CO2 – czy las nas uratuje?

Podczas konferencji klimatycznej COP24 powstał spory szum informacyjny, a ja najbardziej zapamiętałem wizję znikającego  pod wodą Gdańska i to jeszcze za naszego życia. Czytając artykuły dotyczące Francji, dowiedziałem się, że od jakiegoś czasu banki niechętnie finansują rozwój stacji narciarskich i, analogicznie patrząc, zastanawiam się czy deweloperzy zaczną mieć trudności z finansowaniem osiedli np. na terenach postoczniowych, czy w nadmorskim pasie Trójmiasta. Zobaczymy.

W Katowicach (COP24) polski rząd, broniąc węgla, podkreślał efekt kompensacyjny lasów, więc postanowiłem sprawdzić, czy jest to realne, czy las nas obroni.

Obliczono, że aby skompensować ograniczenia (Paryż 2015) emisji CO2 poprzez pochłanianie drzew, wystarczyłoby zwiększyć powierzchnię europejskich lasów o 3,4%, a w Polsce o 2,2%. Zaglądam do rocznika GUS i sprawozdań Lasów Państwowych (LP) i znajduję takie dane:

– w Polsce mamy ok. 9 mln ha lasów z czego 7,5 mln pod zarządem LP,

– rocznie obsadzanych jest 50 tys. ha, co daje 0,55% i 0,66% w stosunku do areału LP.

Już widzę, że to nie wystarcza, a przecież część lasu przeznaczona jest do wycinki. Zaglądam do danych GUS i okazuje się, że w globalnym rozliczeniu jednak zwiększamy leśny areał. W 2000 r. mieliśmy 9059,5 tys. ha (29,8% pow. kraju) a w 2016 r. 9434,8 tys. ha (30,8%) – zatem przyrosło nam ok. 1% powierzchni przez 16 lat. Zatem w tym tempie poczekamy 35 lat na efekt kompensacji, tylko poziomy emisji znowu uciekną na wyższe poziomy. A to nie wszystko, nieszczęścia się zdarzają, więc trzeba odliczyć zniszczenia z sierpnia 2017 r., kiedy huragan zabrał 120 tys. ha. Myślę, że poleganie polityków na efekcie kompensacji CO2 przez lasy  nie jest realne, działamy zbyt wolno, las potrzebuje również 20-30 lat, by kumulować poważne ilości węgla w swoim pniu, bo młoda siewka to nie to samo co 30-metrowy kolos. Można wstrzymać wyręb, ale pokusa sprzedaży drogiego surowca, dla napiętego budżetu jest bardzo silna, więc pod topór idą zdrowe drzewa w sile wieku. Zwolennicy lasów naturalnych, bo tych pierwotnych już nie ma, oczekują, że człowiek zostawi w spokoju drzewo do jego naturalnej śmierci, ok., też jestem za, ale trzeba pamiętać, że ten mocno stary las, już tak nie wiąże CO2 jak młody, z czasem w ogóle, a procesy butwienia generują odwrotny rezultat. Taki nienaruszony ekosystem ma znaczenie dla zachowania zdrowego DNA drzew. W lesie pierwotnym drzewo musiało walczyć przez 200-300 lat o swoją przestrzeń, dostęp do wody i światła, aż w końcu to najsilniejsze i najzdrowsze mogło wydać następne pokolenie. Nie tak jak szybko rosnące ‘drewno’ w szkółkach, gdzie i wody i słońca jest pod dostatkiem. W tych szybko rosnących, a przez co mniej trwałych pniach powstają luźniejsze przestrzenie, w które wnikają powietrze i grzyby ostatecznie osłabiając dany okaz i populację.

A co z globalnym ociepleniem i podtopieniem Gdańska? Realne, ale trudno obliczyć czas tej katastrofy. Nie czekając na to zdarzenie ani na koniec roku, możesz już zrobić pewne postanowienia:

– korzystam z komunikacji miejskiej, o jeden dzień więcej (tygodniowo!);

– wybieram ekstra dzień i rezygnuję z mięsa, którego produkcja ma spory wpływ na emisję oraz zużycie wody;

– żarówki, uszczelnianie okien i takie tam – wiesz o co chodzi.

Jedni piszą, że antropogeniczny CO2 odpowiada zaledwie za 0,07%-0,2% wzrostu temperatury na ziemi. Przeciwnicy tej teorii wskazując na sprzężenie zwrotne, gdzie CO2 podgrzewa parę wodną, która w znacznym stopniu odpowiada za podgrzewanie atmosfery, a że CO2 zalega długo, to i wydłuża się działanie tego gazu i w ten sposób udział we wzroście temperatury wynosi 1,3% (antropogeniczny CO2!)

WNIOSKI – z CO2 jest źle i mamy w tym swój udział (zbyt duży). Przyspieszenie efektu kompensacyjnego, generowanego przez lasy, ma sens, ale (wg. mnie) realnie możliwe jest przez ograniczenie wycinki.

Tomek Tarnowski

Las jest wspaniałym tworem przyrody, z którego warto korzystać. Podczas przygotowań do HARDEJ stał się dla mnie prawie drugim domem, więc poznaliśmy się dobrze. Jest idealny zwłaszcza dla biegaczy, [-:) ]  którzy przepompowują ogromne ilości powietrza. Co oczywiste, powietrze jest czystsze, gdyż las, jak wielka szczotka zatrzymuje tony pyłów niesionych wiatrem, do tego związki zapachowe jak fitoncydy, tempery, ect.. są grzybobójcze, las utrzymuje dobry mikroklimat, izoluje akustycznie, a w drugiej części dnia stężenie tlenu jest najwyższe, (w nocy drzewa wydalają dwutlenek węgla). Ten tlenowy czynnik co prawda słabo działa w zimie, gdyż wówczas proces fotosyntezy zanika.

 

Robert po wypadku – reportaż filmowy

Miesiąc temu Robert Karaś miał wypadek na Grand Canaria. W trakcie treningu rowerowego na chwilę spojrzał do tyłu i … wpadł w ciężarówkę, która jadąc przed nim zahamowała, by przepuścić pieszych. Szybkie konsultacje, powrót do kraju, szpital w Elblągu i operacja dokonana przez dr Bogdana Chomika, z lekką rekonstrukcja kości twarzy. Wygląda jak na obrazku (zdjęcie z FB Robert Karaś z 6.11.2018 z dr Bogdanem Chomikiem). Miał pauzować z mocnymi treningami do końca stycznia, nie wytwarzać ciśnienia w zatokach, które np. wzrasta podczas treningu pływackiego i wykonywania nawrotów … miał. Dzisiaj ambitny zawodnik spędza na treningach około 4h dziennie, ale zastrzega, że wszystko na hamulcu – np. kilkanaście kilometrów truchtu [tempo 4’15″/km], troszkę pływania … Zostawmy, to i tak jest to poza zasięgiem, a jego organizm funkcjonuje na innym poziomie.

Plany Roberta są takie, by w tym roku zdobyć kwalifikację na Konę (HAWAJE) czyli miejsce spotkania elity zawodników PRO, tam gdzie narodził się dystans nazwany IRONMAN.  Czy zdąży ? Zobaczymy i kibicujemy.

Zobacz jeden z lepszych materiałów filmowych (8 min) o Robercie Karasiu, który zawiera unikalne zdjęcia z zawodów, na których ustanowił rekord świata na dystansie 3x ironman [ 30:48:57 ]

https://www.tvn24.pl/czarno-na-bialym,42,m/robert-karas-jedyny-polak-zwyciezca-potrojnego-ironmena,888137.html?fbclid=IwAR3PZd-tMUDpQx1J8PSHNZdBQeoNtmLbBw3hWxqWfPf4xWYCWlZ0wvDVoRE

WSPOMNIENIE :

mniej więcej rok temu, Jurek Górski – bohater filmu „NAJLEPSZY” pomagał nam tworzyć charytatywno – sportową akcję WIĘCEJ NIŻ IRONMAN, do której dołączył Robert, wówczas jeszcze mało znany sportowiec z Elbląga. Pierwszy materiał telewizyjny dla TVN24 zrealizowała (luty 2018) red. Ola Rogowska – Lichnerowicz, potem (maj) dołączył Polsat. Kiedy okazało się (30 lipca), że Polak ustanowił rekord świata (< 30h 49 min) ruszyła medialna lawina. Otrzymaliśmy kilkadziesiąt telefonów, sam Robert ponad 200, z prośbą o kontakt ws. wywiadu. Większość ‘dziennikarzy’ nie ogarniała znaczenia „potrójny ironman”. Pierwszym pytaniem było – w ile dni, a może 3 dni pod rząd? Pływanie ponad 11 km do nikogo nie przemawia, ale to mniej więcej z molo w Gdyni Orłowo do Gdańska. 540 km rowerem można wizualizować, bo to trasa z Gdańska do Katowic, ale że od razu potem biec 3 maratony, czyli jak z Sopotu do Olsztyna, to już odejmowało zdolność do sformułowania pytań. Bo, o co możesz spytać?  Czy był zmęczony? Co jadł? Jak pokonuje kryzysy? Po co to robi? OK – bo chce i może; pewnie i dla sławy; ale również – Robert bardzo chciał, by ten start na MŚ mógł się przydać potrzebującym. Skorzystał na tym program senioralny realizowany w Polsce przez Zakon Maltański.

UWAGA! Większość wdzięcznych beneficjentów programu senioralnego nadal nie wie kim jest Robert Karaś -:) i co to jest potrójny ironman… Kiedy tłumaczymy, zdumieni kwitują – „ale po co tak się męczyć..?” Odpowiadaliśmy – „trochę też dla Was”.-  „Dla nas to wystarczy 5km …” odpowiedziała starsza Pani.

Tomek

 

BIEGACZE – nałogowcy, czy hazardziści ?


Te rozważania są dla wszystkich – od sportowców po wyznawców maksymy Winstona Churchill’a – „No sports, just whisky and cigars”. Wyobraź sobie, że chcesz zmienić swoje nawyki, zacząć żyć aktywnie, może nawet wziąć udział w biegu na 10 km z okazji dnia niepodległości, bo taka jest moda. Sportowcy mogą sobie wyobrazić inną sytuację, że np. chcą, w kolejnym sezonie, złamać 3h w maratonie. Ci pierwsi nie wiedzą nic na temat biegania, więc ruszają intuicyjnie „na bieganko” i po 3-5 wyjściach większość z nich rezygnuje, bo mają dość – „to nie zabawa dla mnie”. Mniejszość trwa. Z zacięciem kontynuują plan ćwiczeń, heroicznie rezygnując z weekendowego wina, odmawiając sobie ulubionego deseru, ect… Katują się nie mając żadnej gwarancji, że wytrwają, wysmuklą sylwetkę, że uda im się przebiec (nie przejść) 10km trasę, równocześnie rezygnują z gwarantowanej i cyklicznej nagrody jaką jest przyjemny posiłek.

Ze sportowcami jest podobnie, choć nieco inaczej, ponieważ  oni są świadomi jak ciężka praca ich czeka i jak niepewną jest nagroda, którą ewentualnie mogą osiągnąć za 5-6 miesięcy. Rozumieją wszelkie uwarunkowania i swoje ograniczenia, decydują się jednak na wielomiesięczne poświęcenie, rezygnację z tego co nasz mózg traktuje jako pewną nagrodę – jedzenie, odpoczynek, ciepło. Oba te zachowania możemy jeszcze uzupełnić o uczestników loterii lotto – okazjonalnych i nałogowców. Choć wygrana jest bardzo mało prawdopodobna, jedni mówią – spróbuję, drudzy – tym razem powinno się udać. Jaki wewnętrzny mechanizm nakręca ten model postępowania?  Pominę takie określenia jak pasja, hobby, czy może nałóg i korzystając z lektur Roberta Sampolsky’ego – profesora biologii i neurologii uniwersytetu Stanforda postaram się możliwie krótko opowiedzieć o tym zjawisku.

Badania prowadzone na małpach, szczurach i ludziach pokazują, że kora mózgowa płata czołowego odpowiedzialna za planowanie działań po prostu odracza przyznanie nagrody. Więcej – hamuje sygnały płynące z układu limbicznego (autonomicznego), które podsyłają nam zachowania impulsywne w stylu: „czas na odprężenie”, a sprowadzające się do tego, żeby sięgnąć po pewną nagrodę teraz, niż czekać na niepewną w przyszłości. Ten mechanizm odroczenia nagrody czyni nas takimi samymi jak naczelne jeśli chodzi np. o zaloty – nie mając żadnej gwarancji nagrody staramy się zdobywać partnera, zabiegamy o względy, wydatkujemy środki, toczymy boje. Ten mechanizm również czyni  nas, ludzi, WYJĄTKOWYMI wśród naczelnych, ponieważ pcha nas do wieloletniej, ciężkiej nauki, by zdobyć lepszą pracę, nadal bez gwarancji rezultatu. I to mógł być jeden z mechanizmu fenomenalnego przyspieszenia rozwoju Homo Sapiens… -:)

Teraz zapytasz – co w takim razie napędza korę mózgową, która odracza nagrodę? DOPAMINA – hormon motywacji! Ten neuroprzekaźnik odpowiedzialny za uczucie przyjemności zalewa korę mózgową, wówczas gdy pojawia się nagroda, ale… również wówczas gdy nagroda jest spodziewana i możliwa. Badania nad fizjologią stresu, o których wspomniałem na samym początku, pokazują, że dopamina wydziela się już w fazie antycypacji nagrody …”wiem w co gram, co może nastąpić” i – płat czołowy kąpie się w dopaminie – pełna fiesta. Alkoholik podejmujący decyzję o wypiciu kielicha, albo hazardzista pakujący 100 zł do portfela i wyruszający do kasyna, mogą doznawać większego wydzielania dopaminy niż wówczas gdy alkohol wlewa się w gardło, a ruletka kręci się czyniąc numerki nieczytelnymi. Zwiększenie poziomu niepewności uzyskania nagrody wzmacnia wydzielenie neuroprzekaźnika – im mniej pewności tym więcej przyjemności!

Robert Karaś podczas biegu – 126,6km w ramach MŚ na dystansie 3x Ironman. Wytrzymywał mordercze przygotowania przez 12 miesięcy m.in. dlatego, że traktował każdy ciężki dzień treningu jak osiągnięty CEL a zarazem SUKCES – to pomaga w stymulacji DOPAMINY.

Wśród ultra biegaczy można znaleźć sporo byłych uzależnionych. Historia Jurka Górskiego „NAJLEPSZEGO”, który po 16 latach zmienia używki na uzależnienie od sportu i zostaje mistrzem świata na dystansie double ironaman (1990), opowiada właśnie taką historię. Kiedy uświadomimy sobie, że kokaina zwiększa wydzielanie dopaminy, oraz że większa niepewność rezultatu również zwiększa jej ilość, możemy dojść do wniosku, że biegacze są i nałogowcami i hazardzistami! Bo są! Mózg czyta wysiłek fizyczny jako stres i chcąc złagodzić ból wydziela większe ilości neuroprzekaźników, jednocześnie wytwarzane jest białko BDNF (Brain-Derived Neurotrophic Factor) odpowiedzialne za regenerację i tworzenie nowych neuronów; DBNF w połączeniu z endorfiną działa podobnie jak nikotyna, morfina czy heroina.
Nie będę teraz rozwijał tematu endorfin (redukcja stresu i poprawa nastroju), serotoniny (humor i energia), czy dotlenienia całego organizmu a zwłaszcza mózgu po bieganiu, bo to inne mechanizmy i dodatkowe (!) korzyści.

Podsumowującjeśli zaczynasz przygodę sportową to ustaw pierwszy cel blisko – tak byś wyraźnie widział/a nagrodę  i możliwie nisko, tak by móc ją osiągnąć. Za metą pierwszego biegu, np. na 5km, czy intensywnego marszu, otworzą się w mózgu nowe szlaki dopaminowe związane z ruchem, potem już będzie łatwiej. Jeśli jesteś już na poziomie mierzenia się z barierą 3 godzin w maratonie, to … masz te szlaki przetarte! Trenuj i wyświetlaj w wyobraźni twój przyszły bieg i sukces (projekcja – antycypacja nagrody), prowadź dzienniczek treningowy – planuj treningi i świętuj kąpielą dopaminową każdy dobrze przepracowany dzień.

[grafika tytułowa – wzór chemiczny DOPAMINY]

Tomek Tarnowski

EMPATIA i rekordy

30 września pobiegłem warszawski maraton, jako obserwator i suport dla mojej córki Ani, i było to bardzo mocne doświadczenie z dwóch powodów. Pierwszy, mniej istotny, związany był z otwarciem Muzeum Wódki w warszawskim Koneserze, dzień przed biegiem. Po zakończeniu niedługiego zwiedzania wziąłem udział w degustacji różnych wódek i od razu zaznaczam, że trunku się nie wypluwa jak np. przy degustacji win, tylko na spokojnie i … na ciepło, pochłania. Generalnie polecam. Pozwoliłem sobie na takie, niesportowe zachowanie, dlatego, że byłem już w okresie roztrenowania po triathlonie HARDASuka, a planowane tempo wydawało mi się niegroźne. Ania przygotowywała się do debiutu w maratonie przez  3 miesiące, według metody Jurka Skarżyńskiego, z moją lekką modyfikacją, jednak złamanie 4 godzin w maratonie wymaga średniego tempa przelotowego 5’38”/km co, dla zapracowanej studentki i nowicjuszki, jest sporym wyzwaniem. W ostatnim dniu września pogoda była znakomita – chłodno, sucho, słonecznie, do tego atmosfera fantastyczna, a trasa urozmaicona – tylko osiągać wyznaczone cele. Do 20km szło beztrosko, potem zrobiło się cieplej a ja zacząłem uważniej spoglądać na Anię – biegła równiutko. Na 28km, nagle, powiedziała – Tato, chyba  łapie mnie skurcz w biodrze…- zatrzymaliśmy się na chwilę, by rozciągnąć nogę i … od tego czasu, ja sam zacząłem odczuwać różne dolegliwości. Gdy musieliśmy powtórzyć rozciąganie na 35km, miałem wrażenie, że to mnie łapią skurcze, choć faktycznie nic takiego nie miało miejsca. Na twarzy Ani, widać było już solidne zmęczenie, tempo spadło o 10s/km, robiło się coraz cieplej… zacząłem czuć obawę. Fizycznie czułem się kompletnie nieswój, choć mój stan fizyczny był bardzo dobry – więc co ? Empatia!

XVI – wieczny, francuski myśliciel Michel de Montaigne mawiał, że zaczyna go drapać w gardle jak tylko usłyszy, że ktoś kaszle. 400 lat później,  a pewnie i zawsze  – mamy tak samo. Gdy idziemy z dzieckiem na szczepienie, choć igła nie wbija się w nasze ramie, jesteśmy napięci, a niektórzy odczuwają ból wbijanej igły. Podczas oglądania filmu akcji, w którym główny bohater wskakuje do otchłani szybu windy, żołądek podchodzi  nam do gardła, gdy nasz bohater staje do walki wręcz zaciskamy pięści. Przy końcowej scenie Potopu, w reżyserii Jerzego Hoffmana, kiedy w kościele odczytywany jest list Króla Jana Kazimierza na temat zasług Babinicza vel Kmicica trudno powstrzymać łzy, a przecież widzieliśmy już film kilka razy i wiemy, że jest to gra aktorska. Co zatem nas wzrusza? Treść listu, tembr głosu lektora, sytuacja Kmicica? Nie, reagujemy na szloch aktorów, grających wzruszenie. Neurobiologia powie, że zostają pobudzone te same ośrodki jak u osób, których losy oglądamy – współodczuwamy. Na dodatek jest to działanie nieświadome, niezależne od naszej woli. Więcej, jak pokazują badania, mapowanie ciała jest zjawiskiem pierwotnym, które odziedziczyliśmy po przodkach – naczelnych. Jeszcze w latach 90tych uważano, że empatia jest wyższą umiejętnością mózgu i zdobyczą Homo Sapiens. Dość oczywiste  obserwacje z codziennego życia, kiedy małe dziecko zaczyna płakać na widok innego dziecka, które płacze z powodu upadku, albo wizyta w ZOO przy wybiegu małp, które małpują siebie nawzajem – potwierdzają pierwotność mechanizmu. Wszyscy pewnie przeżyliśmy doświadczenie dostosowania nastroju do naszego rozmówcy – gdy ma smutny wyraz twarzy i nam się to udziela – mówimy wówczas – „zespół  mi humor”, oraz w odwrotną stronę, rozmówca może nam humor poprawić i rozweselić zły dzień. Prowadzone badania wykazały jeszcze jedno – im bliższa znajomość,  pokrewieństwo tym silniejsze oddziaływanie empatyczne. Uwaga na bliźniaki -:) !!!

Co zatem mogłem zrobić na 35 km? Miałem pełnię świadomości, że przez pozostałe 7km będzie bardziej bolało, będzie trudniej a wymykający się cel zacznie dociskać psychikę, wiedziałem również czego sam nie mogę robić. Odwróciłem głowę,  by nie pokazać emocji i rozpocząłem, możliwie naturalnym głosem, jakąś motywacyjną opowieść, by odwrócić uwagę od tego jak bardzo przeżywam jej trudy. Ania dobiegła w czasie 3:58:24.

Ania na mecie maratonu warszawskiego 3:58:24

Jesteśmy empatyczni, bo ewolucja wyposażyła nas w takie potrzebne narzędzie do życia i utrzymywania dobrych stosunków w grupie. Jeśli jednak stajesz na starcie z zamiarem bicia rekordu świata, jak np. Robert Karaś, to lepiej nie patrz na obrazy padających z wyczerpania zawodników, wprowadź zasadę, że Twój suport, kibice przekażą Ci raczej te lepsze wiadomości opakowane w dobry nastrój. Z góry zakaż głośnych rozmów na temat przerwania zawodów, wówczas gdy kryzys pokaże Twoje zdemolowane ja. Uważaj na najbliższych, oni, z troski, potrafią wprowadzić niepokój i wątpliwości, a tego nie potrzebujesz gdy porywasz się na granice swoich możliwości. Pamiętam rozmowy „zatroskanych”, którzy odwodzili mnie od startu w HARDEJ, albo uważali że nie powinienem zachęcać Ani do startu w maratonie – czego też nie robiłem. Wypowiadali się w dobrej wierze, ale większość nie miała pojęcia o czym mówi, właściwie to przekazali własne poczucie bezradności wobec 42km, czy 285km + 8000 m vertical (parametry HARDEJ). Równocześnie ich wypowiedzi wzywające do rozsądku psuły nastrój, a ich „strach” przechodził na mnie.

Empatia działała – może Ci pomóc, ale i przeszkodzić.

Tomek Tarnowski

Źródła – przy pisaniu tego tekstu korzystałem z opracowań Frans de Waal’a,  profesora psychologii, światowej sławy prymatologa, badacza ewolucyjnych źródeł mechanizmów społecznych i kulturowych.