BIEGACZE – nałogowcy, czy hazardziści ?


Te rozważania są dla wszystkich – od sportowców po wyznawców maksymy Winstona Churchill’a – „No sports, just whisky and cigars”. Wyobraź sobie, że chcesz zmienić swoje nawyki, zacząć żyć aktywnie, może nawet wziąć udział w biegu na 10 km z okazji dnia niepodległości, bo taka jest moda. Sportowcy mogą sobie wyobrazić inną sytuację, że np. chcą, w kolejnym sezonie, złamać 3h w maratonie. Ci pierwsi nie wiedzą nic na temat biegania, więc ruszają intuicyjnie „na bieganko” i po 3-5 wyjściach większość z nich rezygnuje, bo mają dość – „to nie zabawa dla mnie”. Mniejszość trwa. Z zacięciem kontynuują plan ćwiczeń, heroicznie rezygnując z weekendowego wina, odmawiając sobie ulubionego deseru, ect… Katują się nie mając żadnej gwarancji, że wytrwają, wysmuklą sylwetkę, że uda im się przebiec (nie przejść) 10km trasę, równocześnie rezygnują z gwarantowanej i cyklicznej nagrody jaką jest przyjemny posiłek.

Ze sportowcami jest podobnie, choć nieco inaczej, ponieważ  oni są świadomi jak ciężka praca ich czeka i jak niepewną jest nagroda, którą ewentualnie mogą osiągnąć za 5-6 miesięcy. Rozumieją wszelkie uwarunkowania i swoje ograniczenia, decydują się jednak na wielomiesięczne poświęcenie, rezygnację z tego co nasz mózg traktuje jako pewną nagrodę – jedzenie, odpoczynek, ciepło. Oba te zachowania możemy jeszcze uzupełnić o uczestników loterii lotto – okazjonalnych i nałogowców. Choć wygrana jest bardzo mało prawdopodobna, jedni mówią – spróbuję, drudzy – tym razem powinno się udać. Jaki wewnętrzny mechanizm nakręca ten model postępowania?  Pominę takie określenia jak pasja, hobby, czy może nałóg i korzystając z lektur Roberta Sampolsky’ego – profesora biologii i neurologii uniwersytetu Stanforda postaram się możliwie krótko opowiedzieć o tym zjawisku.

Badania prowadzone na małpach, szczurach i ludziach pokazują, że kora mózgowa płata czołowego odpowiedzialna za planowanie działań po prostu odracza przyznanie nagrody. Więcej – hamuje sygnały płynące z układu limbicznego (autonomicznego), które podsyłają nam zachowania impulsywne w stylu: „czas na odprężenie”, a sprowadzające się do tego, żeby sięgnąć po pewną nagrodę teraz, niż czekać na niepewną w przyszłości. Ten mechanizm odroczenia nagrody czyni nas takimi samymi jak naczelne jeśli chodzi np. o zaloty – nie mając żadnej gwarancji nagrody staramy się zdobywać partnera, zabiegamy o względy, wydatkujemy środki, toczymy boje. Ten mechanizm również czyni  nas, ludzi, WYJĄTKOWYMI wśród naczelnych, ponieważ pcha nas do wieloletniej, ciężkiej nauki, by zdobyć lepszą pracę, nadal bez gwarancji rezultatu. I to mógł być jeden z mechanizmu fenomenalnego przyspieszenia rozwoju Homo Sapiens… -:)

Teraz zapytasz – co w takim razie napędza korę mózgową, która odracza nagrodę? DOPAMINA – hormon motywacji! Ten neuroprzekaźnik odpowiedzialny za uczucie przyjemności zalewa korę mózgową, wówczas gdy pojawia się nagroda, ale… również wówczas gdy nagroda jest spodziewana i możliwa. Badania nad fizjologią stresu, o których wspomniałem na samym początku, pokazują, że dopamina wydziela się już w fazie antycypacji nagrody …”wiem w co gram, co może nastąpić” i – płat czołowy kąpie się w dopaminie – pełna fiesta. Alkoholik podejmujący decyzję o wypiciu kielicha, albo hazardzista pakujący 100 zł do portfela i wyruszający do kasyna, mogą doznawać większego wydzielania dopaminy niż wówczas gdy alkohol wlewa się w gardło, a ruletka kręci się czyniąc numerki nieczytelnymi. Zwiększenie poziomu niepewności uzyskania nagrody wzmacnia wydzielenie neuroprzekaźnika – im mniej pewności tym więcej przyjemności!

Robert Karaś podczas biegu – 126,6km w ramach MŚ na dystansie 3x Ironman. Wytrzymywał mordercze przygotowania przez 12 miesięcy m.in. dlatego, że traktował każdy ciężki dzień treningu jak osiągnięty CEL a zarazem SUKCES – to pomaga w stymulacji DOPAMINY.

Wśród ultra biegaczy można znaleźć sporo byłych uzależnionych. Historia Jurka Górskiego „NAJLEPSZEGO”, który po 16 latach zmienia używki na uzależnienie od sportu i zostaje mistrzem świata na dystansie double ironaman (1990), opowiada właśnie taką historię. Kiedy uświadomimy sobie, że kokaina zwiększa wydzielanie dopaminy, oraz że większa niepewność rezultatu również zwiększa jej ilość, możemy dojść do wniosku, że biegacze są i nałogowcami i hazardzistami! Bo są! Mózg czyta wysiłek fizyczny jako stres i chcąc złagodzić ból wydziela większe ilości neuroprzekaźników, jednocześnie wytwarzane jest białko BDNF (Brain-Derived Neurotrophic Factor) odpowiedzialne za regenerację i tworzenie nowych neuronów; DBNF w połączeniu z endorfiną działa podobnie jak nikotyna, morfina czy heroina.
Nie będę teraz rozwijał tematu endorfin (redukcja stresu i poprawa nastroju), serotoniny (humor i energia), czy dotlenienia całego organizmu a zwłaszcza mózgu po bieganiu, bo to inne mechanizmy i dodatkowe (!) korzyści.

Podsumowującjeśli zaczynasz przygodę sportową to ustaw pierwszy cel blisko – tak byś wyraźnie widział/a nagrodę  i możliwie nisko, tak by móc ją osiągnąć. Za metą pierwszego biegu, np. na 5km, czy intensywnego marszu, otworzą się w mózgu nowe szlaki dopaminowe związane z ruchem, potem już będzie łatwiej. Jeśli jesteś już na poziomie mierzenia się z barierą 3 godzin w maratonie, to … masz te szlaki przetarte! Trenuj i wyświetlaj w wyobraźni twój przyszły bieg i sukces (projekcja – antycypacja nagrody), prowadź dzienniczek treningowy – planuj treningi i świętuj kąpielą dopaminową każdy dobrze przepracowany dzień.

[grafika tytułowa – wzór chemiczny DOPAMINY]

Tomek Tarnowski