Caravaggio – geniusz, awanturnik, kawaler maltański

Fra’ Michelangelo Caravaggio

„Papież Paweł V miał powiedzieć po jego śmierci: „Malarzom i poetom wszystko wolno. Musimy znosić tych wielkich ludzi, ponieważ nadmiar przeżyć duchowych, który czyni ich wielkimi, prowadzi również do tak dziwnego zachowania.”

W oczekiwaniu na HARDĄ (22.06) i dalej, na MŚ w ultra-triathlonie (27.07), przedstawiam wyjątkową postać genialnego malarza. Jest mi łatwo gdyż korzystam z obszernego opracowania historycznego adw. dr Aleksandra Cieślaka (tekst poniżej), ale też trudno, gdyż dokonuję skrótów w bogatym materiale. Olku wielkie dzięki za pomoc!

Niedawno obchodziliśmy 395 rocznicę śmierci jednego z najwybitniejszych, a zarazem najbardziej kontrowersyjnych członków Zakonu Maltańskiego w całej jego historii – Fra’ Michelangela Caravaggia. Wszyscy słyszeli o genialnym malarzu z Mediolanu, jednym z najwybitniejszych twórców włoskiego baroku, mało kto jednak wie, że pod koniec życia był on także rycerzem maltańskim. Do La Valetty trafił uciekając przed papieskim wymiarem sprawiedliwości.

W dzieciństwie wychowywał się na dworze Francesca Sforzy księcia Mediolanu. Rozpoczął naukę fachu u mistrza Simone Peterzano. Ten mediolański malarz sam był z kolei uczniem Tycjana (stąd eksperci dopatrują się w obrazach Caravaggia wpływów koloryzmu weneckiego i samego Tycjana). Okres nauki Caravaggia to lata bezpośrednio po Soborze Trydenckim[1], będącym odpowiedzią na reformy Lutra, lata Kontrreformacji. W kościołach pojawiła się przebogata liturgia, a biskupi dążyli do jak najwspanialszego przyozdobienia swych świątyń. Sobór odrzucił idee manieryzmu w sztuce, zakazując jednocześnie wszelkiej grzesznej i pogańskiej nagości, a zalecając malarzom i rzeźbiarzom przedstawianie scen z Pisma Św. Jeszcze przed narodzeniem Caravaggia planowano zatarcie fresków sykstyńskich jako zbyt obnażonych i niemoralnych.

 Okres rzymski 1592 -1606

Swą rzymską przygodę rozpoczynał na Campo Marzio – jednej z najbiedniejszych dzielnic Wiecznego Miasta – śpiąc na ulicy.

W 1596 roku udało mu się sprzedać pierwsze obrazy pt. Wróżenie z ręki i Gra w karty.

Ten drugi obraz kupił pierwszy wielki mecenas Caravaggia, którym był kardynał del Monte[2]. Bezpośrednio po zakupie Gry w karty biskup Palestriny zaproponował młodemu malarzowi przystanie do jego dworu i posadę malarza rezydenta. Dawało to mieszkanie w kardynalskim Palazzo Madama[3], utrzymanie, a także pewność, że obrazy znajdą nabywcę po godziwej cenie. Caravaggio należał do familii kardynała del Monte przez cztery lata, od 1596 do 1600 roku. W tym czasie zdobył renomę i niezależność finansową. Dla swojego mecenasa namalował m.in. Koncert młodzieńców, Lutnistę, Bachusa oraz drugą wersję obrazu Wróżenie z ręki.

Charakterystyczne dla ówczesnych obrazów Caravaggia jest, że przedstawiają przede wszystkim chłopców i młodych mężczyzn – stąd wzięły się plotki o homoseksualiźmie artysty. Jako że podejrzewano o takie skłonności kardynała, rzymskie avisso dopisało je również jego malarzowi. Przeczą temu dwa zaginione obrazy Zuzanna i starcy oraz Maria Magdalena, do których pozowała kochanka malarza.

Chłopiec z koszem owoców – Caravaggio źródło Viki

Wtedy też Caravaggio zaczął malować obrazy religijne. Oprócz Marii Magdaleny były to jeszcze Odpoczynek w czasie ucieczki do Egiptu, Ekstaza św. Franciszka i Święta Katarzyna Aleksandryjska. Wtedy też namalował kilka martwych natur, a także przyozdobił ściany i sufit pracowni alchemicznej kardynała del Monte postaciami bogów namalowanymi farbami olejnymi[4].

Absolutnym nowatorstwem w malarstwie Caravaggia, rzeczą obcą artystom epok wcześniejszych było wykorzystanie sztucznego światła, co dawało możliwość pracy nocą lub w dni pochmurne.

W 1599 roku na obrazach Caravaggia pojawiają się pierwsze ścięte głowy, temat który z czasem stanie się swego rodzaju obsesją malarza[5]. Mniej więcej w tym czasie powstaje Głowa Meduzy i Judyta z głową Holofernesa. Ciekawym jest, że często ścięta głowa to autoportret malarza.

W 1600 roku modny artysta opuścił dwór kardynała. Mógł sobie na to pozwolić, był znany, ceniony, a jego obrazy osiągały bardzo wysokie ceny ( za Męczeństwo i Powołanie otrzymał 400 złotych skudów).

Dla rzymskiego kościoła karmelitów namalował w tym samym czasie Zaśnięcie Marii – obraz ten był tak naturalistyczny, tak inny od renesansowych, idealnych – wyobrażeń Madonny, że mówiono, iż fatum jakie ścigało malarza w latach późniejszych było karą za obrazę Św. Panienki. Obraz ten przedstawiał konającą Maryję, a przy niej rozpaczających Marię Magdalenę i Apostołów, zwykłych, prostych ludzi. Karmelici nie przyjęli „bluźnierczego” obrazu, obecnie uważanego za jedną z najwspanialszych prac Caravaggia.

Zaśniecie Marii – Michelangelo Caravaggio – źródło Viki

Te lata to czas kiedy artysta maluje dwa wspaniałe obrazy ołtarzowe: w 1602 roku Natchnienie św. Mateusza i rozpoczyna pracę nad Złożeniem do Grobu. Wtedy powstają też Ofiara Abrahama i Amor zwycięzca.

Okres pobytu w Rzymie to także nieustające problemy Caravaggia z papieskim wymiarem sprawiedliwości. Jak każdy mężczyzna swojej epoki, a mieszkający w wielkim mieście, nie rozstawał się z rapierem. Bardzo drażliwy, ambitny, łatwo wdawał się w burdy i pojedynki. Niektórzy uczeni[6] są zdania, że miał jakieś powiązania z jedną z band rzymskich przestępców. Jeden ze współczesnych malarza pisze o nim, iż „ze względu na zbyt odważne usposobienie szukał czasami okazji złamania sobie karku albo narażenia kogoś na niebezpieczeństwo”. Artysta lubił wałęsać się po mieście, często udając żołnierza i wdając w spory z sibirri[7]. Była to modna zabawa w wyższych sferach, a poza tym dawała mu możliwość obserwacji trybu i sposobu życia ludzi, które później przenosił na swe obrazy. Na przykład św. Katarzyna z obrazu pod tym samym tytułem ma twarz jednej z najsłynniejszych prostytutek swoich czasów – Filide Melandroni.

Św. Katarzyna – Michelangelo Caravaggio – źródło Viki

Od 1598 roku, kiedy to pojawiają się pierwsze notatki policyjne o zatrzymaniu Caravaggia, do maja 1606 roku, gdy musiał uciekać z Rzymu, stawał przed sądem lub siedział w więzieniu aż 11 razy. Za najróżniejsze przewinienia: ten „pierwszy raz” był za chodzenie po mieście z rapierem bez zezwolenia. Pozostałe 10 razy to napaści z bronią na innych malarzy, obywateli, graczy w piłkę, brutalne zachowanie wobec służby i gospodarzy wynajmujących mu mieszkanie. Za paszkwile na temat malarza Baglionego Caravaggio siedział kilka miesięcy w więzieniu, a potem areszcie domowym. Skutecznie udawało mu się z nich wychodzić, gdyż zawsze pomocą służyli mu możni protektorzy.

Bardzo ważna epoka w życiu Caravaggia rozpoczęła się wraz z nowym pontyfikatem papieża Pawła V[8]. Sekretarzem Stanu Stolicy Apostolskiej został wtedy kardynał Scipione Borghese, wielki miłośnik malarstwa, w tym obrazów Caravaggia. Stał się on najpotężniejszym i najzamożniejszym mecenasem artysty, dla niego powstało wiele obrazów z końcówki okresu rzymskiego m.in. Św. Hieronim, a także portret Pawła V oraz znaczna część dzieł namalowanych po ucieczce z Rzymu. W Galleria Borghese znajdują się do dziś: Dawid z głową Goliata, Madonna dei Palafrenieri, Św. Hieronim, Św. Jan Chrzciciel, Chłopiec z koszem owoców i Chory Bachus. Dla tego kardynała były też przeznaczone ostatnie obrazy Caravaggia, te których nie udało mu się przywieźć do Rzymu w lipcu 1610 roku.

Surowość nowego papieża sprawiła, że zaczęto egzekwować prawo o pojedynkach – biorących w nich udział posyłano na szafot. Dla lubiącego zbrojne starcia malarza okazało się to bardzo niebezpiecznym. Przyczną pojedynku z Ranuccio Tommasonim, którego zabił artysta był głupi zakład o wynik meczu w piłkę – Caravaggio przegrał go, a następnie nie chciał wypłacić straconych 10 skudów. Do fatalnej walki doszło 29 maja 1606 roku, Ranuccio Tommasoni zginął, a malarz odniósł ciężkie obrażenia. Znalazł schronienie w Palazzo Giustiniani, ukrywał się tam przez ponad 3 tygodnie. Ucieczkę umożliwili mu jego dawni i obecni patroni – markiza Caravaggio pomogła znaleźć kryjówki poza Rzymem, z którego wyjazd ułatwił mu najprawdopodobniej sam kardynał Borghese. Co ciekawe kupował on od malarza obrazy w czasie, gdy ten był  wyjęty spod prawa, a kardynał sekretarz mógł dokonać konfiskaty.

Okres neapolitański

Gdy okazało się, że artysta nie może liczyć na przebaczenie papieża Pawła V, zdecydował się wyjechać do Neapolu, do markizy Constanzy, która od dłuższego czasu tam mieszkała. Z miasta tego było bliżej do Malty, gdzie jako kawaler maltański żył jej młodszy syn Fra’ Fabrizio Sforza Colonna, niegdyś przeor Wenecji. Neapol był wówczas stolicą Królestwa Obojga Sycylii, na tronie którego od prawie 100 lat zasiadali hiszpańscy Habsburgowie. W mieście tym znajdowała się siedziba wicekróla, a dla dobra państwa i jego bezpieczeństwa pałace swe zmuszeni byli tam także stawiać przedstawiciele najznakomitszych rodów południowej Italii.

Caravaggio od razu przyjęty został jak ktoś wybitny. Zamożni mieszkańcy Neapolu widzieli w nim wielkiego artystę, a pierwsze zamówienia z tych okolic otrzymał już w 1606 roku.

Okres maltański 1607-1608

W tym czasie Wielkim Mistrzem Zakonu Maltańskiego był rycerz z mowy francuskiej Alof de Wignacourt. Bardzo życzliwy artyście, w niczym nie przeszkadzało mu gwałtowne usposobienie malarza, a także jego problemy z papieskim wymiarem sprawiedliwości. Sympatia ta wynikała m.in. z przyjaźni kardynała Scipione Borghese.

Jak już wcześniej wspomniałem, lata twórczości Caravaggia to okres Kontrreformacji, dążenia Kościoła do przyozdobienia świątyń rzeźbami, obrazami, wspaniałą snycerką. Zakon Maltański zaś był w tym czasie tak zamożny, że mógł pozwolić sobie na dzieła największych malarzy – takich właśnie jak Caravaggio. Ten zaś, nie będąc arystokratą, wnosił do Zgromadzenia swój wielki talent, a jego obrazy miały od tej pory przyozdabiać zakonne kościoły i pałace.

Wielki Mistrz zdecydował się przyjąć Michelangela Caravaggia do kategorii dziś nazywanej Kawalerów Łaski Magistralnej[9] – bardzo rzadko w owym czasie przyjmowano do Zakonu ludzi nie mogących przedstawić stosownego wywodu genealogicznego, w jego wypadku zaważył wielki talent i powszechny podziw, jakim cieszył się w całej Italii. Przy wstępowaniu do Zakonu bardzo przydatna okazała się malarzowi pomoc jego dawnego mecenasa kardynała Scipione Borghese, który wyjednał papieską dyspensę umożliwiającą ściganemu za morderstwo, a jednocześnie winnemu grzechu ciężkiego wstąpienie do katolickiego Zakonu.

O nowicjuszu Michelangelo Caravaggio pierwsze wzmianki pojawiają się w lipcu 1607 roku, kiedy to występuje jako świadek przed wysłannikiem „Naczelnego Inkwizytora od Heretyckiego Zepsucia” w procesie o bigamię. Jako Włoch z pochodzenia miał zamieszkać w Oberży Mowy Włoskiej w La Valettcie, jednakże ze względu na wiek, władze zakonne pozwoliły mu zamieszkać w kwaterze „na mieście” u jednego z konfratrów. Nie zwolniono go jednak z obowiązku spożywania posiłku wraz z innymi nowicjuszami, a także musiał brać udział w przewidzianych przez Regułę nabożeństwach i zajęciach z praw zakonnych, Statutów, a także szkoleniu wojskowym. Jak każdy kawaler maltański musiał raz w tygodniu pracować w szpitalu. Jednocześnie pracował jako artysta.

7 lutego 1608 roku Wielki Mistrz zwrócił się do papieża Pawła V z prośbą o dyspensę, aby „ubrać i przyozdobić uroczystym habitem rycerskim dwie osoby, o których posiada bardzo dobrą opinię i których kandydatury wysuwa, chociaż jeden z nich podczas ulicznej bijatyki, dopuścił się zabójstwa.”Nazwisko malarza nie padło ani razu, ale i papież Paweł i dostojnicy Kurii wiedzieli kogo Fra’ Alof de Wignacourt chce przyjąć do Zakonu. 15 lutego tego samego roku Kancelaria Papieska przysłała na Maltę brewe udzielające zezwolenia, ale podkreślające, że chodzi o sprawę wyjątkową. W lipcu Wielki Mistrz wydał pismo, w którym podkreślał „że czcigodny Michelangelo z Caracci w Lombardii, w miejscowym języku nazywany <<Caravaggiem>>, powinien zostać przyjęty do Zakonu Maltańskiego jako rycerz uroczystej obediencji, ze względu na swój gorący zapał […] i wielkie pragnienie wdziania habitu”.

Caravaggio złożył śluby 14 lipca 1608 roku przed Wielkim Mistrzem w kaplicy Św. Jana. Wianem zakonnym jakie wniósł malarz jako nowy konfrater był obraz ołtarzowy do tej kaplicy pt. Ścięcie Św.Jana. Dzieło to zaliczane jest do najwspanialszych prac Caravaggia, a zarazem jedyne podpisane przez niego Fra’ Michelangelo. Obraz ten wisi cały czas w tym samym miejscu, w ołtarzu przed którym ślubował artysta. [ foto tytułowe ]

Na Malcie zdarzył się we wrześniu 1608 roku drugi fatalny pojedynek w życiu Caravaggia. Z nieznanym z imienia rycerzem, najprawdopodobniej baliwem i Wielkim Krzyżem. Miał on wytknąć malarzowi brak szlacheckich przodków i drwić z jego kategorii rycerza Łaski Magistralnej. Artysta ciężko zranił go w ataku furii (ale nie zabił). Szybko też został aresztowany i wtrącony do więzienia w Forcie Sant’ Angelo.

Przed władzami Zakonu pojawił się poważny problem, czy ukarać malarza, usuwając z Zakonu (taką karę za pojedynek przewidywały Statuty), czy ułaskawić. Mistrz mógł darować artyście winę, miał do tego prawo bo jego przeciwnik nie zginął, ale – wybaczenie winy to oburzenie braci. Ukaranie malarza, to zadowolenie konfratrów, ale niezadowolenie kardynała Borghese. Znaleziono więc trzecie wyjście: Caravaggio uciekł z więzienia, a nie było to możliwe bez wiedzy i zgody Mistrza. 6 X 1608 roku wpłynęła oficjalna skarga prokuratora zakonnego. 7 XII 1608 roku, w kaplicy Św. Jana, tej samej w której artysta tak niedawno składał śluby odbył się proces in absentia. Malarza usunięto z Zakonu Maltańskiego za niestawienie się na wezwanie i przebywanie poza klasztorem bez pisemnej zgody.

Artysta jednakże aż do śmierci tytułował się Fra’ Michelangelo Caravaggio. Nigdy nie przyjął usunięcia z Zakonu do wiadomości.

Okres sycylijski i Neapol

Wiadomo, że po ucieczce z Malty, Caravaggio spędził na niej rok. Tam też rozpoczęła się wendeta nieznanego rycerza, który po wyleczeniu się z ran ścigał go do samej śmierci. Nie jest prawdą, że malarza ścigali siepacze wynajęci z polecenia władz Zakonu. Była to prywatna zemsta tajemniczego baliwa.

Pierwszym miastem w jakim zamieszkał Caravaggio na Sycylii były Syrakuzy, gościny udzielił mu tam jego dawny rzymski kolega Mario Minniti. Dla tego miasta namalował obraz ołtarzowy Św. Łucja.

Na początku 1609 roku malarz opuścił Syrakuzyi wyjechał do Messyny, nie wiadomo, czy czynił to na zaproszenie władz tego miasta, czy uciekał przed najętymi zabójcami. W mieście tym namalował Wskrzeszenie Łazarza dla Giovanniego Battisty de Lazzari, zamożnego kupca z Genui. Senat Messyny zamówił Adorację pasterzy dla kościoła kapucynów, hrabia Adonnino zaś cztery sceny Męki Pańskiej – żadna z nich nie przetrwała do czasów dzisiejszych.

W tym samym roku malarz odwiedził również Palermo, tu namalował olbrzymi obraz Pokłon pasterzy dla kościoła Oratorian Compagnia di San Lorenzo. Pod koniec września lub na początku października opuścił Sycylię, odpłynął z wyspy do Neapolu. Tam zamieszkał ponownie w pałacu markizy di Caravaggio, w którym był zupełnie bezpieczny, bowiem niewielu skrytobójców wdarłoby się do rezydencji księżnej Sforza Colonna. Caravaggio sam wystawił się na niebezpieczeństwo, odwiedzając tawernę Osteria del Ciriglio, słynny neapolitański dom publiczny. W jego bramie dopadli go siepacze wynajęci przez nieznanego baliwa. Ciężko ranionego zostawili na ulicy, przypuszczając, że nie żyje.

Zraniony w październiku leczył rany aż do lipca 1610 roku, wiadomo że już w maju zaczął przyjmować zlecenia na kolejne obrazy. Wszystkie bardzo ponure, oddawały wewnętrzny stan psychiczny artysty. W tym okresie powstał obraz przedstawiający Herodiadę z głową Św. Jana. Był on przeznaczony dla Wielkiego Mistrza, Caravaggio liczył na jego przebaczenie, a także na to, że nakłoni nieznanego wroga do zaniechania zemsty. Dla genueńskiego rodu Doriów powstało Męczeństwo św. Urszuli. Wtedy też namalował obrazy Wyrwiząb oraz Zaparcie się św. Piotra.

Innym słynnym obrazem z tego czasu jest Dawid z głową Goliata. Zdaniem niektórych jest to podwójny autoportret Caravaggia – Dawid ma twarz z czasów młodości, człowieka niewinnego, Goliat to artysta ze wszystkimi swoimi winami.

Dawid z głową Goliata – Caravaggio źródło Viki

Mecenasi artysty nie ustawali w uzyskaniu dlań ułaskawienia papieskiego; przebaczenie ze strony Pawła V oznaczałoby powrót do Zakonu. Niektórzy badacze uważają, że wyruszając w drogę do Rzymu w 1610 roku artysta już je otrzymał, inni są zdania, iż kard. Gonzaga wciąż w jego sprawie negocjował z Kurią.

Ta ostatnia podróż była wyjątkowo pechowa, wzięty za przestępcę i aresztowany przez Hiszpanów, czatujących na jakiegoś bandytę. Chory ścigał lądem statek, na którym w stronę Rzymu płynęły jego obrazy. Dogonił go w Porto Ercole, tam też zemdlał 18 lipca 1610 roku zmarł, nabawiwszy się wcześniej duru brzusznego – nie jest więc prawdą, że zginął na polecenie Wielkiego Mistrza lub Zakonu. Do dziś nie wiadomo gdzie jest grób Caravaggia – świadkowie pogrzebu zanotowali tylko, że pochowany został w płaszczu maltańskim i z krzyżem na szyi.

Przypisy:

[1] Sobór Trydencki – XIX sobór powszechny obradujący w latach 1545-1563, a zwołany przez papieża Pawła III był odpowiedzią Kościoła Rzymskiego na idee Reformacji. Uchwalono na nim dekret o źródłach wiary, grzechu pierworodnym, o sakramentach, o funkcji biskupów, o zasadach życia duchownych, o usprawiedliwieniu – ten był najważniejszym dekretem dogmatycznym Soboru i wiele innych. Sobór ten odrzucił wnioski protestanckich stanów Rzeszy, aby dotychczasowe definicje wiary uznać za nieważne. Odrzucił też postulaty reformatorskie dotyczące celibatu i rezydencji biskupów. Sobór ten na papieża przelał obowiązek reformy Mszału, brewiarza i katechizmu. W 1563 roku wydał dekrety o czyśćcu, odpustach a także czci świętych. Tzw. trydenckie wyznanie wiary obowiązywało w całym Kościele Powszechnym.

[2] Kardynał Francesco Maria Bourbon del Monte (1549 – 1627) – kardynał diakon kościoła Santa Maria in Dominica, później kardynał diakon Ostii i bp. Palestriny. Wywodził się ze szlachty umbryjskiej, młodość spędził na dworze kard. Alessandra Sforzy a następnie kard. Ferdinanda de Medici, dzięki któremu otrzymał od papieża Sykstusa V kapelusz kardynalski. Pierwszy wielki mecenas Caravaggia, przyjaciel rzymskich uczonych i artystów. W roku swej śmierci Dziekan Kolegium Kardynalskiego.

[3] Obecnie w pałacu tym znajduje się siedziba Senatu Włoch.

[4] To malowidło przedstawiające bogów olimpijskich odkryto dopiero w 1969 roku.

[5] Namalował ich ponad 12.

[6] R.Bassani, F.Bellini Caravaggio assassino. La carriera di un “valenthuomo” fazioso nella Roma della Controriforma Roma 1994 [za:] D.Seward op.cit., str.84

[7] Straż miejska

[8] Paweł V (1605 – 1621) – Camillo Borghese, urodził się 17 września 1552 roku. W 1597 roku otrzymał sakrę biskupią oraz biskupstwo Jesi, w 1603 roku od papieża Klemensa VIII kapelusz kardynalski i godność inkwizytora. 16 V 1605 roku został wybrany papieżem po trwającym zaledwie 26 dni pontyfikacie Leona XI. Jego panowanie to spory z Wenecją, a także zaangażowanie w wojnie 30-letniej po stronie Ligii Katolickiej. Panowanie Pawła V charakteryzował nepotyzm w stosunku do bliskich, a także surowość w egzekwowaniu sprawiedliwości karnej.

[9] „…in gradu Fratrum Militum obedientiae Magistralis“ – „…na brata rycerza w posłuszeństwie Mistrzowi”

Fragmenty opracowania adw. dr Aleksandra Cieślaka

wszystko odebrane

Do Zakopanego przyjaciele wysłali mnie na rekonesans i trening. Zapewnili wygody, wymodlili nawet pogodę.  „Dopiero takie warunki kształtują charakter” – napisała na pożegnanie Ewa.

Tatry Zachodnie

Deszcz, zimno, mgła, śnieg i silny wiatr na graniach  – dlaczego nie mogło być słonecznie, fajnie, widokowo? Dlaczego moje wakacje śmierdzą przemoczonym ubraniem, woda leje się po plecach, mam zamrożone ręce, dlaczego wiatr musi tak duć, że nie słyszę co mówi do mnie mój syn?

Pierwsze – odebranie komfortu. W takich warunkach, milkniesz, skupiasz się na otoczeniu, wsłuchujesz w siebie i swoje myśli. Dopiero w strefie dyskomfortu zmysły, na co dzień wyłączone przez smartfony, nawigacje, zniekształcone szkodliwą dietą, hałasem … zaczynają pracować pełną parą. Są o wiele doskonalsze niż najdroższe gadżety cywilizacji.

Tatry w rejonie Czerwonych Wierchów – Brytol pomylił drogę, jeszcze 3 kroki w prawo i … pa pa

Nigdy bym w to nie to nie uwierzył, że w Tatrach będę po prostu sam, że w piątek, przez 4 godziny, w rejonie Czerwonych Wierchów spotkam zaledwie  dwie osoby, że w inny dzień, w drodze na Przełęcz Krzyżne z Jankiem, moim synem , który przyjechał na jeden wypad, a który ma być suportem w części biegowej, nie spotkamy nikogo, a później, droga przez Świstówkę do Morskiego Oka też będzie pusta.

Janek na Przełęczy Krzyżne

Na szlakach poruszam się dość szybko, ale nie przechodzę do biegu, bo pod górę jest dla mnie za stromo, w dół też i do tego ślisko. Może w rejonie Czerwonych Wierchów mógłbym biec, ale odpuszczam, za to robię sporo fotografii, ciągle takich samych – mgła.

mgła – Czerwone Wierchy

Wychodzi mi, że pokonuje szlaki w czasie mniej więcej o połowę krótszym niż oznaczenia turystyczne, ponowne przeliczenia pokazują, że jest to … za   w o l n o, jak na HARDĄ.

Tatry Zachodnie

Drugie – odebranie pewność siebie. Wieczorem przeliczałem fragmenty całej trasy od Chochołowskiej do Morskiego Oka (55km + 5000m przewyższeń) i nadal brakuje mi czasu na odpoczynki, jedzenie …, chyba, że, jakimś cudem, na pływaniu wstąpi we mnie Phelps a na rowerze przeistoczę się w Rafała Majkę.

Cztery intensywne dni, wypełnione 8-9 godzinnym przemierzaniem odludnych szlaków, to podróż do czasów dzieciństwa, kiedy Tata uczył nas gór, do czasów maturalnych, kiedy z przyjaciółmi z liceum robiliśmy wypady – cholera, było to już 34 lata temu! Nadal wypełnione śniegiem żleby w 5 Stawach Polskich, przypominały jak wielkanocnym czasem, zdobywaliśmy je na nartach, z najlepszym towarzystwem mojej młodości.

Tatry 5 Stawów Polskich – Zadni Staw

Trzecie – odebranie poczucia, że jestem młodszy. Te wszystkie wspomnienia, a zwłaszcza gdy patrzyłem na Janka – automatycznie przeliczały upływ czasu. Na Zawracie -:) zaszalałem! Szlak letni był pod śniegiem, wracać tą samą drogą przez Świnicę, jakoś nie korciło, ruszyłem do żlebu na śnieg. W butach biegowych, krótkiej skarpecie i szortach ¾  upadek gwarantuje co najmniej depilację, jeśli mocniej depnę noga się zapadnie i dupa, kłopot … Chwila wohania  – zmrożony firn trzymał dobrze, nie zapadałem się, kilka wdechów i jazda! Tak szybko i bez nart nigdy nie pokonałem żlebu Zawrat. Na dole byłem w mniej niż 5 minut, zaliczając dwa lekkie upadki. Udało mi się wykonać śmig (serię skrętów) przypominającą jazdę na nartach, była prędkość, adrenalina – znowu miałem 20 lat! Trzy godziny później, na Krupówkach, w barze o wdzięcznej nazwie „Czas na pianę”, jednym zamówieniem skalibrowałem maszynę do podróży w czasie.

Tatry – Przełęcz Zawrat – decyzja i zjazd na butach

A niżej film z innej zabawy na śniegu – w drodze na przeł. Krzyżne 🙂

W przerwie treningów górskich pojechaliśmy z Jerzym Donimirskim, moim Tatą i Jankiem zobaczyć trasę rowerową. Nie ma o czym mówić, dla nie-rowerzysty i na pewno nie-kolarza, to cholernie daleko  i stromo (225km i 3000m przewyższeń). Siedmiokilometrowy podjazd pod Zuberec, pod koniec trasy to czysta perwersja i łamacz ego. Słowacy powinni wykuć tam tunel -:), a nie zmuszać przyzwoitych ludzi do wysiłku – bez komentarza. Byłem również nad Jeziorem Orawskim, gdzie wszystko się zacznie w piątek, 22 czerwca o 16:00.

Tata, ja, Janek – podczas objazdu

 Czwarte – odebranie dobrego nastroju. Słabszy wzrok nie pozwala czytać mapy bez okularów, więc jej ze sobą nie zabierałem, ale dość dobrze wypatrzyłem na drugim końcu tego jeziora miasteczko, z którego zaczniemy HARDĄ – nigdy w życiu tak daleko nie płynąłem (4,5km – a po korekcie regulaminu 5 km)!  Może chociaż nie będzie wiatru w twarz.

Jezioro Orawskie

Z każdym dniem ubywało mocy, początek kolejnego dnia stawał się wyzwaniem, skorzystanie z WC porównywalne było z końcówką biegu zjazdowego w Kitzbühel. Ten objazd otworzył furtkę, za którą zobaczyłem … obawę. HARDA będzie dla mnie ogromną przeprawą, z nieznanym zakończeniem.

Rekonesans zakończyłem oczywiście w deszczu. Łaskawa pogoda opustoszyła Tatry i pozwoliła usłyszeć własne myśli, przemierzone kilometry – odrzucić butne marzenia, zracjonalizować możliwości. Stan ciała po auto-demolce przypomniał jak mogą czuć się nasi seniorzy, niepełnosprawne dzieciaki – podopieczni obu fundacji, … i to codziennie!

Tym razem z moim startem nie wiąże się honorowy zakład, obstawiać w konkursie można wynik Roberta, a mój udział jest potwierdzeniem, że nie wyręczam się Wielkim Sportowcem. Gdziekolwiek na trasie zakończę mój bój, to ze świadomością, że dałem z siebie wszystko i nadzieją, że skoro dobrnąłeś Czytelniku do tego momentu lektury, to znaczy, że było warto – … pisać -:). Może też dasz radę i zahaczysz o zakładkę JAK POMÓC http://www.wiecejnizironman.zakonmaltanski.pl/jak-pomoc/

Tatry Wysokie, za Świstową Czubą – między 5 Stawami i Morskim Okiem

Góry, niespodziewanie pożegnały mnie piękną tęczą. Złakniona nadziei  psychika, od razu zaczęła układać pozytywne scenariusze, ale wiatr szybko przysłał chmury i deszcz.

Te kilka dni w Tatrach odarły mnie ze złudzeń i wcześniejszych, ambitnych kalkulacji. Wracam do siebie po tych niezwykłych wakacjach, wczytuję się w motto programu Zakon Maltański Ekstremalnie – z zasady powinno pomóc, ale … nie działa, muszę odpocząć. Dostaję potwierdzenie, że będę najstarszym uczestnikiem Ultimate Triathlon Challenge – Harda, czyli SENIOREM.

Szukając nowych informacji i motywacyjnego kopa, wchodzę na stronę organizatora:

Myślisz więc, że jesteś z żelaza, bo udało Ci się ukończyć kiedyś jakiegoś Ajronmena czy InnegoMena?

Nie jesteś! Sprawdź się z HardąSuką, która udowodni Ci czym jest PRAWDZIWA STAL. HardaSuka to najtrudniejsze wyzwanie, jakie sobie możesz wyobrazić. 4.5 kilometra pływania w lodowatych wodach Zalewu Orawskiego, 225 kilometrów rowerem dookoła Tatr, a na koniec 55 kilometrowy ultra bieg przez całe Polskie Tatry. Całość to ponad 8 tysięcy metrów przewyższenia.

Myślisz, że dasz radę? Prześpij się i przemyśl to dobrze, bo kiedy będziesz płakać z zimna i bólu na ostrej tatrzańskiej grani nie będzie komu Cię przytulić i pocieszyć. Będziesz tylko Ty, Twoje cierpienie i Twój strach.

Zostałaś ostrzeżona. Zostałeś ostrzeżony.

Ośmielisz się?

Do zobaczenia w PIEKLE! :)


Kop jest. -:)  Tomek cdn.

PS – nie wiem czy wyświetlają się komentarze, ale Wojtek Ratkowski tak skomentował ten wpis: „Trudno udzielać rad przed takim wyzwaniem. Dla niejednego wejście na Halę Gąsienicową jest szczytem osiągnięć wypraw w Tatry. Tomek! Roger Federer po swoim ostatnim triumfie powiedział, że wiek to tylko liczba. Pamiętaj o tym. Na starcie poczuj się tak, jak na Zawracie.
Wojtek.

 

 

rower czy bolid ?

Rower czy bolid ? Dokładnie tak pomyślałem gdy Robert przesłał mi swoje zdjęcia rowerowe. Cervelo P5X, który zapewniła specjalistyczna firma OLIMPIUS.PL  wygląda ja bolid. Kosztuje ok. 53 000 zł, po przecenie.  Zainteresowani triathlonem z pewnością  odwiedzą tę stronę https://olimpius.pl/cervelo-p5x-2017-new-sram-red.html

Cervelo P5X źródło Olimpius.pl
RK – rower czasowy – odpoczynek – źródło materiały własne Robert Karaś

Mnie też przyszło jeździć na Cervelo, a historia była taka. W listopadzie opowiadałem o planach i, że  szukam możliwości pożyczenia roweru, co raczej z góry skazane jest na porażkę, gdyż dobry rower po prostu jest używany, dopasowany pod zawodnika i tyle. Nieśmiało myślałem, że uda się jak przy pierwszej akcji – trenowałem na starym rowerze Zdzicha Wojtyło (20 – letnia kolarzówka), a dzień przed starem przypadek zdarzył i Piotr Orlikowski pożyczył mi swój rower. Wieczór rozwijał się pięknie i niespodziewanie temat wrócił – znajomy, który znał poprzednie sportowo – charytatywne akcje maltańskie, i trzykrotnie był ich darczyńcą, podchodzi mówiąc – zorganizuje Ci rower -. Miesiąc później rozmawiałem z synem Mietka, Michałem, który w przemiły sposób przekonywał mnie, że bez problemu mogę trenować i pojechać na jego rowerze. Gdy w marcu odebrałem maszynę byłem onieśmielony i solidnie zaskoczony – piękne Cervelo, przygotowane do startu. Mietek, Michał bardzo Wam dziękuję! Jednocześnie zgrzytam zębami – bo nie mam już argumentu – „słaby rower nie pozwolił mi toczyć walki z asfaltem…” -_:).

Tomek

Kilka informacji nt. treningu.

ROBERT : wiemy, że trenuje 6 x w tygodniu po 3 treningi dziennie, które zabierają do 8 godzin, a w związku z tym dzień zaczyna o 4:00 rano. Trening zakładkowy wyglądał ostatnio tak: rower przez 3 godziny ze średnią 41 km/h [ to tylko trening! a nie zawody czasowe !!] i od razu potem bieg 15km w średnim tempie 3 min 50 s / km. Tym, którzy uprawiają jogging, lub mają prędkościomierz na rowerze daje to dobry obraz jak wygląda część przygotowań Roberta.

TOMEK : w kwietniu starałem się wytrzymać 9 treningów w tygodniu, średnio po 3 godziny i … nigdy się nie udawało -:), ale raz byłem blisko. Przykładowy trening piątkowy: 7:00 rano –  bieg 15km w terenie; średnie tempo 5min 15 s./ km + siłownia 60 min [ćwiczenia core] + 3 km biegu schładzającego po płaskim. Najdłuższe wyjazdy rowerowe to 120km po  Kaszubach – teren pofałdowany zazwyczaj zakończony bólem kolana, co jest efektem brak przyzwyczajenia do roweru i stałym poszukiwaniem optymalnej pozycji siodełka, wpięć butów, ect. Ktoś mi powiedział, bym już nie szukał tylko sprawdził pesel…

Konkurs:

Tych, którzy wesprą finansowo nasz cel (nie stawiamy żadnych ograniczeń – wpłacasz tyle ile uważasz) zapraszamy do wzięcia udziału w konkursie – wytypuj wynik Roberta. Proste zasady konkursu znajdują się w zakładce KONKURS, a dodatkową informacją jest, że nagrody ufundowali : DIVERSE – marka odzieżowa (karty przedpłacone do wykorzystania w sieci sklepów w całej Polsce) oraz Sklep Biegacza (zestawy plecak biegowy Asics + nerka biegowa + bidon). Również w tym roku można wygrać ekskluzywny nocleg (2 os.  śniadanie) w Krakowie od DONIMIRSKI.COM. Jeśli ktoś chciałby ufundować inne nagrody gorąco zapraszamy  do  kontaktu -:) tomasz.tarnowski@zakonmaltanski.pl .

Tomek

nadzieja


Jest informacja, że Polacy ponownie zmierzą się z zimowym wejściem na K2. Nie cofamy się, trzeba próbować, tak tworzy się historia i nasze życie. Ta informacja ośmieliła mnie, by ponownie spróbować napisać po co organizujemy 4 akcję. Sama możliwość obserwowania przygotowań Roberta Karasia jest ciekawa, kibicowanie obowiązkowe, jednak głównym celem jest pomoc dwóm fundacjom, które podczepiły swoje małe wagoniki (z prośbami) do pociągu pt. WIĘCEJ NIŻ IRONMAN.

Nie sprawdzałem kont fundacji, ale wiem o wpłatach moich znajomych. Marcin Sz. – wielkie dzięki za ogromną wpłatę, ale zwłaszcza za to, że zrobiłeś to wcześnie, bo już na przełomie roku. Dało mi to impuls w momencie kiedy nie było łatwo, a ja byłem bliski zrezygnowania z projektu. Jest to odpowiednie miejsce, by ponownie wspomnieć o Jerzym Kobylińskim, który przez 3 kolejne akcje wpłacał wielkie kwoty, zachęcał innych z ‘grubym portfelem’, a mnie motywował do działania. W zeszłym roku Jerzy, decyzją Wielkiego Magisterium Zakonu Maltańskiego w Rzymie, otrzymał Order Zasługi Zakonu (ustanowiony w 1920 roku). Zakon Maltański, jako suwerenny podmiot prawa międzynarodowego, uznawany jest przez 103 kraje w świecie gdzie reprezentują go ambasadorowie, posiada własną monetę i  również przyznaje odznaczenia państwowe.  (Oczywiście polskie fundacje maltańskie realizują pomoc tu, w Polsce.)

Wszystkim wspierającym bardzo dziękuję, bo wcześniejsze duże zbiórki były możliwe dzięki setkom wpłat, również niedużych, albo wzruszających jak ta od trójki rodzeństwa (2-6 lat), które odmawiało sobie słodyczy, co prawda nie wiem czy do końca świadomie – :), ale … „świnka” pękła, gdy ja wbiegałem na metę pierwszej akcji – kiedyś im to jeszcze raz opowiem. Nie muszę natomiast przypominać się kolegom, którzy zrezygnowali z dobrego wina – pewnie już nadrobili -:). To również takie fajne gesty budowały charytatywną część akcji, a tym, którzy podejmowali wyzwania sportowe dawały motywacyjnego kopa (1. ironman za respiratory / 2. pomoc za ultramaraton / 3. biegnę dla tych, którzy marzą by chodzić ).

Śledzimy informacje na temat protestu opiekunów dorosłych niepełnosprawnych, który pokazuje, że pomimo ogromnych programów socjalnych są mielizny, gdzie strumień zasilania nie płynie, albo bardzo słabo i uwzględniając inflację, wysycha. Tam gdzie jest naprawdę źle, działają właśnie  takie fundacje jak pięć fundacji maltańskich, czy „Przyszłość dla Dzieci”. Zajmujemy się takimi osobami jak te, których opiekunowie protestują w Sejmie, znamy ich trudną sytuację. Jej poprawa nie znaczy, że problem zostanie rozwiązany i aktywność fundacji mogłaby zmaleć. Jest potrzebna – tu pieniądze trafiają bezpośrednio do celu, nie idą szerokim strumieniem systemu przez filtr kosztownej administracji. Muszę wspomnieć, że członkowie Związku Polskich Kawalerów   Maltańskich za swoją działalność nie pobierają żadnych wynagrodzeń – to efektywna pomoc.

Jeśli spędzasz długi weekend majowy w pracy – to ciesz się, że ją masz, jeśli odpoczywasz, to życzę pogody, opiekujesz się kimś ważnym dla Ciebie – cierpliwości. Dla podopiecznych naszych fundacji ten czas będzie niezmienny … oby nie gorszy.

NADZIEJA – maltańska pielgrzymka do Lourdes. Źródło – La Croix

Zakon Maltański, po raz 60, tradycyjnie na początku maja spotka się na światowej pielgrzymce do Lourdes . To ogromne spotkanie z udziałem 7000 niepełnosprawnych osób, w tym z Polski, pełne skupienia i … nadziei. (zdjęcia z maltańskiej pielgrzymki do Lourdes)

WIARA – maltańska pielgrzymka do Lourdes. Źródło: zakonmaltanski.pl

Robert będzie trenował, ale oczywiście dołącza się do prośby o wsparcie.

Jak to się zakończy od strony sportowej zobaczymy, od strony dobroczynnej – wszystko zależy od Was !

Podobnie jak w poprzedniej akcji, dla darczyńców przygotowaliśmy KONKURS z nagrodami ufundowanymi przez Sklep Biegacza. Działamy dalej. Tomek Tarnowski -:)

Jak pomóc

[foto tytułowe: wózki z osobami niepełnosprawnymi Lourdes. Źródło: FranceSoir – Francesoir.fr ]

odkrywamy kolejne granice ludzkich możliwości – prof. Wojciech Ratkowski

Kiedy biegałem maratony, to wszystko powyżej 42 km było czymś niezrozumiałym. Uważałem, muszę się do tego przyznać, że ultramaratony (ultra biegi) są dla tych „słabszych”, którzy nie sprawdzili się na klasycznym, maratońskim dystansie. Nie uzyskali zadawalających ich rezultatów, więc próbują „zaistnieć” gdzie indziej. Dopiero po latach przyszło „zrozumienie”. Oni osiągnęli coś, na co mnie nie było stać. Oni  byli po prostu lepsi. W sporcie miarą wielkości człowieka może być wynik, jaki uzyskał. W życiu liczy się coś innego. Mogą to być nowe wyzwania, związana z ich realizacją tytaniczna praca, przekraczanie granic, zdawałoby się nie do przekroczenia. I ciągłe, nowe wyznaczanie celów i ich realizacja. A przynajmniej dążenie do ich realizacji. Bo jeśli chcesz coś osiągnąć, musisz ciężko trenować, niekiedy na granicy swoich możliwości. A tych tak naprawdę do końca nie znamy.  Np. 50 lat temu maraton był czymś niewyobrażalnym dla statystycznego obywatela (nie używam pojęcia „przeciętnego człowieka” bo nie jesteśmy przeciętni), zarezerwowanym tylko dla nielicznych. Obecnie setki tysięcy ludzi pokonują ten dystans.

Człowiek w tym okresie nie zmienił się. Ale zmieniło się myślenie o maratonie. Ci co go przebiegli, pokazywali tym, którzy chcieliby biegać, że można to zrobić, tylko trzeba spróbować (przygotować się i pobiec ).  Pokazali, że nasz organizm to wytrzyma.

Przemek Miarczyński (z lewej) – windsurfer – 4 krotny Olimpijczyk, podczas debiutu na 42km, w ramach 3 akcji Zakon Maltański Ekstremalnie, miał unikalne wsparcie. Wielcy maratonu – Wojtek Ratkowski ( w środku) i Jurek Skarżyński  (z prawej) pobiegli z PONTEM po 1/2 dystansu dyktując tempo. Foto- tuż przed metą maratonu Dębno 2017.

„Ultrasi” przesuwają granice ludzkich możliwości jeszcze dalej. Bez  ich wyczynów nie byłoby postępu w sporcie i w nauce. Dopiero zaczynamy się uczyć, jak naprawdę powinien funkcjonować nasz organizm. Jeżeli porównamy go do samochodu, który ma standardowo 4 biegi (bez wstecznego), to statystyczny „obywatel” jest aktywny fizycznie na poziomie 1 biegu.

Ci bardziej wysportowani to 2 bieg, 3-4 bieg przypisany jest dla zawodników trenujących kilka razy w tygodniu. Elita, a do niej zaliczam też tych, którzy daleko wychodzą poza przyjęte dla nas wyobrażenia o treningu, mają 5, 6 a nawet 7 bieg (jak w najlepszych i najdroższych autach). I tych biegów używają.

Czy my mamy więc pozostać na swoim 1 lub 2 biegu ? Ile wytrzyma silnik w samochodzie, którym jeździmy tylko na jedynce? Czy nasz organizm nie potrzebuje większej pracy?

Dlatego darzę „ultrasów” wielkim szacunkiem i podziwiam za wytrwałość i determinację w pokonywaniu barier, które z jednej strony sami sobie narzucają, ale z drugiej nie mają wcale pewności, czy uda się im je przekroczyć. A pomimo to nie rezygnują i wytyczają drogę nie tylko sobie, ale przede wszystkim nam, choć może nie do końca zdajemy sobie z tego sprawę.

Wojtek Ratkowski

PS – Wojtek, zakochał się w Biegu Rzeźnika i też jest ultrasem. Wojtek pomagał przygotowywać się fizycznie Markowi Kamińskiemu do wypraw na bieguny; jest dobrym duchem programu Zakon Maltański Ekstremalnie.  

Twórcy akcji

Maraton poniżej 2 godzin?


Idę na trening biegowy z Wojtkiem Ratkowskim i chcę się dopytać o te 3 maratony Roberta na końcu triathlonu, bo któż lepiej ma wiedzieć niż Mistrz Polski w maratonie. Pomijając oczywistości jak to, że zawodnik musi być przygotowany, zagadnienie jest ciekawe z punktu widzenia fizjologii. Otóż węglowodanów (glikogen w mięśniach) starcza na ok. 1,5 -2 godzin biegu maratońskiego – (~ 2000 kcal), potem, bez dodatkowego jedzenia ciężko, przychodzi „ściana”, czyli osławiony kryzys. Robert po pływaniu (11,4km) i rowerze (540km), nie będzie miał glikogenu w mięśniach. A tłuszcz? Przecież można wolniej się poruszać i „jechać na tłuszczu”. Tylko, że już teraz, przy ogromnym treningu, Robert nie ma rezerw tłuszczowych. Na wykładnię Wojtka musimy poczekać …

A to co najciekawsze w maratonie odbędzie się już w (najbliższą) niedzielę, 22 kwietnia, w Londynie. To najbardziej prestiżowy bieg, z rewelacyjną obsadą. Na starcie pojawią się, m.in.: pochodzący z Somalii, Brytyjczyk – Mo Farah, który dominował przez wiele lat na arenach lekkoatletycznych na dystansach 5m i 10km. To Ronaldo świata biegowego, choć jego życiówka w maratonie – 2:14 – nie stawia go w roli faworyta. Tyle, że Mo Farah potrafi planować … swoją karierę.
Niezwykle interesujący będzie występ Kenijczyka Eliud Kipchoge. Otóż ten Pan wziął udział w eksperymencie – ‘breaking 2’- organizowanym przez Nike.

breaking 2 model – źródło NIKE

Przez 3 lata wybrani zawodnicy szykowali się do specjalnego biegu maratońskiego, którego celem było złamanie 2 godzin. Uważa się, że bieg w tempie 2min 50s / km na tym dystansie jest mało realny. Człowiek w sile wieku, aktywny na poziomie rekreacyjnym, nie utrzyma takiej prędkości (21km/h) przez 50 metrów! Wracając do finału ‘breaking 2’ – 6 maja 2017, tor wyścigowy F1 – Monza pod Mediolanem, godzina 5:45, jeszcze ciemno, chłodno, bez publiczności, ekipa, sędziowie, sponsorzy i trzech śmiałków.

źródło: NIKE

Eliud Kipchoge (ur. 1984 – KEN) – 2:03:05

Lelisa Desisa (ur. 1990 – ETIO) 2:04:45  [ustanowiony podczas debiutu]

Zersany Tadese (ur. 1982 – ERYT) 2:10:41 [ Rekord Świata w półmaratonie  58:23 ]

Tor Monza – F1 – Początek testu „breaking 2”   – 3 zawodników + pacemakerzy źródło: letsrun.com

Wybrani pacemakerzy, zmieniający się płynnie co kilka kilometrów, precyzyjnie pilnują tempa, podają płyny, motywują. Dwóch zawodników ocenia, że nie utrzyma dalej intensywności biegu, rezygnują. Ostatecznie do mety zmierza tylko Kipchoge.

pacemakerzy prowadzą Eliud Kipchoge źródło: Spectator Life

Czas 2:00:25 – zabrakło 25 sekund. Ten wynik nie będzie formalnie uznany za rekord w maratonie, gdyż zasadą jest, że maraton to bieg uliczny. [Na końcu załączam link do świetnego reportażu National Geographic.]

Jestem przekonany, że w Londynie miliony będą patrzyły na Eliuda, którego najlepszy wynik sprzed 2 lat z Londynu wynosi 2:03:05. Na starcie pojawi się wielu wybitnych zawodników z czasami poniżej 2:05, oraz kobiet z rekordami poniżej 2:20. Warto obserwować, bo to „Himalaje” imprez biegowych, a wynik  2:02:57, uznawany za aktualny rekord, czeka.

Kiedy pytałem Roberta o jego najlepszy wynik w maratonie, to nie pamiętał dokładnego czasu, gdyż nie biega na tym dystansie w sposób indywidualny (poniżej 2godz. 50 min.) Jednak, po pewnych obliczeniach oszacował, że fizycznie jest przygotowany na bieg poniżej 2 godz. 30 min.

Jak wspominałem w lutowym wpisie, aby pobiec renomowany maraton trzeba mieć szczęście w losowaniu. W Londynie zapisy trwały 5 dni i zebrały 380 tys. chętnych a miejsc raptem jest 40 tysięcy. Ze względu na pojemność arterii miejskich, za graniczną ilość uznaje się 50 tysięcy uczestników. A jak radzą sobie inne miasta?
2016 / 2015 r. –
Copenhagen Marathon  8 371
Stockholm Marathon 9 500
Madryt Marathon 10 000
Brighton Marathon 11 000
Athens Marathon 11 800 [18 000 [15 r.]
Marathon Hamburg 12 000
10. Maraton w Amsterdamie 12 359 (15 r.)
9. Marathon Rotterdam 12 814 (16 r.)
8. Dublin Marathon 12 938 (15 r.) na starcie 20 000 (17 r.)
7. Frankfurt Marathon 13 662 (15 r.) na starcie 27 000 (17 r.)
6. Maratona di Roma 13 881 (16 r.) na starcie 15 000 (17 r.)
5. Maraton Valencia 14 088 (15 r.)
4. Marató Barcelona 16 506 (16 r.)
3. Berlin Marathon 36 000 (16 r.) 39 150 (17 r.)
2. Virgin London Marathon 39 200 (16 r.) 39 500 (17 r.)
1. Marathon de Paris 41 801 (16 r.) 43 754 (17 r.)

W Polsce w 2013 w jesiennym PZU Warsaw pobiegło 8506 osób, w 2015 wiosenny Orlen Warsaw odebrał tytuł największej imprezy z wynikiem 7351 uczestników, a w zeszłym roku (2017) liczba ta spadła do 6592. Bieganie zanika? Nie, rozwija się. W 2016 r. w Polsce ok. 46 tys. osób przebiegło maraton w 106 zarejestrowano biegach maratońskich, z czego 38 miało ponad 100 uczestników, natomiast kilka biegów zostało odwołanych, ze względu na brak frekwencji. To pokazuje, że rynek niesiony popularnością zaczął tworzyć mikro imprezy, które nie wytrzymują próby i znikają. Statystyki biegaczy mierzone są w różny sposób – ilością biegów ulicznych na 5-10 km, półmaratonów … wielkością sprzedaży butów w specjalistycznych  sklepach, i ta krzywa rośnie. Ponoć, w Polsce mamy 2-3 mln biegaczy. Kwestią czasu jest, by część z tych osób pojawiła się na królewskim dystansie.

Tomek Tarnowski

‘Breaking 2’ – National Geographic https://www.youtube.com/watch?v=V2ZLG-Fij_4


wyniki London Marathon 2018

Piękna pogoda i wysoka temperatura zadecydowały i rekord nie został pobity, choć trzech znakomitych zawodników długo biegło w tempie, które pozwoliłoby poprawić czas Dennisa Kimett (2:02:57). Eliud Kipchoge uzyskał 2:04:27, Etipczyk Tola Shura Kitata 2:05:00, a gwiazda stadionów LA – Mo Farah pobił o 45 sek. rekord Wlk. Brytanii (po 33 latach) uzyskując 2:06:32.

Najlepsza wśród pań Kenijka Vivian Cheruiyot (2:18:31), druga, również Kenijka Brigid Kosgei (2:20:13), trzecia Etiopka Tadelech Bekele (2:21:30).

Optymalne kalorie

60 – 70% dziennego zapotrzebowania energetycznego zużyjemy na procesy życiowe, regulacja temperatury zabierze kolejne 10% i tylko 20-30% zostaje na wysiłek fizyczny. Maratończyk podczas biegu spali ok. 3500 kcal. Pracujący fizycznie mężczyzna potrzebuje ok. 3000 kcal dziennie. Robert podczas codziennych treningów pochłania około 3000 kcal „zdrowej energii” i ok. 2000 kcal różności. Jakość energii pewnie też ma znacznie, więc dopytuję Adama Ogrodowczyka, trenera personalnego, a zarazem właściciela Cateringu Dietetycznego Food &  Fit, który wspiera żywieniowo Roberta podczas przygotowań do Mistrzostw Świata.

AO – „Skupianie się tylko i wyłącznie na kaloriach, które szybko możemy dostarczyć z jedzenia typu Fast Food oraz słodyczy, nie jest najlepszym rozwiązaniem. Wiemy na pewno, że na sukces sportowca składa się dobry trening, dobrze zbilansowana dieta oraz – bardzo ważna – odpowiednia regeneracja. W momencie gdy zabraknie jednego z tych elementów, nie osiągniemy optymalnych rezultatów.  Od czasu gdy Robert stosuje naszą dietę ma więcej czasu dla siebie, na trening, który zajmuje czasami 8 godzin  oraz regenerację. Czas jest bardzo ważny, ale to nie jedyny czynnik, który zyskuje korzystając z gotowych posiłków.

W żywieniu w sportach wytrzymałościowych bardzo istotnym elementem są węglowodany, które mają za zadanie dostarczyć energię potrzebną do wykonania pełnowartościowego treningu oraz uzupełnić utraconą energię po treningu. Tłuszcze są kolejnym, cennym produktem energetycznym, natomiast białko odgrywa bardzo istotną rolę w procesie regeneracji. Organizm sportowca, a zwłaszcza Roberta, potrzebuje ogromne ilości kalorii i to możliwie wartościowych. Dla zobrazowania różnicy w posiłkach podam przykład szybkiej przekąski oraz pełnowartościowego posiłku po treningu. Big Mac plus Frytki i cola to około 1300 kcal. Co dostajemy po takim posiłku? Mnóstwo tłuszczów przetworzonych, kiepskiej jakości węglowodany, dużo cukru i trochę białka. Dla porównania – stek z wołowiny 200 gr, 100 gr ryżu oraz warzywa. Dostajemy 970 kcal skomponowanych w taki oto sposób: 64 gramy pełnowartościowego białka, które regenerują mięśnie, 92 gramy węglowodanów czystej energii, oraz 32 gramy dobrej jakości tłuszczów. Taki zestaw jest zdecydowanie lepszym rozwiązaniem”.

Cateringu Dietetycznego Food & Fit – źródło Robert Karaś -Robert na rowerze stacjonarnym trenuje czasem 5-6 godzin, w tym czasie spożywa normalny posiłek, i .. pewnie ogląda jakiś film -:)

Robert włączył tzw. „dietę pudełkową” do swojego programu, jest z tego rozwiązania bardzo zadowolony, jest ona zdrowa, wygodna, poza tym – jak widać na zdjęciu – jest w stanie odżywiać się podczas treningu, a to jest koniecznym elementem przygotowań. Więcej na stronie https://foodandfit.pl/

Z wykładu Profesora Kazimierza Ciechanowskiego (również maratończyka) pamiętam, że u przeciętnego człowieka treść żołądka opróżnia się w ok. 85 minut, a u wytrenowanego sportowca w 65 minut. Podobnie jest z wchłanianiem płynów, osoba niewytrenowana wchłania do 600 ml wody na godzinę, zaś wytrenowana nawet 1 litr.

W stanie spoczynku przez nasz organizm przepływa ok. 5 litrów krwi na minutę, a przy wysiłku 25 litrów krwi, głównie kierowanej do mięśni i na początku również do mózgu – stąd powiedzenie, że – podczas godzinnego joggingu rozwiążesz większość problemów – … ale –  pewnym momencie wzrasta temperatura i zaczynamy się pocić, co wymaga 4x większego przepływu krwi przez skórę, co odbywa się kosztem dotlenienia mięśni. W tej sytuacji nasz organizm nie ma możliwość zajmowania się żołądkiem i trawieniem, a przecież w wyścigu 30 godzinnym regularne odżywianie, np. co 30 minut, jest niezbędne. Wszystkie możliwe dolegliwości „żołądkowe” wynikają z niedokrwienia przewodu pokarmowego, intensywności wysiłku, mechanicznych wibracji i to proporcjonalnie do stopnia niewytrenowania.

Przepływ krwi w przewodzie pokarmowym zmniejsza się do 20% wartości spoczynkowej, a w wątrobie do 35-40% wartości spoczynkowej i to jest dodatkowy kłopot, gdyż wątroba jest magazynem glikogenu wątrobowego, a więc źródłem glukozy dla mięśni. Z każdym kilometrem biegu, jak również wyższą temperaturą, przepływ krwi zmniejsza się jeszcze bardziej z powodu odwodnienia. Gdy biegniemy wolno nasz organizm ma czas na adaptację, która ochroni przez kłopotami, ale problemy mogą zacząć się już przy biegu na poziomie 70-75% HRmax – czyli bieg w 2 zakresie, a tak jest podczas wyścigu.

Według Profesora przed startem warto unikać produktów mlecznych, tłustych, białkowych, ponieważ one najdłużej zalegają w przewodzie pokarmowym. Ekspert skreśla również pokarmy bogate w błonnik – odciągają bowiem wodę i długo zalegają; pokarmy oraz napoje bogatych we fruktozę, nie zaleca również dużego ładunku glukozy tuż przed startem, gdyż nie zdąży się wchłonąć i zwiększając stężenie, de facto odwadnia.

Moja dotychczasowa dieta miała na celu zbicie wagi – udało się. Jadłem wszystko, ale wzmocniłem obecność czerwonego buraka i pieczarek, częściowo zastępujących mięso, regularnie jabłka i kiszonki, które zimą i wiosną świetnie uzupełniają witaminy i regulują ustrój pokarmowy.

Wojtek Ratkowski przed swoim rekordowym biegiem na 42km (2h 12min 49s) w 1984 roku, rozgrywanym po południu, miał następującą dietę – rano zupa mleczna, kanapki z dżemem a trzy godziny przed startem jakiś kotlet, ziemniaki i chyba odpuścił cebulę oraz kapustę. Takie były czasy -:).

Podczas wyścigu na dystansie podwójnego ironamana (2017) i bicia Rekordu Świata, Robert zjadał co około pół godziny żela energetycznego, ale w pewnym momencie żołądek przestał współpracować, bardzo pomogła wołowina i blendowane truskawki. Jurka Górskiego, podczas podwójnego ironmana w 1990 roku, ratował rosół, ja na HARDĄ zabiorę m.in. gotowane ziemniaki w łupinach.

Kończę parafrazując słowa Billa Rodgersa, jednego z najlepszych amerykańskich maratończyków: „więcej maratonów jest przegrywanych w toi-toiach”.

Maltański program senioralny wydaje codzienne posiłki, możliwie kaloryczne. Osoby korzystające nie liczą w swojej diecie kalorii, są po prostu głodne. Wsad do kotła pozyskujemy głównie z darowizn prywatnych osób – dziękujemy. Ta akcja charytatywno – sportowa ma na celu wsparcie maltańskiego programu senioralnego.

Tomek Tarnowski

1% – KRS 0000174988
Fundacja Polskich Kawalerów Maltańskich w Warszawie „Pomoc Maltańska”

Maltański Klub Seniora – codziennie wydawane posiłki

 

Robert Karaś wywiad dla TV Polsat Sport + Wydarzenia Polsat

Wydarzenia TV Polsat 14 kwietnia 2015
http://www.polsatnews.pl/wideo-program/20180414-wydarzenia-1850_6709260/

zapowiedź 1 min 12 s i główny materiał 20 min 40 s


Telewizja Polsat Sport – 20 minutowy wywiad z Robertem

http://www.polsatsport.pl/wiadomosc/2018-04-12/robert-karas-wystartuje-w-ultra-triathlonie-jak-sobie-poradzi/


1% – KRS 0000174988
Fundacja Polskich Kawalerów Maltańskich w Warszawie „Pomoc Maltańska”

540km na rowerze – dzisiaj mnie przeraża – rozmowa z Markiem Szerszyńskim, ekspertem naszej akcji.

Tłumy przy trasach wielkich tourów kolarskich, trzytygodniowe transmisje telewizyjne pokazują jak wielką popularności i biznesowe znaczenie ma kolarstwo. Giro d’Italia, Vuleta a Espania i Tour de France, to najważniejsze i najbardziej wymagające toury rowerowe. Mają wszystkie atrakcyjne elementy, od jazdy indywidualnej na czas, najbardziej emocjonujące górskie odcinki, po długie etapy dochodzących do 250km, oczywiście mają swoich bohaterów, rewelacyjnych komentatorów i wielomilionową publiczność – to wydarzenia kompletne. Aby wystartować drużyna musi zakupić licencję i powinna wytrzymać uczestnictwo w tych 3 imprezach. Najbogatsi dysponują rocznie budżetami sięgającymi 40 mln euro, a zawodnicy otrzymują kontrakty stałe, plus część z równo dzielonych, pomiędzy zawodników, premii i nagród. Najlepsi zarabiają kilka mln euro, a do tego, indywidualne kontrakty reklamowe.

Po sławę i pieniądze zaczęto ścigać się po koniec XIX wieku, w wyścigach jednodniowych. Niektóre z nich nazywamy dzisiaj kolarskimi monumentami, pewnie ze względu na swoją długą i mocną tradycję.

Najstarszy z 5 monumentów to belgijski Liege-Bastogne-Liege, nazywany również „Staruszką”, który swoje początki ma w 1892 roku. W rowerowym świecie uznawany za jeden z najtrudniejszych, gdyż trasa 250km w Ardenach składa się z licznych stromych podjazdów. Z Polaków nikt nigdy nie stanął na podium.

Léon Houa zwycięzca pierwszej edycji wyścigu 1892 zorganizowanej przez gazetę L’Expresse. Źródło: https://en.wikipedia.org

Paryż-Roubaix podobnej długości –  259km – nazywany „Piekłem Północy” istnieje od 1896 roku, później zyskał przydomek  „Królowej Klasyków”, pewnie za sprawą 55 km po 19 – wiecznym bruku. Odcinek ten sprawdza trwałość maszyn i ludzi, a niesamowite kraksy na śliskiej, nierównej nawierzchni są stały elementem wyścigu. Tu również Polacy nie zapisali się na czołowych miejscach.

Znalezione obrazy dla zapytania Paryż-Roubaix
Paris – Roubaix : źródło cyclingnews.com

Giro di Lombardia, albo „Wyścig Spadających Liści”, organizowany jest, od 1905 roku, na zakończenie sezonu. Ponad 240km, prowadzi m.in. przez  Madonna del Ghisallo, sanktuarium Matki Boskiej Patronki Kolarzy, bo jest i taki patronat! Tu Rafał Majka wywalczył 3 miejsce w 2013, Zenon Jaskuła był 14, w roku 1994, a nasz ekspert kolarski, Marek Szerszyński, zajął 18 miejsce w 1990.

Podobny obraz
Jesień często zaskakiwała pogodą, w 1928 – powódź zalewała drogi, ale wyścig się odbył – źródło: www.pezcyclingnews.com

W 1907 roku zaczęła się historia Mediolan – Sanremo – „Primavera”,  albo „La Classicissima” i, z dystansem 300km, jest to  najdłuższy z 5 monumentów. Tu w 1999 roku po brązowy medal sięgnął Zbigniew Spruch, a w 2017 wygrał Michał Kwiatkowski.

Znalezione obrazy dla zapytania Michał Kwiatkowski Mediolan - San Remo
20.03.2017 – Michał Kwiatkowski pokonuje na finiszu Petera Sagana i Julian Alaphilippe’a . źródło http://www.cyclist.co.uk/news/ – foto Jack Elton-Walters

Ponętnie  brzmiąca nazwa – „Flandryjska Piękność” czyli Ronde van Vlaanderen, (1913) może brzmieć zwodniczo, otóż trasa wiedzie przez wzgórza Flandrii. Liczne podjazdy, często wybrukowane, są bardzo strome a jedno nachylenie, ponad 20% powoduje, że niektórzy kolarze schodzą z rowerów. Zbigniew Spruch, na tej „drodze krzyżowej” – bo i taka nazwa funkcjonuje – wszedł dwukrotnie do pierwszej dziesiątki.

Znalezione obrazy dla zapytania Ronde van Vlaanderen
Flandryjska Piękność – źródło: http://www.tourclubrijssen.nl

W Polsce, w 1928 roku ruszył Tour de Pologne, 25 lat po Tour de France, więc zważywszy na czas odbudowy państwa polskiego, to bardzo szybko. A wracając do pieniędzy, aktualnie „polską pętlę” można zorganizować za 4-5 mln euro, zwycięzca może wywalczyć 10 tys. euro + samochód, co jest wyraźnie mniej od ok. 2 mln euro nagrody głównej w dużych tourach.

Tyle w przybliżeniu. Jak widać, 300km to górna granica dla klasyków jednodniowych. Chce dopytać o kilka szczegółów Marka Szerszyńskiego, eksperta naszej akcji, byłego zawodowego kolarza, medalisty Mistrzostw Polski, uczestnika tych wielkich wyścigów, bez pomocy którego Lech Piasecki, nie zdobyłby tytułu Mistrza Świata w 1985 roku. Marek prowadzi sklep i serwis rowerowy w Sopocie, przy ul. Dworcowej 1, tuż przy głównej poczcie. Skoro sklep to pytam od razu ile kosztują rowery tych zawodników, których teraz obserwujemy na wielkich tourach, i czy one są w normalnej sprzedaży ?

MS – Taki rower można kupić za 50 tysięcy złotych, a cena najdroższych, czasowych może dochodzić do 80 tysięcy. To „wyścig zbrojeń”, gdzie para kół karbonowych kosztuje 30 tysięcy złotych, konstruktorzy zmierzają w kierunku ograniczenia wagi, choć tu wprowadzono limit do 6,7 kg dla rowerów szosowych, które widzimy na wyścigach, ale maszyny torowe potrafią ważyć i 4,5 kg.   

Jak szybko zużywają się takie rowery?

MS – Zawodnik klasowy wymienia rowery raz na rok, a używa ich 3 do 4. Inne są do jazdy po górach, inne na płaskim, jeszcze inne do jazdy na czas, a do tego zapasowy. Potem takie rowery przekazywane są innym zawodnikom, dalej juniorom i mogą jeszcze służyć amatorom. Trochę jak z samochodem, trzeba wymieniać części, hamulce według zużycia, a np. łańcuch co 3000km, kasetę co 5000km. Dobrze utrzymywane rowery mogą służyć długo.

Jaki najdłuższy dystans jechałeś w wyścigu?

MS – Sanremo 320km i to jednocześnie był mój najdłuższy jednorazowy przejazd. Zawodnik przygotowany zniesie to dobrze, aczkolwiek w klasycznym kolarstwie jest to górna granica. Zmęczenie wychodzi dzień później, a najlepszym odpoczynkiem jest luźna jazda 30-50km.   

Prędkości ..

MS – Średnie prędkości na wyścigach to 45km/h, a na Giro Lombardia z wieloma długimi podjazdami, o nachyleniu 10%, gdzie prędkość spada do 15km/h, średnia wychodzi 38km/h. Z tym schodzeniem kolarzy z rowerów, to jest tak, że podjechać 20% potrafią, a schodzą niektórzy z rowerów, bo gdy peleton dojeżdża do stromego i bardzo wąskiego podjazdu, gdzie tworzy się „buła”  niektórzy hamują do zera i wolą zejść niż cisnąć się w tłoku na ściance. Z kolei na zjazdach prędkości przekraczają 100km/h. Rekord, w ogóle? – Chyba 250km/h w jakiś warunkach aerodynamicznych, ale to już laboratorium.  [268 km/h za osłoną aerodynamiczną, i 133 km/h na szosie. ]

Pojawia się kryzys i co robi kolarz?

MS – Jazda najczęściej jest w peletonie, więc nie ma poczucia samotności, można się schować, puścić nogi, jechać „na kole”, więc stan wyczerpania, maratońskiej ściany, nie jest częsty.  Z drugiej strony jest kalkulacja, może lepiej zejść i wystartować za tydzień, za miesiąc. Chyba, że jest to wyścig wieloetapowy i trzeba dojechać. Najczęściej na etapach górskich, gdzie peleton się rwie i trzeba pracować samemu, niektórzy mają swoje „dożynki” i dojeżdżają samotnie, nawet i godzinę po wszystkich.

Co sądzisz o dystansie 540km w potrójnym ironmanie, rozgrywanym w pętli kilku kilometrowej?

MS – dzisiaj to mnie przeraża … 540 km to bardzo daleko, a do tego trzeba potem pobiec trzy maratony. Niewielu ludzi na świecie jest w stanie zrobić coś takiego. Cóż, 540 km, pewnie zajmie jakieś 15 godzin, i ten czas trzeba wysiedzieć na siodełku. Nie mam dobrych rad, bo Robert pewnie wie wszystko, czego ja nie wiem, do tego zakładam, że zrobi dwa, trzy długie wyjeżdżenia po 300km, bo to jedynie nauczy ciało długotrwałej pozycji siedzącej. Poza tym, warto pamiętać, by nie rozpędzać się na początku, że wielu padło „z głodu”  – czyli regularne odżywianie, no i systematyczna gimnastyka podczas jazdy, by nie doszło do zesztywnienia ciała. Największym zagrożeniem, według mnie, jest chłód i wiatr, wielu przez to rezygnuje – zatem życzę pogody.

A jak Robert będzie w Trójmieście zapraszam na weekendową przejażdżkę – ok. 100km – po kaszubskich pętlach. 

 

  1. w wywiadzie dla ONET.PL – Lech Piasecki – jedyny polski kolarz, który zdobył Mistrzostwo Świata amatorów i zawodowców tak wspomina:

Całość:  https://sport.onet.pl/kolarstwo/syn-wiatru/41ttw

…Po mistrzostwach świata w Giavera de Montello mówiono o panu jako o „burzy piaskowej”, tak śmignął pan rywalom na ostatniej prostej.

– Mistrzostwa świata były ukoronowaniem wspaniałego sezonu. Tam bardzo pomógł mi Marek Szerszyński, który na ostatnich kilometrach likwidował wszystkie ucieczki. Dzięki temu zostawił mi bardzo dogodną pozycję do finiszu. Ja zawsze powtarzam, i powtórzę to jeszcze raz, połowę mojego złotego medalu mistrzostw świata należy do Marka Szerszyńskiego…

[foto tytułowe pochodzi z artykułu j.w.]

Marek Szerszyński i Lech Piasecki 2017 źródło: FB https://www.facebook.com/rowery.sopot/

kontakt z Markiem Szerszyńskim

www.facebook.com/rowery.sopot/

www.alter-rowery.pl

Tomek Tarnowski

 

 

Wielkanoc – życzenia

pokory, która pozwala zapomnieć o sobie

rzeźba Michała Anioła (stworzona ok. 1498–1500) znajduje się w Bazylice Św. Piotra w Rzymie. Te krótkie życzenia zainspirowane zostały pewnym wpisem na FB Ks. Krzysztofa Niedałtowskiego – dziękujemy.

Jurek Górski – MUSISZ BARDZO TEGO CHCIEĆ

Z Jurkiem Górskim rozmawiam telefonicznie, nie nagrywam tylko notuje, nie chodzi o sprawozdanie, precyzyjny zapis a raczej złapanie tych delikatnych wątków, które tworzą ultra – ultra odległości, problemy, motywacje. Cz.1

– czy dystans 2x ironman był najcięższą przeprawą?

JG – Nie.  Najcięższą sportową przeprawę miałem na 100 mil – The Western States 100-Mile Endurance Run. ( To jeden ze starszych (1974) stumilowych biegów górskich, rozgrywany w Kaliforni, ze startem w Squaw Valley i metą w Auburn. Przewyższenia są ogromne, zawodnicy startują z ok 1800mnpm, wspinają się na ponad 2700, kończą natomiast poniżej poziomu startu. W sumie podbiegów w pionie (vertical) jest 5500+m.,  a zbiegów 7000-m.)

WYSOKO – 2017-Western-States-100-Jim-Walmsley – Photo iRunFar Jake Beiler

Wcześniej startowałem w maratonach, ironmanach, ultramanie, natomiast start w tym wyścigu, na dwa miesiące przed Mistrzostwami Świata w ultra triathlonie (2 x ironman), wymyślił Antoni Niemczak (rekord w maratonie 2:09 ), który zaprosił mnie do Stanów i pomagał w przygotowaniach. To miało być jak zaszczepienie przed chorobą. I dobrze. Pomimo, że miałem już spore doświadczenie, popełniłem techniczne błędy, tam poczułem jak ciało się buntuje, z powodu bólu nóg nie byłem stanie załatwić się w WC, na koniec asekurowany schodziłem ze schodów tyłem, podpierając się rękami, … a to tylko część doświadczenia.

– Zniszczony … 

JG – tak, ten bieg zdemolował mnie w dużym stopniu. Nie miałem pieniędzy, więc buty kupiłem na wyprzedaży, ale okazało się, że są nie do pary, a do tego za małe, czego nie czułem na krótkich treningach. WS100M zacząłem w mocnym tempie pokonując na początek 100km w około 10 godzin, w głowie miałem już srebrną klamrę (nagrodą jest klamra do paska od spodni, wykonywana ręcznie, srebrna dla tych, którzy ukończą poniżej 24 godzin, brązowa dla czasu poniżej 30 godz.), i wtedy pojawiły się problemy. Coraz dłuższe zbiegi – do 28km – powodowały, że stopy uderzały czubkami palców o przód butów, które, dodatkowo za małe, szybko zmasakrowały palce. Początkowo starałem się je podkurczać, ale to niewiele dawało, stopy puchły, w butach robiło się za ciasno, każdy okruszek, który wpadł do środka stawał się głazem. Czułem, że jest źle – krew, ropa, zmieszane z zerwanymi paznokciami tworzyły breję, a przede mną jeszcze 50 km. Miałem spory zapas czasu, ale w tym momencie zaczął się permanentny kryzys. Rozsypało się marzenie o srebrnej klamrze, zaczęła się walka z sobą, walka by ukończyć bieg.

Jurek Górski – stopy 2 dni po biegu, obok buty z wyciętymi przodami

– pojawiła się pokusa by zejść ? 

JG – Nie, tego nie miałem, ale obraz mojej walki dobrze pokazuje, że ostatnie 28km pokonałem w 8 godzin. Taki kryzys dopada i nie puszcza. Wszystko zaczyna się rozgrywać w głowie, szukasz rozwiązania, analizujesz i toczysz walkę ze swoim drugim ja, które woła, że warto odpuścić. To ciągły dialog i jeśli nie masz dobrze poukładanego celu i nie jesteś skoncentrowany na jego osiągnięciu, dopuścisz to łatwiejsze rozwiązanie.

WS100 profil – od prawej do lewej [meta] źródło: https://www.wser.org/course/maps/
– To jak wyglądała walka z samym sobą?

JG – Na początku szukasz rozwiązań technicznych. I tak na jednym z punktów odżywczych, pożyczyłem nóż i wyciąłem dziury w przodach butów uwalniając krwawą bryłę od ucisku. To nie był dobry pomysł, przede mną były kamieniste ścieżki, strumienie, piachy – bolało inaczej.

STRUMIENIE – westernstates_rivercrossing_1 źródło runnersworld.com foto Garet Millnet

Innym i dobrym akurat rozwiązaniem był kij, którym zacząłem się podpierać. To odciążało, ale kryzys nie mijał. Zacząłem się modlić – Boże daj mi ukończyć, pozwól bym doszedł. Myślałem o mojej Mamie, jak Ona będzie dumna kiedy się dowie, widziałem wszystkich, którzy czekali na mnie tam na mecie, to pomagało. Pomimo wielkiego kryzysu, ten wewnętrzny drugi Jurek, z pomysłem, by odpuścić i wejść w strefę komfortu, nie miał szans. W głowie miałem zadanie i cel. Myśl, by ukończyć podporządkowała decyzje i prowadziła prosto, pomimo że topniały szanse na klamrę brązową. Ważnym było wejście ‘pace makera’ – osoby, która może biec koło ciebie, ale nie za ciebie. To spora pomoc psychiczna, poza tym możesz przestać się koncentrować na wyznaczaniu tempa i pilnowaniu trasy. Pamiętaj masz prawo korzystać z dozwolonej pomocy i rób to! Walcz do końca.

– Jak radziłeś sobie z fizycznym bólem?

JG –Z jednej strony nieświadomość może pomagać, nie wiesz co cię czeka i czy może być gorzej. Ale, jeśli  nie znasz siebie do końca, to testowanie zachowań dopiero na zawodach może zawieść. Ja miałem przetrenowany ból z czasów kiedy wiłem się w narkotycznym głodzie, ciało wówczas bardzo cierpiało. Gdy pojawia się kryzys i bardzo boli, pojawia się taka myśl: – kurwa stań! Koniec, zejdź! Jeśli masz ten ból przetrenowany, wiesz, że można przez to przejść, byłeś już w takiej sytuacji, dasz radę. Tyle razy byłem w złej sytuacji i okazało się, że można – ta myśl bardzo mi pomagała.

– Modlitwa?

JG –Głowa poszukuje rozwiązań i sięga do Boga – doprowadź mnie na metę, proszę. To krótka i bardzo konkretna modlitwa, a w tle wizualizacja mety, czyli koniec cierpienia. Obraz taki powtarza się w głowie wielokrotnie, wyobraźnia zamienia cierpienie w radość i dumę. I znowu i znowu – te obrazy, taka prosta modlitwa, prowadzą cię dalej.

– Jak zakończyłeś WS100?

JG –Szczęśliwy ukończyłem w czasie 28 godzin. Wracając do domu, schody z samolotu pokonywałem tyłem, przy asekuracji stewardesy. Bardzo dużo się nauczyłem – np., że na terenowych biegach ultra najtrudniejsze są zbiegi, gdzie ciało spada i ogromnie przeciąża nogi, stopy puchną i powiększają się, dlatego buty muszą być bardzo dobrze dobrane. Poza tym, choć brzmi jak banał, ten sport rozgrywa się w głowie. Bez motywacji, wielokrotnego przepracowania celu w głowie trudno jest ukończyć trudny wyścig ultra.

srebrna, ręczni kuta klamra jest nagrodą za ukończeni WS100 poniżej 24h. Brązowa za ukończenie w limicie 30 godzin.

– Co byś dzisiaj powiedział Robertowi?

JG –Nie poznałem jeszcze Roberta, ale bardzo bym chciał i myślę, że takie nasze spotkanie przed startem mogłoby być bardzo ciekawe. To co zamierzacie, to co Robert Karaś zamierza, musi być jego celem i planem, musi tego bardzo chcieć. Reszta jest tylko pomocą i zabezpieczeniem: – ogłosiliśmy światu, – obiecaliśmy dać z siebie wszystko, to argumenty, które pomogą powalczyć z samym sobą w czasie ciężkiego treningu, podczas zawodów. Wiesz jak trudno wykonać na treningu ostatni interwał kiedy nie możesz złapać tchu, ledwo widzisz na oczy, jesteś sam, do zawodów jeszcze 4 miesiące, wokół krąży myśl – może jutro. Oczywiście podstawą jest przygotowanie fizyczne, bez niego, dystanse ultra, 2x ironman, czy 3x ironman są nierealne – ale o tym tu nie mówimy. Powtarzam, musisz się zaprogramować, inaczej nie dasz rady. Reszta argumentów, filozofia, którą dorabiasz – np., by ta próba jeszcze czemuś służyła, jest po to, by było łatwiej. Ale najważniejsze – musisz bardzo tego chcieć.

Rozmowę z Jurkiem Górskim (1 cz.) spisał Tomek Tarnowski – cdn…

zdjęcie nagłówkowe: Jerzy Górski. Źródło: aleteia.pl

 

za 678 km meta i CEL

Nogi muszą odpocząć, staje, ręką chwyta się płotu, drugą , na której wisi … siatka z zakupami – pół chleba i mały kefir – wyciera nos. To nie Robert, choć jemu na treningach też drżą nogi, ledwo dyszy, załzawionymi oczami patrzy na rozmazany świat, rękawem wyciera zasmarkany nos. Ten pierwszy to Pan Andrzej, 86 lat, samotny, o śniadanie musi zadbać sam, na obiad przyjdzie do „maltańczyków” – jeśli obiad będzie.

Maltański Klub Seniora – ćwiczenia – źródło FB Fundacja Św. Jana Jerozolimskiego

Zapytasz  Czytelniku, co ma projekt senioralny, czy pomoc dzieciom do wyczynów jednego z najwytrzymalszych sportowców na świecie? Cóż – chwilami mają się podobnie, a tak to nie ma porównania, no może jeszcze ta samotność na trasie.

samotni + bezdomni – Maltański Klub Seniora – źródło FB Fundacja Św. Jana Jerozolimskiego

Czasami na siłowni trener powie – ok. Robert teraz było dobrze – i brzmi to jak oklaski rodziców, których niepełnosprawne dziecko, za kolejną próbą, zrobiło pięć kroków, czy fikołka. Znowu podobny element, ale poza tym to dwa bieguny – najwytrzymalszy i najsłabsi.

Oczywiście, ekstremalnym wyczynem chcemy się wyróżnić i to już działa – media nas dostrzegły – wielkie dzięki, kibiców przybywa.

Zakon Maltański prowadzi różnorakie dzieła w całej Polsce, co w skrócie pokazuję w zakładce [ O NAS ]. Wsparciem seniorów zajął się tak, jak pewnie i Ty byś się zajął, gdyby do Ciebie przyszedł starszy człowiek, głodny, źle ubrany, wykluczony technologicznie. Dajesz gorącą zupę, a On wraca z prośbą o pomoc w wypełnieniu pisma, albo że zabrakło 2 zł na leki, no i już jesteś potrzebny, tzn. Twój czas, wiedza, umiejętności i czasem te 2 zł. Takich osób przybywa. Po  niedługim czasie razem już gotujecie zupę dla 50 osób, potem 300, w grudniu Wigilia, no i jest punkt spotkań, wsparcia: Poznań, Warszawa, Barczewo k. Olsztyna, Kraków, Toruń … za chwile inne miejsca, w których wolontariusze Zakonu Maltańskiego są aktywni. Program senioralny jest potrzebny, również dla 16+. To szansa na oderwanie się od wirtualnego świata, ćwiczenia w prezentacji opowieści, których rodzice nie zweryfikują, obieranie ziemniaków dla 300, miejsce by poczuć się lepszym.

Maltański Klub Seniora – codziennie wydawane posiłki

Fundacja „Przyszłość dla Dzieci” to inna opowieść. Jarek Tokarczyk, który kieruje wydawnictwem WM, stworzył kombajn medialny na Warmii i Mazurach, do którego prośby płyną szerokim strumieniem, więc 15 lat temu uruchomił fundację. Załatwiają konkretne potrzeby: zabiegi, wózki, pompy insulinowe, aparaty słuchowe … zaangażowali już ponad 6 mln zł, pod opieką mają kilkaset dzieciaków, a góra potrzeb coraz wyższa.

Co nas połączyło z Robertem Karasiem? Robert chce, by ogromny wysiłek jaki podejmuje jeszcze komuś służył. Bijąc Rekord Świata na metę wbiegł z biało – czerwoną flagą, ale nie jest w Kadrze Polski, bo takiej nie ma w tej dyscyplinie, nie otrzyma stypendium sportowego z centrali, w pewnym sensie samodzielnie musi o wszystko zadbać. Doskonale wie, jak samotność potrafi doskwierać podczas długich treningów i wyobraża sobie co znaczy wieloletnia samotność w przypadku seniorów, albo niepełnosprawnego dziecka.

Podczas kryzysów na trasie triathlonu będziemy przywoływać obrazy seniorów, niepełnosprawnych dzieci – najsłabszych, którzy mają trudniej, a do tego nie mogą nawet przegrać – bez wyjścia awaryjnego. Twoja obecność, jako kibica tej akcji (do lipca), będzie bardzo motywująca, jeśli możesz, daj znać na Facebooku, ewentualnie w komentarzu pod blogiem, zaproś innych, a jeśli Cię stać prześlij dowolną darowiznę na wybraną fundację i nie zapomnij o konkursie -:) [ zakładka – KONKURS ]. Świadomość, że nasza akcja dała radę będzie bardzo pomocna.

Tomek

ROBERT – wywiad TVN24

Start w wyścigu na 678km, tj. na potrójnym dystansie ironmana, wymaga ogromnych przygotowań fizycznych i mentalnych. Większość treningów, tzw. długich realizowana jest w samotności, te na basenie, siłowni, w otoczeniu innych osób bardzo pomagają psychicznie.

Niedawno TVN24 bis wyemitował 3 minutowy wywiad z Robertem zrealizowany 28 lutego br. (przepraszamy za słabą jakość dźwięku)

I jeszcze kilka zdjęć podczas demonstrowania takich ćwiczeń, które dla Roberta przygotował, odpowiedzialny za przygotowanie fizyczne, Piotr Benewiat z Gdańska.  To nie są proste ćwiczenia siłowe, na takie nie ma po prostu czasu. Piotr opracowuje zestawy, które mają za zadanie jednoczesne angażowanie wielu partii mięśniowych, rozwijają siłę, rozciągają, a do tego poprawiają stabilizację. Z pozoru wyglądają na łatwe, ale przy wielu powtórzeniach … – Spróbuj!

Piotr Benewiat ćwiczenia stabilizujące z Robertem Karasiem – Sopot sala SKŻ
Piotr Benewiat ćwiczenia z Robertem Karasiem – Sopot sala SKŻ

Bez obawy, nie będziemy w tym miejscu rozpisywali planów treningowych – a poza tym, takie plany rozpisuje właśnie teamkaras.pl , albo np. Piotr Benewiat.

Kilka ciekawostek ze sportowego dnia rekordzisty świata na podwójnym dystansie IM, – tylko odpowiedzi Roberta:

budzę się o 4 rano, 4:30 zaczynam trening …np. 20km, z tym że pierwsze 10km w tempie rozgrzewkowym 4:15-4:20/ km, drugie 10km w tempie narastającym, aż do 3:15/km. Przekąska i potem lekki basen – 5km. Odpoczynek i śniadanie. Odpoczynek drzemka i po 14:00 główny trening – w takim wypadku rowerowy.

trenuję 3x dziennie przez 6 dni,

bywa, że jem tuż przed treningiem, po to, by ćwiczyć żołądek – ma poprawić efektywność odżywania podczas wyścigu,

włączam również treningi nocne, tak by przyzwyczajać się do obciążeń o różnych porach doby.


1% – KRS 0000174988
Fundacja Polskich Kawalerów Maltańskich w Warszawie „Pomoc Maltańska”

HARDA – last ditch?

[foto tytułowe – Józek Krzeptowski Jr.] To trudny wpis, bo dla mnie HARDA to „WIELKA GÓRA”, która stanęła przede mną w styczniu. Wymagająca ogromnego wysiłku w przygotowaniach, wyrzeczeń przez kilka miesięcy i gwarantująca jedynie to, że będzie bardzo ciężko, może za bardzo. HARDA, albo inaczej HardaSuka, to najtrudniejszy na Świecie ekstremalny triathlon. Trudniejszy od Norsemana (zobacz – film przy 1 wpisie na blogu), Celtmana, czy Swissmana. Tu dystanse i przewyższenia zostały solidnie podkręcone. Pływania zamiast 3,9km jest 4,5km, a realnie płyniesz 5km, bo nie utrzymasz prostej linii. Oczywiście woda w górskim jeziorze na Słowacji jest zimna, albo bardzo zimna. Regułą jest, że kto dopłynie musi powalczyć zgrabiałymi rękoma ze zdejmowaniem pianki, co jest osobnym wyzwaniem i zanim wsiądzie na rower musi dobrze się rozgrzać, inaczej trudno podnieść głowę znad kierownicy i utrzymać prostą linię jazdy, a trasa,  dookoła Tatr,  wiedzie w ruchu ulicznym. Rower rozpocząć należy nie później niże 18:30 i do pokonania jest 225km z przewyższeniami 3 tys.m (suma metrów  w pionie = vertical). Zaglądam do opisów wielkich kolarskich wyścigów i tak, w Tour de France, etapy górskie mają ok. 150-200km i vertical między 2-5 tys. Są to najbardziej spektakularne dni trzytygodniowych zmagań kolarskich z morderczymi podjazdami i zjazdami rozpędzającymi 6kg rowery do 90km/h! Nas nie będzie widać, bo etap rowerowy zaplanowany jest jako nocny. Zaliczamy jednak strome podjazdy, m.in. pod Bukowinę Tatrzańską, Ząb i inne, które punktują dumę każdego kto dostał się na listę HARDEJ. Dodatkowo zawodników gonią limity czasowe, które nie pozwalają płynąć dłużej niż 2,5h, a z roweru trzeba zsiąść nie później niż o 8:00 rano. Najdalej w życiu przejechałem rowerem 180km ale po płaskiej trasie (2014 – pierwsza akcja = ironman za respiratory) i pamiętam jak ciężko było wypiąć się z żelastwa, nie mówiąc o rozpoczęciu biegu. A jednak jestem na liście startowej, jestem wśród 50 wojowników – duma wyświetla się raz na miesiąc i miesza z codzienną złością – po co!? Do tego bliskie otoczenie raczej wyrozumiałym milczeniem traktuje mój projekt – czytaj ‘zwariował’.

HARDA 2018 lista startowa

Rowerem mamy dojechać do parkingu przed Doliną Chochołowską i stamtąd zaczyna się 55km bieg, a w zasadzie marszobieg, z 5000m przewyższeń. Wielu z Was zna Tatry, więc poznacie trasę: start – parking – Dolina Chochołowska, schronisko – Wołowiec – Jarząbczy Wierch – Ornak – Schronisko na Hali Ornak – Czerwone Wierchy – Kasprowy Wierch – Schronisko Murowaniec na Hali Gąsienicowej – Krzyżne – Schronisko w Dolinie Pięciu Stawów – Świstówka – i meta przy schronisku nad Morskim Okiem, gdzie trzeba dotrzeć przed 22:00 – cały wyścig trzeba ukończyć przed upływem 30 godzin. W 2015, pogoda pozwoliła dokonać tego tylko 3 zawodnikom!

„Bieg Granią Tatr” (71km/ 5 tys. vertical), dłuższy o 16km, jest jednym z trudniejszych biegów ultra w Polsce. Wąskie ścieżki, głazy, kamienie, turyści na trasie, ogromne podejścia i nieprzewidywalna pogoda. Dokładnie to samo, tylko w nieco skróconej wersji, kończy HARDĄ.

Bieg Ultra Granią Tatr profil – źródło: http://www.graniatatr.pl/ – HARDA w znacznej cz. się pokrywa.
Bieg Ultra Granią Tatr profil – źródło: http://www.graniatatr.pl/ – pokrywa. Odejście trasy HARDEJ  niebieski kolor, w Dolinie 5 Stawów Polskich.

Jak do tego trenować? Jeszcze nie wiem, na razie biegam, zażywam kąpieli – bo tak chyba trzeba nazwać moje wizyty na basenie. Do roweru jeszcze się przyzwyczajam, bo czekam na sprzęt.

Po co? Tak mi się wydaje, że gdybym napisał do Was list, że Fundacja potrzebuje pieniędzy na pomoc starszym osobom, czy niepełnosprawnym dzieciom, nawet dorzucił tkliwe zdjęcia, uzasadnił, że Zakon Maltański to najstarsza instytucja charytatywna na Świecie, wiarygodna … to pewnie taki temat wpadłby od razu do kosza, podobnych próśb są tysiące. Od kilku lat, wspólnie z głównymi bohaterami naszych akcji, próbuję wyróżnić się z tłumu wołającego ‘help’ i zwrócić Waszą uwagę. Do tego staram się zgromadzić ciekawy, merytoryczny i prawdziwy materiał – to forma wdzięczności za Wasze zaangażowanie.

Myślałem, że poprzednia akcja z moim udziałem, będzie ostatnią, ale wyszło inaczej. „Las ditch” – ten angielski przymiotnik został mi w pamięci podczas słuchania historycznego audiobooka i pomyślałem, że dość dobrze pasuje do mojego udziału w 4 akcji – WIĘCEJ NIŻ IRONMAN.

„Last ditch” – przymiotnik w jęz. ang. ostatnia, ostateczna, rozpaczliwa – możemy dodać ‘próba’. Holandia przeżywająca rozkwit gospodarczy była łakomym kąskiem i tak w 1672 Anglia sprzymierzona z Francją napadła na Zjednoczone Prowincje Niderlandów. Wilhelm III Orański usłyszawszy ultimatum, że jeśli się nie podda, to jego kraj zostanie starty z map, miał odpowiedzieć: „istnieje jeden pewny sposób, dzięki któremu z pewnością nie ujrzę zguby mojego kraju – padnę w ostatnim rowie”.  Nie było łatwo, ale Wilhelm III Orański utrzymał się, poszerzył panowanie… i z czasem zasiadł na tronie Angielskim.

Foto tytułowe – użyczył Józek Krzeptowski Jr. – jest wspaniałe!

Tomek  cdn.

TOKIO Marathon – Prof. Jan Chmura

Zdobył Koronę Ziemi Maratonów a to oznacza, że przebiegł 42 KM na każdym kontynencie. Profesor Jan Chmura, fizjolog na Wrocławskim AWF zaczął biegać po 60 roku życia, by w wieku 66 lat uzyskać rekord życiowy 3 godziny 22 minuty! Nic za darmo, rok przed 70-tką, a On nadal wykonuje obciążenia treningowe sięgające nawet 100km / tygodniowo. Wszystko po to, by  przygotować się do długo oczekiwanego Maratonu w Tokio, na który próbował dostać się przez 3 kolejne lata. W końcu los się uśmiechnął   – 25 lutego 2018, po krótkiej aklimatyzacji Profesor staje na starcie jednego z największych biegów Świata.

Wspólnie z Profesorem Ratkowskim, byłym profesjonalnym maratończykiem, Mistrzem Polski z 1984 (2:12!) Jan Chmura jest ekspertem w naszej akcji. Obaj pomogą opowiedzieć o wysiłku, który czeka Roberta Karasia w triathlonowym wyścigu na 678km. Zadam również pytanie czy, po 50-tce, lepiej usiąść „pod gruszą” czy jednak można docisnąć maratonik, a co z HARDĄ? O wyniku Profesora z Tokio oczywiście poinformuje na blogu, w tym wpisie, oraz fejsie – zaglądajcie.

Prof Jan Chmura – maraton na Antarktydzie, źródło: http://azs.awf.wroc.pl/pl/

Biegi długie zaczynają być modne również w Polsce, wiedzą o tym Ci, którzy stają na starcie maratonów z liczbą 6-7 tysięcy uczestników i setki tysięcy wkurzonych mieszkańców, którym zablokowano kawałek miasta. Dlaczego zatem każda z dużych metropolii dąży do tego, żeby zorganizować taką imprezę? Bo to wielka promocja i ogromne pieniądze. Na maraton docierają biegacze z osobami towarzyszącymi, hotelik, posiłek, gdy nie zrobią życiówki nie demolują miasta, generalnie świętują w restauracyjce, przy lekkim posiłku i cienkim winku, … korzystają też z toalety – różnica jest! Do tego, biegowy biznes kręci się wiosną i jesienią, kiedy jest chłodniej.  Gadżety też są i to całkiem poważne, koszulki, worki, bidony to standard – a serie limitowanych butów biegowych wyglądają całkiem zachęcająco.

Asics-seria-limitowana-Tokyo – źródło Asics

Powiesz, że kilka tysięcy biegaczy to nic, a piłka  ściąga na stadion narodowy 55 tysięcy. Tak, u nas bieganie dopiero rośnie, ale zobacz dane z Tokio i Londynu. Profesor Chmura nie mógł się dostać przez 3 lata ponieważ chętnych jest ok. 300 tys., a miejsc „tylko” 35 tys., W Londynie zapisy trwały 5 dni i zebrały 380 tys. chętnych – pewnie w kolejnych latach ograniczą czas zgłoszenia. Okazuje się, że ze względu na pojemność arterii miejskich, graniczną ilością jest 50 tys. osób. Zawodnicy przed biegiem ustawieni są w długiej kolumnie i podzieleni na strefy czasowe, od najszybszych (elita) do najwolniejszych, a ci ostatni przecinają linię startu ponad 1,5 godziny po strzale startera – tyle trzeba czekać. Oczywiście każdy ma swój indywidualny pomiar czasu.

Profesorze – powodzenia!  Tomek

(foto nagłówkowe: tokyomarathon2016-źródło-www.japanbullet.com_.sport)


rezultaty - wpis z 2018-02-25

35 500 zawodników wystartowało o 9:00 rano. Pogoda w Tokio była dobra jak na maraton zimowy. Temperatura wahała się od 3 do 7 st C.

Yuta SHITARA ustanowił nowy rekord Japonii – 2:06:11, co jest o ponad minutę lepszym rezultatem od rekordu Polski Henryka Szosta, ustanowionego również w Japonii w 2012 (2:07:39 ). Zwycięzcą został Kenijczyk Dickson CHUMBA z czasem 2:05:30, wśród kobiet najszybciej pobiegła Etiopka Birhane DIBABA – 2:19:51.

Doszliśmy do nieoficjalnych wyników Profesora Jana Chmury, który osiągnął czas poniżej 4 godzin – 3:56:48. ! Czyli tempo 5’36” / km; prędkość  10,69 km/h. Pierwsze 10 km w ok. 53’51” min.

http://p.marathon.tokyo/numberfile/82557.html

Gratulujemy !

Ekstremalnie – tak po prostu.

Z 4 akcją wjeżdżamy na najwyższą orbitę sportów ekstremalnych, i gdy rozpoczynałem jej promowanie spotykałem się z różnymi reakcjami, także negatywnymi, że to niebezpieczne, a w ogóle po co? Szczerze mówiąc na szybko nie miałem dobrej odpowiedzi prócz tej, że – taki sport a przez niego łatwiej zwrócić uwagę na dobroczynny cel. Postanowiłem troszkę przepracować ten temat.

80 tysięcy lat temu współcześni ludzie skutecznie wyszli z Afryki i zadomowili się w zimnej Europie,  w XV wieku przepłynęli Atlantyk i odkryli nowe ziemie, krwawe operacje medyków w końcu doprowadziły do fenomenalnych osiągnięć w chirurgii. Z każdą z tych prób ludzkość ponosiła ofiary, i … robiliśmy krok do przodu. Czyli przekraczanie granic ogólnie ma sens, choć w momencie ich przekraczania, często sensu nie dostrzegamy. Widzimy raczej ból i cierpienie, a do działania pcha nas ciekawość oraz pasja.

Świetny wywiad Julii Lachowicz z Reinholdem Messnerem, bo szczery do bólu, pokazuje współczesne podejście do kwestii ekstremalnych wyczynów. [ fragment ]

„JL. Tak samo było ze zdobyciem Mount Everestu bez użycia tlenu? Nikogo pan nie pytał o zdanie?

RM. Gdy rozmawiałem z lekarzami i specjalistami, byli przeciwni. Silna choroba wysokościowa, krwotoki, uszkodzenia mózgu, nawet szaleństwo: nikt nie wiedział, czy ludzki organizm przeżyje na takiej wysokości, co się będzie z nim działo. Ani ja, ani mój partner Peter Habeler też nie wiedzieliśmy. Wchodzenie na Everest z tlenem nie było dla nas żadnym wyzwaniem.

JL. Ale po co tak ryzykować?

RM. Gdy w 1953 r. Edward Hillary i Tenzing Norgay jako pierwsi zdobywali Everest, robili to po to, żeby stanąć na szczycie. Ja natomiast chciałem lepiej poznać siebie i swoje granice. I im, i mnie się udało. Dwa lata później wróciłem na Everest, by zdobyć go samotnie. To był kolejny stopień mojej metafizycznej podróży w głąb siebie.”

Więcej:
http://www.national-geographic.pl/traveler/adventure/messner-kukuczka-byl-bez-szans

Surowo, szczerze do bólu.

Kiedy rozmawiałem z Robertem o jego początkach i drodze do rekordu świata, to otrzymałem podobnie lakoniczną odpowiedź.

RK – „Zacząłem od piłki ręcznej, potem było pływanie, którego nie do końca rozumiałem i przyszła przerwa, podczas której zobaczyłem obraz czołgających się na metę iron mana triathlonistów. Po pół roku treningu spróbowałem (2012) i zająłem 2 miejsce na pełnym dystansie [3,9 – 180 – 42]. Na mecie nie było tak źle, więc pomyślałem – trzeba w to iść. W 2014 zdobyłem Mistrzostwo Polski na tym dystansie, a dalej to już praca nad sobą”.

Sucho, bez bajkopisania. Ale chyba tak jest, że na szczycie wieje samotnością, więc co tu opowiadać. Messner nawet widoków nie podziwiał.

Gdy zadałem pytanie o to co sądzą znajomi, Robert odpowiedział

RK – „gdy rozmawiamy czuję, że ludzie nie rozumieją tych odległości, skali wysiłku. Nie wiedzą również, że ludzkie granice sięgają znacznie dalej – więc raczej trudno mi o tym opowiadać”.

Tomek T.

Jak pomóc

1% – KRS 0000174988
Fundacja Polskich Kawalerów Maltańskich w Warszawie „Pomoc Maltańska”

Dobroczynność i godność

Popielec. Znalezione w necie – w wolnym tłumaczeniu. Foto domena publiczna Facebook:

Zapytała go –  „po ile sprzedajesz jajka”.

Stary sprzedawca odpowiedział – „5 rupii jedno, proszę Pani”.

Powiedziała – „wezmę 6, ale za …25 rupii”.

Starzec odrzekł – „proszę, weź je po Twojej cenie. Może to będzie dla mnie dobry początek dnia ”.

Odchodziła z przelotną satysfakcją zrobienia dobrego zakupu, wsiadła do samochodu i pojechała na spotkanie  z przyjaciółką do restauracji. Wspólny czas biegł przyjemnie a jedzenie było wyśmienite, na koniec właściciel restauracji przyniósł rachunek na 1410 rupii. Wręczyła 1500 i dodała „dziękuję – reszty nie trzeba”.

Sytuacja z pozoru jest zwyczajna, ale też charakterystyczna – pokazujemy częściej naszą siłę i dominację względem słabszych i potrzebujących. Jednocześnie, gesty hojności kierujemy względem tych, którzy tego nie potrzebują.

Kupienie 5 jaj byłoby dobroczynnym gestem opakowanym w godność.


1% – KRS 0000174988
Fundacja Polskich Kawalerów Maltańskich w Warszawie „Pomoc Maltańska”

dwa wyzwania są aktualne

Komfort bycia kontuzjowanym zniknął. Opublikowaliśmy zapowiedź drugiego (mojego) wyzwania i muszę zmierzyć się z nierealnym. Robert Karaś podejmie próbę pobicia rekordu świata na potrójnym dystansie ironmana, a dla mnie wyznaczył … ekstremalny triathlon – HARDA – ultimate triathlon challenge:
5km w zimnej wodzie – jezioro na Słowacji,
225km dookoła Tatr to górski etap rowerowy – tylko nie mam roweru!
55km biegu – to ultra trial Granią Tatr z 5000m przewyższeń – czyli suma metrów podbiegów w pionie.

Grudniowe rozważania o wyścigu NorseMan wróciły do mnie jak ‚karma’ i to w znacznie trudniejszej postaci.

Na początek otrzymałem wsparcie od Józka Krzeptowskiego Jr. w postaci pięknego zdjęcia z Tatr (stanowi ilustrację 3 nagłówka). Krzysiek Roch ulokował niezbędne informacje i .. to koniec miłych wrażeń :)! Reklama już jest, a inną sprawą jest – jak się do tego w ogóle zabrać?
Tomek

PS – zobacz jak się czułem 29 jak sprowokowałem aktualne kłopoty – poprzedni wpis niżej

zaczynamy

10 miesięcy temu kończyłem 3 akcję – „maratońską”, z taką myślą, że do trzech razy sztuka, poza tym byłem zmęczony. We wrześniu, na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych  obejrzałem przedpremierowy pokaz filmu „NAJLEPSZY” opowiadający o dramatycznej życiowo drodze Jurka Górskiego, od narkomana do mistrza i rekordzisty świata w ultra triathlonie (dystans 2x ironman w czasie ok. 24,5h), sięgnąłem po świetną książkę Łukasza Grassa,  o tym samym tytule. Równolegle dowiedziałem się, że rekord świata w tej morderczej konkurencji wrócił do Polski w 2017 roku, za sprawą Roberta Karasia z Elbląga. Zarysował się pomysł! Po kinowej premierze filmu, w listopadzie, zadzwoniłem do Jurka Górskiego, który powiedział, że na ile będzie mógł chętnie pomoże w 4 akcji charytatywnej. Niedługo potem, Robert Karaś zgodził  się na wykorzystanie jego startu podczas MŚ 2018 w ultra triathlonie na POTRÓJNYM dystansie – uff!

Staszek Szufa, informatyk, doktorant na UJ, założył stronę www. i uruchomił bloga – mamy zatem oprawę. Krzysiek Roch podratował braki w estetyce nagłówka, więc – ZACZYNAMY!

W 3 poprzednich akcjach brałem czynny udział i choć, każdą przeklinałem w okresie trudów przygotowań, dzisiaj cieszę się z każdego sportowego dnia. Tym razem nie da się jednak stanąć bezpośrednio u boku Roberta i zmierzyć z dystansem 678km, choć ten gwarantowałby mi heroiczne zakończenie całej historii, bez osiągania mety, i to już w pierwszej konkurencji :). Brak wyzwania nie oznacza jeszcze braku działania, więc ruszyłem ostro z treningami i po 10 dniach … natura przypomniała że nie mam 30 lat. Złapałem kontuzję i zrezygnowany pauzuję.

Po pierwszej akcji, w 2014 roku, nieśmiało zaglądałem na takie oto wydarzenie –  NORSEMAN. Dystans jak w ironmanie, tylko pływanie (3,8km) w zimnym fiordzie, potem rower (180km) w terenie pofałdowanym, a bieg maratoński (42km)  prowadzi pod górę – z poziomu morza na 1800 mnpm, jakby na Kasprowy. Wlewam dobrą kawę (jak na tytułowym obrazku) i włączam ten film, z błogą świadomością, że … nie wybieram się do Norwegii:

cdn.

Tomek Tarnowski