuls w momencie kiedy nie było łatwo, a ja byłem bliski zrezygnowania z projektu. Jest to odpowiednie miejsce, by ponownie wspomnieć o Jerzym Kobylińskim, który przez 3 kolejne akcje wpłacał wielkie kwoty, zachęcał innych z ‘grubym portfelem’, a mnie motywował do działania. W zeszłym roku Jerzy, decyzją Wielkiego Magisterium Zakonu Maltańskiego w Rzymie, otrzymał Order Zasługi Zakonu (ustanowiony w 1920 roku). Zakon Maltański, jako suwerenny podmiot prawa międzynarodowego, uznawany jest przez 103 kraje w świecie gdzie reprezentują go ambasadorowie, posiada własną monetę i  również przyznaje odznaczenia państwowe.  (Oczywiście polskie fundacje maltańskie realizują pomoc tu, w Polsce.)

Wszystkim wspierającym bardzo dziękuję, bo wcześniejsze duże zbiórki były możliwe dzięki setkom wpłat, również niedużych, albo wzruszających jak ta od trójki rodzeństwa (2-6 lat), które odmawiało sobie słodyczy, co prawda nie wiem czy do końca świadomie – :), ale … „świnka” pękła, gdy ja wbiegałem na metę pierwszej akcji – kiedyś im to jeszcze raz opowiem. Nie muszę natomiast przypominać się kolegom, którzy zrezygnowali z dobrego wina – pewnie już nadrobili -:). To również takie fajne gesty budowały charytatywną część akcji, a tym, którzy podejmowali wyzwania sportowe dawały motywacyjnego kopa (1. ironman za respiratory / 2. pomoc za ultramaraton / 3. biegnę dla tych, którzy marzą by chodzić ).

Śledzimy informacje na temat protestu opiekunów dorosłych niepełnosprawnych, który pokazuje, że pomimo ogromnych programów socjalnych są mielizny, gdzie strumień zasilania nie płynie, albo bardzo słabo i uwzględniając inflację, wysycha. Tam gdzie jest naprawdę źle, działają właśnie  takie fundacje jak pięć fundacji maltańskich, czy „Przyszłość dla Dzieci”. Zajmujemy się takimi osobami jak te, których opiekunowie protestują w Sejmie, znamy ich trudną sytuację. Jej poprawa nie znaczy, że problem zostanie rozwiązany i aktywność fundacji mogłaby zmaleć. Jest potrzebna – tu pieniądze trafiają bezpośrednio do celu, nie idą szerokim strumieniem systemu przez filtr kosztownej administracji. Muszę wspomnieć, że członkowie Związku Polskich Kawalerów   Maltańskich za swoją działalność nie pobierają żadnych wynagrodzeń – to efektywna pomoc.

Jeśli spędzasz długi weekend majowy w pracy – to ciesz się, że ją masz, jeśli odpoczywasz, to życzę pogody, opiekujesz się kimś ważnym dla Ciebie – cierpliwości. Dla podopiecznych naszych fundacji ten czas będzie niezmienny … oby nie gorszy.

NADZIEJA – maltańska pielgrzymka do Lourdes. Źródło – La Croix

Zakon Maltański, po raz 60, tradycyjnie na początku maja spotka się na światowej pielgrzymce do Lourdes . To ogromne spotkanie z udziałem 7000 niepełnosprawnych osób, w tym z Polski, pełne skupienia i … nadziei. (zdjęcia z maltańskiej pielgrzymki do Lourdes)

WIARA – maltańska pielgrzymka do Lourdes. Źródło: zakonmaltanski.pl

Robert będzie trenował, ale oczywiście dołącza się do prośby o wsparcie.

Jak to się zakończy od strony sportowej zobaczymy, od strony dobroczynnej – wszystko zależy od Was !

Podobnie jak w poprzedniej akcji, dla darczyńców przygotowaliśmy KONKURS z nagrodami ufundowanymi przez Sklep Biegacza. Działamy dalej. Tomek Tarnowski -:)

Jak pomóc

[foto tytułowe: wózki z osobami niepełnosprawnymi Lourdes. Źródło: FranceSoir – Francesoir.fr ]

odkrywamy kolejne granice ludzkich możliwości – prof. Wojciech Ratkowski

Kiedy biegałem maratony, to wszystko powyżej 42 km było czymś niezrozumiałym. Uważałem, muszę się do tego przyznać, że ultramaratony (ultra biegi) są dla tych „słabszych”, którzy nie sprawdzili się na klasycznym, maratońskim dystansie. Nie uzyskali zadawalających ich rezultatów, więc próbują „zaistnieć” gdzie indziej. Dopiero po latach przyszło „zrozumienie”. Oni osiągnęli coś, na co mnie nie było stać. Oni  byli po prostu lepsi. W sporcie miarą wielkości człowieka może być wynik, jaki uzyskał. W życiu liczy się coś innego. Mogą to być nowe wyzwania, związana z ich realizacją tytaniczna praca, przekraczanie granic, zdawałoby się nie do przekroczenia. I ciągłe, nowe wyznaczanie celów i ich realizacja. A przynajmniej dążenie do ich realizacji. Bo jeśli chcesz coś osiągnąć, musisz ciężko trenować, niekiedy na granicy swoich możliwości. A tych tak naprawdę do końca nie znamy.  Np. 50 lat temu maraton był czymś niewyobrażalnym dla statystycznego obywatela (nie używam pojęcia „przeciętnego człowieka” bo nie jesteśmy przeciętni), zarezerwowanym tylko dla nielicznych. Obecnie setki tysięcy ludzi pokonują ten dystans.

Człowiek w tym okresie nie zmienił się. Ale zmieniło się myślenie o maratonie. Ci co go przebiegli, pokazywali tym, którzy chcieliby biegać, że można to zrobić, tylko trzeba spróbować (przygotować się i pobiec ).  Pokazali, że nasz organizm to wytrzyma.

Przemek Miarczyński (z lewej) – windsurfer – 4 krotny Olimpijczyk, podczas debiutu na 42km, w ramach 3 akcji Zakon Maltański Ekstremalnie, miał unikalne wsparcie. Wielcy maratonu – Wojtek Ratkowski ( w środku) i Jurek Skarżyński  (z prawej) pobiegli z PONTEM po 1/2 dystansu dyktując tempo. Foto- tuż przed metą maratonu Dębno 2017.

„Ultrasi” przesuwają granice ludzkich możliwości jeszcze dalej. Bez  ich wyczynów nie byłoby postępu w sporcie i w nauce. Dopiero zaczynamy się uczyć, jak naprawdę powinien funkcjonować nasz organizm. Jeżeli porównamy go do samochodu, który ma standardowo 4 biegi (bez wstecznego), to statystyczny „obywatel” jest aktywny fizycznie na poziomie 1 biegu.

Ci bardziej wysportowani to 2 bieg, 3-4 bieg przypisany jest dla zawodników trenujących kilka razy w tygodniu. Elita, a do niej zaliczam też tych, którzy daleko wychodzą poza przyjęte dla nas wyobrażenia o treningu, mają 5, 6 a nawet 7 bieg (jak w najlepszych i najdroższych autach). I tych biegów używają.

Czy my mamy więc pozostać na swoim 1 lub 2 biegu ? Ile wytrzyma silnik w samochodzie, którym jeździmy tylko na jedynce? Czy nasz organizm nie potrzebuje większej pracy?

Dlatego darzę „ultrasów” wielkim szacunkiem i podziwiam za wytrwałość i determinację w pokonywaniu barier, które z jednej strony sami sobie narzucają, ale z drugiej nie mają wcale pewności, czy uda się im je przekroczyć. A pomimo to nie rezygnują i wytyczają drogę nie tylko sobie, ale przede wszystkim nam, choć może nie do końca zdajemy sobie z tego sprawę.

Wojtek Ratkowski

PS – Wojtek, zakochał się w Biegu Rzeźnika i też jest ultrasem. Wojtek pomagał przygotowywać się fizycznie Markowi Kamińskiemu do wypraw na bieguny; jest dobrym duchem programu Zakon Maltański Ekstremalnie.  

Twórcy akcji