Niedobór witaminy D – zbiorowa głupota?

Ciągle o niej słyszymy, a jednak – aż 90% Polaków ma niedobór wit D. Zbiorowa głupota, jakiś błąd, czy sytuacja bez wyjścia?

Pisałem już o tym dwa lata temu, ale warto przypomnieć, zwłaszcza o tej porze roku. To, że wit D reguluje poziom wapnia ( także fosforu), który buduje kościec to pewnie wiedzą wszyscy, ale że wapń (Ca) ma znaczenie dla pracy serca, kurczeniu się mięśni, regeneracji komórek, k  rzepnięciu krwi, jest potrzebny w układzie odpornościowym – już nie każdy. Wówczas pisałem również, że zespół prof. Wojciecha Ratkowskiego prowadzi (na ultra maratończykach) badania dotyczące wpływu wit D na wytrzymałość organizmu.

Witaminę D, w 80 – 100% produkujemy z cholesterolu dzięki promieniom UV, a proces rozpoczyna się w naszej skórze. To przykład fotosyntezy w świecie zwierząt.  Wit D zdobywamy również wraz z pożywieniem – D3 z pokarmu zwierzęcego, a D2 z roślinnego i grzybów, jednak D2 ma kilkanaście, a może i kilkadziesiąt razy słabsze działanie w organizmie człowieka.

2-3 mln lat temu praczłowiek zrzucił futro i podjął próbę opuszczenia bezpiecznego lasu. Na równinach musiał sobie poradzić z drapieżnikami i niewidzialnym zagrożeniem – promieniowaniem UV. Matka ewolucja niezawodnie pomogła aktywując pigment, dzięki czemu czarnoskóry człowiek był gotowy na dobre opuścić cieniste, afrykańskie lasy i eksplorować nowy, słoneczny świat. Intensywne promieniowanie słoneczne, przefiltrowane czarną skórą, odpowiednio stymulowało produkcję wit D.

główne stadia ewolucji człowieka – źródło: domena publiczna

Wyjście z Afryki musiało się odbywać wzdłuż zbiorników wodnych, a że najwięcej wit D jest w rybach, to problem niedoboru nie zagrażał.  Kłopoty pojawiły się gdy nasi przodkowie ruszyli na północ gdzie słońca było coraz mniej i zniknęła rybna dieta. I tu znowu ‘matka ewolucja’ poratowała zmniejszając ilość melaniny. Biała skóra łatwiej dopuszczała ultrafiolet, intensywnie korzystając z krótszego okresu nasłonecznienia. Około 12 000 lat temu zaczęliśmy prowadzić osiadły tryb życia, staliśmy się rolnikami i mocno zubożyliśmy dietę. Mało zróżnicowane, mączno – ryżowe jedzenie, ciasne osady mieszkalne z ciemnymi pomieszczeniami, do tego mglisty klimat zaczęły zbierać żniwo. Pojawiły się rozmaite choroby, w tym i krzywica.

Pomimo odkrycia wit D, w połowie XVII wieku, nie powiązano jej z działaniem słońca. Dopiero polski lekarz, Jędrzej Śniadecki, obserwując  fatalne warunki życia ludzi przemysłowych i zadymionych miast, dostrzegł związek słońca z witaminą (1822 r.) Jednak trzeba było czekać kolejne 100 lat na syntezę wit D i rozpoczęcie regularnej walki z krzywicą poprzez suplementowanie.

Dlaczego 90% ludzi w Polsce ma niedobór wit D? Odpowiedź, po części, jest zawarta w tej historii – szerokość geograficzna i dieta. Żyjemy w strefie z wieloma miesiącami o krótkim dniu, który dodatkowo spędzamy w zamkniętych pomieszczeniach. Przykład zabójczego dla poziomu wit D trybu życia: dom – garaż – auto – biuro – centrum handlowe – fitness / kino – dom. Szerokość geograficzna i położenie determinuje klimat, a nasz charakteryzuje się  częstym zachmurzeniem, do tego ostatnie badania sygnalizują, że pasmo ultrafioletu potrzebne do aktywowania Wit D, nie przebija się (nad naszą szerokością geograf.) przez warstwę ozonu między październikiem a kwietniem. Do tego złe powietrze w miastach, słaba dieta ze zbyt małą ilością ryb, ale również … nieumiejętne stosowanie kremów z filtrem, które potrafią zatrzymać 98% bezcennego promieniowania UV.

Co możesz zrobić?

– Pilnuj diety, choć trudno codziennie zjeść ok. 250 g. śledzia, lub 20 żółtek jaj, pół kilo wątróbki, ewentualnie dwa węgorze, czy łososie – ale nie te różowe, hodowlane.

Nazwa produktu Zawartość witaminy D
(1 j.m. = 0,025 µg)
węgorz świeży 1200 j.m./100 g
śledź w oleju 808 j.m./100 g
śledź marynowany 480 j.m./100 g
łosoś (gotowany/pieczony) 540 j.m./100 g
dorsz świeży 40 j.m./100 g
makrela (gotowana/pieczona) 152 j.m./100 g
ryby z puszki (tuńczyk, sardynki) 200 j.m./100 g
żółtko jajka 54 j.m./żółtko
ser żółty 7,6–28 j.m./100 g
mleko ludzkie 1,5–8 j.m./100 ml
mleko krowie 0,4–1,2 j.m./100 ml

– Schudnij – wit D rozpuszcza się w tkance tłuszczowej i tam staje się biologicznie nieaktywna, przez to osoby otyłe mają nawet trzykrotnie większe zapotrzebowanie na witaminę.

– Na wakacjach, zanim nałożysz krem UV, daj szansę nagiej skórze przez 15 minut (całe ciało w stroju plażowym) na wchłonięcie tego co niezbędne. Opalanie w środku lata, w godzinach 11:00 – 15:00, przy czystym powietrzu, bez filtra, do zaróżowienia skóry, pozwala wyprodukować nawet do 100 000 j.m. W zimie korzystaj z każdej okazji, by wystawić twarz i dłonie do słońca, być może warstwa ozonu nie jest na tyle gruba, by eliminować potrzebne pasmo UV.

– Solarium nie jest złym pomysłem pod warunkiem, że korzysta z promieniowania UVB które aktywuje w naszym organizmie witaminę D3, natomiast UVA wywołuje opaleniznę i nie aktywuje witaminy i może powodować zmiany rakowe. W Polsce, znacznie więcej jest łóżek  opalających, więc …

Jeśli masz problem z cukrzycą, krzywicą, nadciśnieniem, oczekujesz dziecka, karmisz piersią, masz zaburzenia snu, koniecznie zbadaj poziom Wit D,  pomyśl o suplementacji nowoczesnymi preparatami, bo samą dietą nie nadrobisz niedoboru.

Profilaktyczny poziom suplementacji Wit D, to 1000-2000 j.m.  / dzień.

Tomek Tarnowski

Fundacja Polskich Kawalerów Maltańskich w Warszawie „Pomoc Maltańska” 1%KRS 0000174988 [ – tam gdzie najtrudniej ! ]

Kobiety lepiej przystosowane od mężczyzn do sportów ultra?

Why women are outperforming men at the extremes of endurance? Taki artykuł (22.01.2019), z renomowanego Financial Times, podesłał mi kolega. Czytam – „dlaczego kobiety osiągają lepsze wyniki niż mężczyźni w ekstremalnych zakresach wytrzymałości” … i nie znajduję odpowiedzi, ale po kolei …  https://www.ft.com/content/0ead55ca-1d85-11e9-a46f-08f9738d6b2b?fbclid=IwAR0IkjHsQx3HyAGxBRKc15od72yI4P0Qa6rTkicjL9EYnena_ArG9KkR_a4

Artykuł faktycznie przedstawia kilka przykładów ekstramalnych ultra biegów, w których rekordy trasy dzierżą kobiety. Przykład 1, w połowie stycznia 2019 r. Jasmin Paris (foto tytułowe – źródło FB domena publiczna) przebiegła Montane Spine Race w  północnej Anglii o długości 268 mil [ok. 430km + 13 300m vertical] w 83 godz. 12 min., pokonując rekord o ponad 12 godzin. I właśnie ten wyjątkowy bieg był inspiracją dla FT! Przykład 2. Courtney Dauwalter, amerykańska nauczycielka,  w 2017 r. wygrała Moab 240 – wyścig o długości 238 mil [ 381 km] przez pustynię Utah, mając 10 godz. przewagi nad kolejnym na mecie mężczyzną. Artykuł przytacza jeszcze kilka innych przykładów, plus te szczególnie wzruszające, kiedy ultra-biegaczki są karmiącymi matkami i na punktach kontrolnych przystawiają swoje maluchy do piersi – również zwyciężczyni Jasmin Paris! Nie ulega wątpliwości, że są to świetne wyniki, ale czy teza zawarta w tytule jest w stanie się obronić?

Właśnie zakończył się występ Polaków w The 14th International Ultramarathon Festival, rozgrywanych w Atenach. Mamy dwa zwycięstwa – Pawła Żuka na 1000 mil (1609 km), który po drodze poprawił własne rekordy na 1000 km i w biegu 10 dniowym oraz zwycięstwo Andrzeja Radzikowskiego w biegu 48 godzinnym. Andrzej jest utytułowanym biegaczem, zwycięzcą Spartathlonu 2017 [ biegu na 245km z Aten do Sparty, jednego z najtrudniejszych biegów ultra na świecie]. Jego wynik 362 km / 48h jest jednak o 39 km słabszy od rekordu Polski należącego do Patrycji Bereznowskiej, która w 48 godzin przebiegła 401 km. Zatem mamy  potwierdzenie dla tezy postawionej w FT – choć wyników na różnych trasach raczej się nie porównuje.

W artykule autor przytacza następujące argumenty fizjologiczne i fizyczne, które świadczą za lepszym przystosowaniem kobiet do tych największych wysiłków. Kobiety bardziej efektywnie magazynują glikogen w mięśniach, mają też niżej osadzony środek ciężkości, co ma pomagać w pokonywaniu nierównego terenu. Badania zmęczenia włókien mięśniowych po biegu  UTMB pokazują, że kobiety wolniej zużywają włókna mięśni łydek i ud. Psychologia to też mocniejsza strona kobiet, zwłaszcza staranność przygotowania się do zawodów, oraz przygotowania samego ekwipunku na start,  co ma ogromne znaczenie, zwłaszcza gdy po 20 godzinach  biegu słabo się kontaktuje. Kobiety są bardziej dokładnie spakowane, szybciej reagują na zmiany pogody, a przez to ponoszą mniej „strat”. Innymi słowy nie kozaczą i kiedy np. zaczyna padać deszcz to się osłaniają. Ważnym aspektem jest też ego, które sprawia, iż kobiety nie popełniają błędu zbyt szybkiego startu, co często zdarza się bardziej pewnym siebie facetom i może też łatwiej znoszą kryzysy na trasie.

Nie polemizuję z tymi argumentami, są zapewne prawdziwe i tam gdzie to możliwe udowodnione naukowo. Jednak teza umieszczona w tytule i sama treść artykułu opiera się o słabą statystykę. Ekstremalne zawody nie są licznie obsadzone, nie oferują „bogatych” nagród, przez co przyciągają amatorów – pasjonatów, w różnym wieku i o różnym poziomie przygotowania. Kobietom zdarza się pokonać mężczyzn w zawodach ultra i tu bym się zatrzymał. W momencie gdy dany bieg – jak maraton (42km) – staje się powszechny, popularny a przez to liczny, możemy zaprząc do roboty narzędzia statystyczne, w których wyświetla się realny stan rzeczy. Przygotowanie profesjonalnych zawodników obu płci jest porównywalne i w ten sposób możemy dostrzec faktyczną różnicę.   W biegach  maratońskich elita mężczyzn osiąga ok. 10% lepsze wyniki niż elita kobiet i od lat ta różnica mniej więcej tyle wynosi. Predyspozycje osiągnięte w ewolucji można by uzupełnić o badania pułapu tlenowego [ VO2 max ] gdzie najwyżej zmierzone wartości wśród mężczyzn  utrzymują się ponad 90 ml/kg/min. – (max. pomiar 96,5) a u kobiet ponad 70 (max. pomiar 76,5). Jest jeszcze kwestia budowa szkieletu,  szerokości bioder, wielkości serca, płuc, ect., które chyba jednak faworyzują mężczyzn. Argumenty mentalne są ważne, ale w świecie wyczynowego sportu, który daje szanse porównania organizmów raczej można je pominąć. Profesjonalista jest obsługiwany przez chłodno kalkulujący zespół wsparcia – mieliśmy tego obraz podczas 4 akcji z Robertem Karasiem, który bijąc rekord świata (dystans potrójnego ironmana) pokonywał trasę triathlonu zgodnie z planem dostosowywanym na bieżąco do warunków pogodowych i raczej nie szukał w plecaku skarpetek na zmianę.

Nie podzielam śmiałej tezy artykułu z Financial Times. Bliżej jest mi do ewolucjonistów, którzy mogliby określić w ten sposób sytuację – kobiety są lepiej przystosowane do przetrwania w ekstremalnie trudnych warunkach niedoboru… ponieważ są dawczyniami życia.

Bardzo się cieszę, że rekord Polski w biegu na 48 godzin należy Patrycji, i jest jednym z najlepszych wyników na świecie. Z niecierpliwością czekam na kolejne zawody, podczas których kilku ultrasów zmierzy się z tym rewelacyjnym wynikiem.

Tomek Tarnowski

Fundacja Polskich Kawalerów Maltańskich w Warszawie „Pomoc Maltańska” 1% – KRS 0000174988 tam gdzie najtrudniej ! –

Na FB pojawiła się polemika i uwaga, że nie powinno się porównywać samych wyników – racja! komentarz od Pawła Żuka: Tak jak maratończycy twierdzą że dana trasa jest „szybka” i nadaje się do bicia rekordów, tak i wśród ultrasów rodzaj pętli ma duży wpływ na końcowy wynik. Jak pokazują rezultaty „sprintów” ultra na nowej trasie w Atenach, jest ona mocno wymagająca. Rekord uzyskany przez Patrycję to naprawdę światowy poziom. Ale gdybym ja miał zamiar poprawić go to z pewnością nie robiłbym tego w Atenach.”

Komentarz od Łukasza Saganawidzę błąd w porównywaniu samych wyników, bo wiadomo że warunki zawsze będą inne. ..Rekord świata kobiet Patrycji 24 h, 48 h powinien być zestawiony z rekordem świata mężczyzn a nie z wynikiem Andrzeja czy moim czy innym, tak samo rekord trasy kobiet Spartathlonu ( jest dopiero pod koniec pierwszej 50 albo już poza pierwszą 50 wyników all time) powinien być porównywany z rekordem trasy mężczyzn, czy np. rekord trasy kobiet i mężczyzn na UTMB  i tak dalej i tak dalej… Chodzi o to, że najlepsze wyniki kobiece są porównywane z nie najlepszymi wynikami mężczyzn. Uważam że nigdy najlepsza kobieta nie będzie lepsza od najlepszego mężczyzny na żadnym z dystansów, wybaczcie drogie Panie. Pewnych rzeczy nie przeskoczymy i już i nie ma w tym żadnej złośliwości z mojej strony.

Krzysiek J : Nie możemy tu mówić o jakichkolwiek badaniach statystycznych, bo próba jest o wiele za mała.
Prawdopodobnie porównujemy tu ludzi o różnym stopniu wytrenowania, ponieważ biegacze ultra (przynajmniej) w przeciwieństwie do maratończyków nie korzystają ze wsparcia sztabu trenerów, fizjoterapeutów, związkow sportowych itp. tylko uprawiają swoją pasję amatorsko.
Taki Łukasz Sagan to ma chyba zwykły etat. Czyli biega po godzinach.
Nie da się porównać maksimów ludzkich możliwości bazując na osobach, które trenują tak aby im pasowało pod etat czy pod karmienie dziecka.

1609 razy NIE

Dzisiejszymi bohaterami sportów ultra na świecie są Polacy i to się potwierdza. Nasz udział w The 14th International Ultramarathon Festival, w Atenach żegnamy z dwoma zwycięstwami. W biegu na 48h Andrzej Radzikowski wygrał z wynikiem 362 km, co ponoć nie było spełnieniem jego planów i może zapowiadać w przyszłości próbę bicia rekordu Polski, należącego do Patrycji Bereznowskiej (401 km). Dziękuję za uwagę od Łukasza Sagana, który uważa, że nie powinno się porównywać  wyników Patrycji i Andrzeja – różne warunki atmosferyczne, inne trasy. Tak to ma znaczenie.

Przez ponad dwa tygodnie można było obserwować walkę na dystansie 1000 mil (1609 km). Stosunek szerokiej publiczności do tego typu wyzwań jest różny – podziw, niezrozumienie, żarty … . Generalnie – „ale po co?” Dobrze relacjonowane na FB zmagania Pawła Żuka, pozwoliły wciągnąć się i chłonąć atmosferę kosmicznego biegu. Plan, strategia 15 dniowego biegu, aktywne zarządzanie problemami, jak fatalna pogoda, urazy i inne, to jedna strona medalu i faktycznie interesująca raczej koneserów.

Paweł Żuk – deszcz, silny wiatr i burza – doświadczały zawodników przez kilka dni – źródło FB Paweł Żuk

Jednak – jest jeszcze coś więcej. Wyobraźcie sobie, że bieg jest rozgrywany w pętli 1 km wokół stadionu, na płaskim betonowym podłożu. Tylko taki teren można wyłączyć na tak długi czas a dodatkowo zorganizować wsparcie, nocleg i inne. Powtórzenie 1600 razy tej, lub lekko zmodyfikowanej pętli już jest potężnym wyzwaniem dla psychiki. Tempo biegu jest niskie, przeplatane marszem, więc 6 zawodników ogląda puste trybuny i realnie biegnie w samotności jedynie przy wsparciu swoich suportów i grupy kibiców na fejsie.

Paweł Żuk – baza noclegowa – przez kilka dni było bardzo zimno – źródło FB Paweł Żuk
Paweł Żuk – samotność na betonowej trasie – źródło FB Paweł Żuk

Po 3 dobach ciało ma dość, więc co rusz zaczyna się coś psuć. A to ścięgno, albo skóra na stopach, paznokcie, u Pawła wyskoczyła swędząca wysypka. Boli wszystko, a po 2-3 godzinnym śnie nie jest łatwo wstać a co dopiero zmusić się do biegu przez kolejne 120km. Wątpliwości, strach o zdrowie, szukanie sensu zaczynają osłabiać głowę, racjonalnie podsuwają łatwiejsze rozwiązanie.

Paweł Żuk – noc – źródło FB Paweł Żuk

1600 razy przebiegając obok swojego stanowiska musisz powiedzieć swoim pokusom – NIE !

W otaczającym nas świecie gdzie e-lodówka zamawia jedzenie, punktualny tramwaj dowozi do celu, a na elektrycznej hulajnodze wystarczy stać, chodzi o to, że już niczego nie musisz. Dla mnie ten bieg na 1000 mil jest głośnym sygnałem, że mamy jeszcze wolę i charakter. Te cechy, być może na wymarciu, pozwoliły ludziom na przetrwanie kataklizmów, wybrańcom na dokonanie wielkich osiągnięć w różnych dziedzinach, a Paweł Żuk właśnie je przetestował. Wielkie GRATULACJE!

Paweł Żuk – źródło FB Paweł Żuk

Tomek Tarnowski

Paweł Żuk ustanowił 3 rekordy Polski, w biegach

1000 km: 8 dni 18 godz. 34 min. 39 sek.

10 dobowy: 1130 km

1000 mil (1609 km): 14 dni 20 godz. 2 min 26 sek. [ 356:00:14 ]

WYNIKI : https://results.chronolog.gr/row/4e67d353ef5eaee2616491ade0e7460e.html

Fundacja Polskich Kawalerów Maltańskich w Warszawie „Pomoc Maltańska” 1% – KRS 0000174988 – tam gdzie najtrudniej – !

International ULTRAMARATHON Festiwal 2019 Ateny

Dzisiejszymi bohaterami sportów ultra na świecie są Polacy. Zbyt mało znani, często niepozorni, skromni, ale ze względu na swoją tytaniczną pracę, najczęściej połączoną z normalnym życiem, zasługujący na ogromne uznanie. Ich charaktery śmiało mogą służyć za wzór innym sportowcom oraz każdemu kto wspina się na własny szczyt. Dzisiaj w Atenach (Grecja) rozpoczyna się The 14th International Ultramarathon Festival z ich udziałem. W biegu na 48h wezmą udział  Andrzej Radzikowski – zwycięzca Spartathlonu 2017 [ biegu na 245km z Aten do Sparty, jednego z najtrudniejszych biegów ultra na świecie], Andrzej Piotrowski, Łukasz Jarocki i Łukasz Sagan zwycięzca Authentic Phidippides Run 2018 [ podwójnego Spartathlonu – 490km ]. Zgodnie z założeniem legendarny Filipides (=Phidippides) (490 lat b.c.) pobiegł z Aten do Sparty prosić o pomoc przed zbliżającą się bitwą z Persami pod Maratonem. Po krótkim odpoczynku legendarny kurier wrócił do Aten.

W zeszłym roku w biegu 48h triumfowała kobieta – Polka, Patrycja Bereznowska uzyskując 401 km i bijąc rekord świata kobiet, (jest to również rekord Polski), drugi zawodnik na mecie uzyskał 344 km (!)

Rekordy w biegu 48h należą do multi rekordzisty, Greka, Yiannis Kouros [ulica – 413.5km / bieżnia – 473.8km]

W biegu 24godzinnym reprezentuje nas Bartosz Pliszka, a na 1000 mil [ ok 1609 km ] rekord 10 dni 10 godz. 30 min. 36 sek.- Yiannis Kouros ] Paweł Żuk, posiadający najlepszy polski wynik w biegu na 1000 km – 8 dni 21 godz. i 14 sek.

Patrycja Berezenowska nie pobiegnie, jej wyniki wydają się być niezagrożone. Jest również rekordzistką świata (2017) w biegu 24h, a jej wynik 259,991 km konkuruje z męskimi osiągnięciami, które od lat kręcą się w pobliżu 270 km i nie są w stanie zbliżyć się do wyniku  Yanisa Kourosa z 1997 roku [ bieżnia: 303,506 km; ulica 290 km ].

https://www.dayrunners.gr/list-of-participants.html

W piątek 18 stycznia, o g. 17:00 rusza bieg 48h, trzymamy kciuki ! Na zdjęciu tytułowym Łukasz Sagan / foto: Jacek Deneka ultra lovers /

Live tracking w postaci tablicy można znaleźć tu: https://results.chronolog.gr/row/4e67d353ef5eaee2616491ade0e7460e.html

poza tym wydarzenie jest aktywne na FB Pawła Żuka, gdzie aktywnie kibicujemy, na FB Zakon Maltański Ekstremalnie najważniejsze podsumowania. Zapraszamy


wtorek 22.01.2018

Bieg 24h wygrywa Bułgar Vladimir  Stavrev – 226 km

Bieg 48h wygrywa Polak Andrzej Radzikowski – 362 km, miejsca 11 i 16 należą do Polaków, niestety Łukasz Sagan zszedł z trasy po 121 km ze względu na kontuzję.

Trwa bieg na 1000 mil [1609km], w którym prowadzi z nasz zawodnik Paweł Żuk.

(wynik z g. 15:00 / 22.01/) 509 km już za nim, 14 km za Polakiem jest Grek Alexandros Afetoulidis (493km) i całkiem niedaleko   Rumun Nikolae Buceanu (458km).

Tu wszystko może się zmienić, przewidywany czas zakończenia rywalizacji – przed 3 lutego 2019. Póki co wszyscy z 6 zawodników, którzy stanęli na starcie, biegną.


czwartek 24.01.2018

(10:08) Paweł minął 701 km, powiększył przewagę do 20 km. Z trasy, po 400 km biegu, zszedł Francuz – ponoć nie wytrzymały stopy. Pogoda fatalna – zimno, deszcz i silny wiatr. W takich warunkach rodzą się różne myśli, a pokonanie samego siebie jest czasem trudniejsze  niż kolejnego kilometra.


piątek 25.01.2018

(9:30) Paweł odpoczywa po 800 km, za chwilę półmetek. Przewaga wzrosła na drugim do 32km. Pogoda zła – deszcz i wiatr. W takich warunkach zarządzanie energią wyczerpanego organizmu jest kluczowe. Motywacja zewnętrzna jest konieczna, a rola kibiców, również tych na fejsie, niezbędna. [Uwaga – zawodnicy biegają w pętli 1 km ! ] Wczoraj, w ‚trójce’ w programie „biegam bo lubię” informowano o biegu – to pomaga  – brawo red. Krzysztof Łoniewski.


niedziela 27.01.2018

o 8 rano Paweł ustanawia nowy rekord Polski w biegu na 1000 km – 8 dni 18 godzin 34 min 39 sek. Na drugim miejscu zmiana – Rumun Nikolae Buceanu (936 km). Grek Alexandros Afetoulidis (922 km). Do mety pozostało 600 km, czyli ok 6 dób. Pogoda poprawiła się – wręcz idealna.

Paweł Żuk – źródło materiały własne PŻ FB

poniedziałek  28.01.2018

Paweł poprawia o 68 km własny Rekord Polski w biegu 10-dobowym – od teraz wynosi 1130 km. Wszyscy zawodnicy walczą nie tylko z dystansem, ale również z kłopotami- swędzące wysypki, ścięgno Achillesa, żołądek. O godzinie 19:50 Paweł ma na liczniki 1168 km, Rumun 1071 km, Grek 1051 km. Kosmiczny wyścig trwa ..


środa  30.01.2018

Paweł stoczył bój ze swędzącą wysypką, na którą przez kilka dni nie można było znaleźć lekarstwa. Aktualnie (g. 10:15 / 1319 km) przewaga nad drugim zawodnikiem wzrosła do 109 km. Za naszym zawodnikiem ponowne przetasowania – Rumun walczący z Achillesem wrócił na 3cią pozycję, ale strata do do Greka jest niewielka -4 km. Tu walka będzie chyba trwała do końca.  Średnia dobowa Pawła spadła do 97km, ale są szanse, że wróci na ponad 100, co pozwoliłoby zakończyć wyścig w sobotę.


czwartek  31.01.2018

Paweł prowadzi (+120 km), samopoczucie jest dobre, wydaje się, że nikt i nic nie wydrze mu zwycięstwa. Kręci nadal ok. 105 km na dobę i być może jutro finał. Aktualne 1439 km pokazuje, że do mety brakuje 170 km, a do godziny 24:00 w piątek, 33h. Z wielkimi trudnościami, teoretycznie jest to możliwe, ale Paweł liczy dobę od godziny rozpoczęcia startu (16:00 /?/).  Rumun ponownie 2gi z 33km przewagą nad Grekiem.

 

– Szczególne adaptacje pozwalają psom malamutom biec niestrudzenie na bardzo długich dystansach, specjalne przystosowania posiadają również wielbłądy. Człowiek też jest urodzonym biegaczem. W ten sposób – ucieczką – bronił się przed zagrożeniem, a zabieganiem zwierzyny na śmierć zdobywał pokarm. Dość późno wymyślił dzidę  (600 tys lat temu) a łuk jest jeszcze późniejszym wynalazkiem (35 tys. lat temu), zatem wcześniej, przez ponad 1 mln lat, musiał biegać.

https://www.dayrunners.gr/

24hr Jan. 19 – 20
48hr Jan. 18 – 20
72hr Jan. 31 – Feb. 03
1000 miles Jan. 18 – Feb. 03
1000 K Jan. 24 – Feb. 03
6 days Jan. 28 – Feb. 03

CO2 – czy las nas uratuje?

Podczas konferencji klimatycznej COP24 powstał spory szum informacyjny, a ja najbardziej zapamiętałem wizję znikającego  pod wodą Gdańska i to jeszcze za naszego życia. Czytając artykuły dotyczące Francji, dowiedziałem się, że od jakiegoś czasu banki niechętnie finansują rozwój stacji narciarskich i, analogicznie patrząc, zastanawiam się czy deweloperzy zaczną mieć trudności z finansowaniem osiedli np. na terenach postoczniowych, czy w nadmorskim pasie Trójmiasta. Zobaczymy.

W Katowicach (COP24) polski rząd, broniąc węgla, podkreślał efekt kompensacyjny lasów, więc postanowiłem sprawdzić, czy jest to realne, czy las nas obroni.

Obliczono, że aby skompensować ograniczenia (Paryż 2015) emisji CO2 poprzez pochłanianie drzew, wystarczyłoby zwiększyć powierzchnię europejskich lasów o 3,4%, a w Polsce o 2,2%. Zaglądam do rocznika GUS i sprawozdań Lasów Państwowych (LP) i znajduję takie dane:

– w Polsce mamy ok. 9 mln ha lasów z czego 7,5 mln pod zarządem LP,

– rocznie obsadzanych jest 50 tys. ha, co daje 0,55% i 0,66% w stosunku do areału LP.

Już widzę, że to nie wystarcza, a przecież część lasu przeznaczona jest do wycinki. Zaglądam do danych GUS i okazuje się, że w globalnym rozliczeniu jednak zwiększamy leśny areał. W 2000 r. mieliśmy 9059,5 tys. ha (29,8% pow. kraju) a w 2016 r. 9434,8 tys. ha (30,8%) – zatem przyrosło nam ok. 1% powierzchni przez 16 lat. Zatem w tym tempie poczekamy 35 lat na efekt kompensacji, tylko poziomy emisji znowu uciekną na wyższe poziomy. A to nie wszystko, nieszczęścia się zdarzają, więc trzeba odliczyć zniszczenia z sierpnia 2017 r., kiedy huragan zabrał 120 tys. ha. Myślę, że poleganie polityków na efekcie kompensacji CO2 przez lasy  nie jest realne, działamy zbyt wolno, las potrzebuje również 20-30 lat, by kumulować poważne ilości węgla w swoim pniu, bo młoda siewka to nie to samo co 30-metrowy kolos. Można wstrzymać wyręb, ale pokusa sprzedaży drogiego surowca, dla napiętego budżetu jest bardzo silna, więc pod topór idą zdrowe drzewa w sile wieku. Zwolennicy lasów naturalnych, bo tych pierwotnych już nie ma, oczekują, że człowiek zostawi w spokoju drzewo do jego naturalnej śmierci, ok., też jestem za, ale trzeba pamiętać, że ten mocno stary las, już tak nie wiąże CO2 jak młody, z czasem w ogóle, a procesy butwienia generują odwrotny rezultat. Taki nienaruszony ekosystem ma znaczenie dla zachowania zdrowego DNA drzew. W lesie pierwotnym drzewo musiało walczyć przez 200-300 lat o swoją przestrzeń, dostęp do wody i światła, aż w końcu to najsilniejsze i najzdrowsze mogło wydać następne pokolenie. Nie tak jak szybko rosnące ‘drewno’ w szkółkach, gdzie i wody i słońca jest pod dostatkiem. W tych szybko rosnących, a przez co mniej trwałych pniach powstają luźniejsze przestrzenie, w które wnikają powietrze i grzyby ostatecznie osłabiając dany okaz i populację.

A co z globalnym ociepleniem i podtopieniem Gdańska? Realne, ale trudno obliczyć czas tej katastrofy. Nie czekając na to zdarzenie ani na koniec roku, możesz już zrobić pewne postanowienia:

– korzystam z komunikacji miejskiej, o jeden dzień więcej (tygodniowo!);

– wybieram ekstra dzień i rezygnuję z mięsa, którego produkcja ma spory wpływ na emisję oraz zużycie wody;

– żarówki, uszczelnianie okien i takie tam – wiesz o co chodzi.

Jedni piszą, że antropogeniczny CO2 odpowiada zaledwie za 0,07%-0,2% wzrostu temperatury na ziemi. Przeciwnicy tej teorii wskazując na sprzężenie zwrotne, gdzie CO2 podgrzewa parę wodną, która w znacznym stopniu odpowiada za podgrzewanie atmosfery, a że CO2 zalega długo, to i wydłuża się działanie tego gazu i w ten sposób udział we wzroście temperatury wynosi 1,3% (antropogeniczny CO2!)

WNIOSKI – z CO2 jest źle i mamy w tym swój udział (zbyt duży). Przyspieszenie efektu kompensacyjnego, generowanego przez lasy, ma sens, ale (wg. mnie) realnie możliwe jest przez ograniczenie wycinki.

Tomek Tarnowski

Las jest wspaniałym tworem przyrody, z którego warto korzystać. Podczas przygotowań do HARDEJ stał się dla mnie prawie drugim domem, więc poznaliśmy się dobrze. Jest idealny zwłaszcza dla biegaczy, [-:) ]  którzy przepompowują ogromne ilości powietrza. Co oczywiste, powietrze jest czystsze, gdyż las, jak wielka szczotka zatrzymuje tony pyłów niesionych wiatrem, do tego związki zapachowe jak fitoncydy, tempery, ect.. są grzybobójcze, las utrzymuje dobry mikroklimat, izoluje akustycznie, a w drugiej części dnia stężenie tlenu jest najwyższe, (w nocy drzewa wydalają dwutlenek węgla). Ten tlenowy czynnik co prawda słabo działa w zimie, gdyż wówczas proces fotosyntezy zanika.

 

Robert po wypadku – reportaż filmowy

Miesiąc temu Robert Karaś miał wypadek na Grand Canaria. W trakcie treningu rowerowego na chwilę spojrzał do tyłu i … wpadł w ciężarówkę, która jadąc przed nim zahamowała, by przepuścić pieszych. Szybkie konsultacje, powrót do kraju, szpital w Elblągu i operacja dokonana przez dr Bogdana Chomika, z lekką rekonstrukcja kości twarzy. Wygląda jak na obrazku (zdjęcie z FB Robert Karaś z 6.11.2018 z dr Bogdanem Chomikiem). Miał pauzować z mocnymi treningami do końca stycznia, nie wytwarzać ciśnienia w zatokach, które np. wzrasta podczas treningu pływackiego i wykonywania nawrotów … miał. Dzisiaj ambitny zawodnik spędza na treningach około 4h dziennie, ale zastrzega, że wszystko na hamulcu – np. kilkanaście kilometrów truchtu [tempo 4’15″/km], troszkę pływania … Zostawmy, to i tak jest to poza zasięgiem, a jego organizm funkcjonuje na innym poziomie.

Plany Roberta są takie, by w tym roku zdobyć kwalifikację na Konę (HAWAJE) czyli miejsce spotkania elity zawodników PRO, tam gdzie narodził się dystans nazwany IRONMAN.  Czy zdąży ? Zobaczymy i kibicujemy.

Zobacz jeden z lepszych materiałów filmowych (8 min) o Robercie Karasiu, który zawiera unikalne zdjęcia z zawodów, na których ustanowił rekord świata na dystansie 3x ironman [ 30:48:57 ]

https://www.tvn24.pl/czarno-na-bialym,42,m/robert-karas-jedyny-polak-zwyciezca-potrojnego-ironmena,888137.html?fbclid=IwAR3PZd-tMUDpQx1J8PSHNZdBQeoNtmLbBw3hWxqWfPf4xWYCWlZ0wvDVoRE

WSPOMNIENIE :

mniej więcej rok temu, Jurek Górski – bohater filmu „NAJLEPSZY” pomagał nam tworzyć charytatywno – sportową akcję WIĘCEJ NIŻ IRONMAN, do której dołączył Robert, wówczas jeszcze mało znany sportowiec z Elbląga. Pierwszy materiał telewizyjny dla TVN24 zrealizowała (luty 2018) red. Ola Rogowska – Lichnerowicz, potem (maj) dołączył Polsat. Kiedy okazało się (30 lipca), że Polak ustanowił rekord świata (< 30h 49 min) ruszyła medialna lawina. Otrzymaliśmy kilkadziesiąt telefonów, sam Robert ponad 200, z prośbą o kontakt ws. wywiadu. Większość ‘dziennikarzy’ nie ogarniała znaczenia „potrójny ironman”. Pierwszym pytaniem było – w ile dni, a może 3 dni pod rząd? Pływanie ponad 11 km do nikogo nie przemawia, ale to mniej więcej z molo w Gdyni Orłowo do Gdańska. 540 km rowerem można wizualizować, bo to trasa z Gdańska do Katowic, ale że od razu potem biec 3 maratony, czyli jak z Sopotu do Olsztyna, to już odejmowało zdolność do sformułowania pytań. Bo, o co możesz spytać?  Czy był zmęczony? Co jadł? Jak pokonuje kryzysy? Po co to robi? OK – bo chce i może; pewnie i dla sławy; ale również – Robert bardzo chciał, by ten start na MŚ mógł się przydać potrzebującym. Skorzystał na tym program senioralny realizowany w Polsce przez Zakon Maltański.

UWAGA! Większość wdzięcznych beneficjentów programu senioralnego nadal nie wie kim jest Robert Karaś -:) i co to jest potrójny ironman… Kiedy tłumaczymy, zdumieni kwitują – „ale po co tak się męczyć..?” Odpowiadaliśmy – „trochę też dla Was”.-  „Dla nas to wystarczy 5km …” odpowiedziała starsza Pani.

Tomek

 

BIEGACZE – nałogowcy, czy hazardziści ?


Te rozważania są dla wszystkich – od sportowców po wyznawców maksymy Winstona Churchill’a – „No sports, just whisky and cigars”. Wyobraź sobie, że chcesz zmienić swoje nawyki, zacząć żyć aktywnie, może nawet wziąć udział w biegu na 10 km z okazji dnia niepodległości, bo taka jest moda. Sportowcy mogą sobie wyobrazić inną sytuację, że np. chcą, w kolejnym sezonie, złamać 3h w maratonie. Ci pierwsi nie wiedzą nic na temat biegania, więc ruszają intuicyjnie „na bieganko” i po 3-5 wyjściach większość z nich rezygnuje, bo mają dość – „to nie zabawa dla mnie”. Mniejszość trwa. Z zacięciem kontynuują plan ćwiczeń, heroicznie rezygnując z weekendowego wina, odmawiając sobie ulubionego deseru, ect… Katują się nie mając żadnej gwarancji, że wytrwają, wysmuklą sylwetkę, że uda im się przebiec (nie przejść) 10km trasę, równocześnie rezygnują z gwarantowanej i cyklicznej nagrody jaką jest przyjemny posiłek.

Ze sportowcami jest podobnie, choć nieco inaczej, ponieważ  oni są świadomi jak ciężka praca ich czeka i jak niepewną jest nagroda, którą ewentualnie mogą osiągnąć za 5-6 miesięcy. Rozumieją wszelkie uwarunkowania i swoje ograniczenia, decydują się jednak na wielomiesięczne poświęcenie, rezygnację z tego co nasz mózg traktuje jako pewną nagrodę – jedzenie, odpoczynek, ciepło. Oba te zachowania możemy jeszcze uzupełnić o uczestników loterii lotto – okazjonalnych i nałogowców. Choć wygrana jest bardzo mało prawdopodobna, jedni mówią – spróbuję, drudzy – tym razem powinno się udać. Jaki wewnętrzny mechanizm nakręca ten model postępowania?  Pominę takie określenia jak pasja, hobby, czy może nałóg i korzystając z lektur Roberta Sampolsky’ego – profesora biologii i neurologii uniwersytetu Stanforda postaram się możliwie krótko opowiedzieć o tym zjawisku.

Badania prowadzone na małpach, szczurach i ludziach pokazują, że kora mózgowa płata czołowego odpowiedzialna za planowanie działań po prostu odracza przyznanie nagrody. Więcej – hamuje sygnały płynące z układu limbicznego (autonomicznego), które podsyłają nam zachowania impulsywne w stylu: „czas na odprężenie”, a sprowadzające się do tego, żeby sięgnąć po pewną nagrodę teraz, niż czekać na niepewną w przyszłości. Ten mechanizm odroczenia nagrody czyni nas takimi samymi jak naczelne jeśli chodzi np. o zaloty – nie mając żadnej gwarancji nagrody staramy się zdobywać partnera, zabiegamy o względy, wydatkujemy środki, toczymy boje. Ten mechanizm również czyni  nas, ludzi, WYJĄTKOWYMI wśród naczelnych, ponieważ pcha nas do wieloletniej, ciężkiej nauki, by zdobyć lepszą pracę, nadal bez gwarancji rezultatu. I to mógł być jeden z mechanizmu fenomenalnego przyspieszenia rozwoju Homo Sapiens… -:)

Teraz zapytasz – co w takim razie napędza korę mózgową, która odracza nagrodę? DOPAMINA – hormon motywacji! Ten neuroprzekaźnik odpowiedzialny za uczucie przyjemności zalewa korę mózgową, wówczas gdy pojawia się nagroda, ale… również wówczas gdy nagroda jest spodziewana i możliwa. Badania nad fizjologią stresu, o których wspomniałem na samym początku, pokazują, że dopamina wydziela się już w fazie antycypacji nagrody …”wiem w co gram, co może nastąpić” i – płat czołowy kąpie się w dopaminie – pełna fiesta. Alkoholik podejmujący decyzję o wypiciu kielicha, albo hazardzista pakujący 100 zł do portfela i wyruszający do kasyna, mogą doznawać większego wydzielania dopaminy niż wówczas gdy alkohol wlewa się w gardło, a ruletka kręci się czyniąc numerki nieczytelnymi. Zwiększenie poziomu niepewności uzyskania nagrody wzmacnia wydzielenie neuroprzekaźnika – im mniej pewności tym więcej przyjemności!

Robert Karaś podczas biegu – 126,6km w ramach MŚ na dystansie 3x Ironman. Wytrzymywał mordercze przygotowania przez 12 miesięcy m.in. dlatego, że traktował każdy ciężki dzień treningu jak osiągnięty CEL a zarazem SUKCES – to pomaga w stymulacji DOPAMINY.

Wśród ultra biegaczy można znaleźć sporo byłych uzależnionych. Historia Jurka Górskiego „NAJLEPSZEGO”, który po 16 latach zmienia używki na uzależnienie od sportu i zostaje mistrzem świata na dystansie double ironaman (1990), opowiada właśnie taką historię. Kiedy uświadomimy sobie, że kokaina zwiększa wydzielanie dopaminy, oraz że większa niepewność rezultatu również zwiększa jej ilość, możemy dojść do wniosku, że biegacze są i nałogowcami i hazardzistami! Bo są! Mózg czyta wysiłek fizyczny jako stres i chcąc złagodzić ból wydziela większe ilości neuroprzekaźników, jednocześnie wytwarzane jest białko BDNF (Brain-Derived Neurotrophic Factor) odpowiedzialne za regenerację i tworzenie nowych neuronów; DBNF w połączeniu z endorfiną działa podobnie jak nikotyna, morfina czy heroina.
Nie będę teraz rozwijał tematu endorfin (redukcja stresu i poprawa nastroju), serotoniny (humor i energia), czy dotlenienia całego organizmu a zwłaszcza mózgu po bieganiu, bo to inne mechanizmy i dodatkowe (!) korzyści.

Podsumowującjeśli zaczynasz przygodę sportową to ustaw pierwszy cel blisko – tak byś wyraźnie widział/a nagrodę  i możliwie nisko, tak by móc ją osiągnąć. Za metą pierwszego biegu, np. na 5km, czy intensywnego marszu, otworzą się w mózgu nowe szlaki dopaminowe związane z ruchem, potem już będzie łatwiej. Jeśli jesteś już na poziomie mierzenia się z barierą 3 godzin w maratonie, to … masz te szlaki przetarte! Trenuj i wyświetlaj w wyobraźni twój przyszły bieg i sukces (projekcja – antycypacja nagrody), prowadź dzienniczek treningowy – planuj treningi i świętuj kąpielą dopaminową każdy dobrze przepracowany dzień.

[grafika tytułowa – wzór chemiczny DOPAMINY]

Tomek Tarnowski

EMPATIA i rekordy

30 września pobiegłem warszawski maraton, jako obserwator i suport dla mojej córki Ani, i było to bardzo mocne doświadczenie z dwóch powodów. Pierwszy, mniej istotny, związany był z otwarciem Muzeum Wódki w warszawskim Koneserze, dzień przed biegiem. Po zakończeniu niedługiego zwiedzania wziąłem udział w degustacji różnych wódek i od razu zaznaczam, że trunku się nie wypluwa jak np. przy degustacji win, tylko na spokojnie i … na ciepło, pochłania. Generalnie polecam. Pozwoliłem sobie na takie, niesportowe zachowanie, dlatego, że byłem już w okresie roztrenowania po triathlonie HARDASuka, a planowane tempo wydawało mi się niegroźne. Ania przygotowywała się do debiutu w maratonie przez  3 miesiące, według metody Jurka Skarżyńskiego, z moją lekką modyfikacją, jednak złamanie 4 godzin w maratonie wymaga średniego tempa przelotowego 5’38”/km co, dla zapracowanej studentki i nowicjuszki, jest sporym wyzwaniem. W ostatnim dniu września pogoda była znakomita – chłodno, sucho, słonecznie, do tego atmosfera fantastyczna, a trasa urozmaicona – tylko osiągać wyznaczone cele. Do 20km szło beztrosko, potem zrobiło się cieplej a ja zacząłem uważniej spoglądać na Anię – biegła równiutko. Na 28km, nagle, powiedziała – Tato, chyba  łapie mnie skurcz w biodrze…- zatrzymaliśmy się na chwilę, by rozciągnąć nogę i … od tego czasu, ja sam zacząłem odczuwać różne dolegliwości. Gdy musieliśmy powtórzyć rozciąganie na 35km, miałem wrażenie, że to mnie łapią skurcze, choć faktycznie nic takiego nie miało miejsca. Na twarzy Ani, widać było już solidne zmęczenie, tempo spadło o 10s/km, robiło się coraz cieplej… zacząłem czuć obawę. Fizycznie czułem się kompletnie nieswój, choć mój stan fizyczny był bardzo dobry – więc co ? Empatia!

XVI – wieczny, francuski myśliciel Michel de Montaigne mawiał, że zaczyna go drapać w gardle jak tylko usłyszy, że ktoś kaszle. 400 lat później,  a pewnie i zawsze  – mamy tak samo. Gdy idziemy z dzieckiem na szczepienie, choć igła nie wbija się w nasze ramie, jesteśmy napięci, a niektórzy odczuwają ból wbijanej igły. Podczas oglądania filmu akcji, w którym główny bohater wskakuje do otchłani szybu windy, żołądek podchodzi  nam do gardła, gdy nasz bohater staje do walki wręcz zaciskamy pięści. Przy końcowej scenie Potopu, w reżyserii Jerzego Hoffmana, kiedy w kościele odczytywany jest list Króla Jana Kazimierza na temat zasług Babinicza vel Kmicica trudno powstrzymać łzy, a przecież widzieliśmy już film kilka razy i wiemy, że jest to gra aktorska. Co zatem nas wzrusza? Treść listu, tembr głosu lektora, sytuacja Kmicica? Nie, reagujemy na szloch aktorów, grających wzruszenie. Neurobiologia powie, że zostają pobudzone te same ośrodki jak u osób, których losy oglądamy – współodczuwamy. Na dodatek jest to działanie nieświadome, niezależne od naszej woli. Więcej, jak pokazują badania, mapowanie ciała jest zjawiskiem pierwotnym, które odziedziczyliśmy po przodkach – naczelnych. Jeszcze w latach 90tych uważano, że empatia jest wyższą umiejętnością mózgu i zdobyczą Homo Sapiens. Dość oczywiste  obserwacje z codziennego życia, kiedy małe dziecko zaczyna płakać na widok innego dziecka, które płacze z powodu upadku, albo wizyta w ZOO przy wybiegu małp, które małpują siebie nawzajem – potwierdzają pierwotność mechanizmu. Wszyscy pewnie przeżyliśmy doświadczenie dostosowania nastroju do naszego rozmówcy – gdy ma smutny wyraz twarzy i nam się to udziela – mówimy wówczas – „zespół  mi humor”, oraz w odwrotną stronę, rozmówca może nam humor poprawić i rozweselić zły dzień. Prowadzone badania wykazały jeszcze jedno – im bliższa znajomość,  pokrewieństwo tym silniejsze oddziaływanie empatyczne. Uwaga na bliźniaki -:) !!!

Co zatem mogłem zrobić na 35 km? Miałem pełnię świadomości, że przez pozostałe 7km będzie bardziej bolało, będzie trudniej a wymykający się cel zacznie dociskać psychikę, wiedziałem również czego sam nie mogę robić. Odwróciłem głowę,  by nie pokazać emocji i rozpocząłem, możliwie naturalnym głosem, jakąś motywacyjną opowieść, by odwrócić uwagę od tego jak bardzo przeżywam jej trudy. Ania dobiegła w czasie 3:58:24.

Ania na mecie maratonu warszawskiego 3:58:24

Jesteśmy empatyczni, bo ewolucja wyposażyła nas w takie potrzebne narzędzie do życia i utrzymywania dobrych stosunków w grupie. Jeśli jednak stajesz na starcie z zamiarem bicia rekordu świata, jak np. Robert Karaś, to lepiej nie patrz na obrazy padających z wyczerpania zawodników, wprowadź zasadę, że Twój suport, kibice przekażą Ci raczej te lepsze wiadomości opakowane w dobry nastrój. Z góry zakaż głośnych rozmów na temat przerwania zawodów, wówczas gdy kryzys pokaże Twoje zdemolowane ja. Uważaj na najbliższych, oni, z troski, potrafią wprowadzić niepokój i wątpliwości, a tego nie potrzebujesz gdy porywasz się na granice swoich możliwości. Pamiętam rozmowy „zatroskanych”, którzy odwodzili mnie od startu w HARDEJ, albo uważali że nie powinienem zachęcać Ani do startu w maratonie – czego też nie robiłem. Wypowiadali się w dobrej wierze, ale większość nie miała pojęcia o czym mówi, właściwie to przekazali własne poczucie bezradności wobec 42km, czy 285km + 8000 m vertical (parametry HARDEJ). Równocześnie ich wypowiedzi wzywające do rozsądku psuły nastrój, a ich „strach” przechodził na mnie.

Empatia działała – może Ci pomóc, ale i przeszkodzić.

Tomek Tarnowski

Źródła – przy pisaniu tego tekstu korzystałem z opracowań Frans de Waal’a,  profesora psychologii, światowej sławy prymatologa, badacza ewolucyjnych źródeł mechanizmów społecznych i kulturowych.