Robert po wypadku – reportaż filmowy

Miesiąc temu Robert Karaś miał wypadek na Grand Canaria. W trakcie treningu rowerowego na chwilę spojrzał do tyłu i … wpadł w ciężarówkę, która jadąc przed nim zahamowała, by przepuścić pieszych. Szybkie konsultacje, powrót do kraju, szpital w Elblągu i operacja dokonana przez dr Bogdana Chomika, z lekką rekonstrukcja kości twarzy. Wygląda jak na obrazku (zdjęcie z FB Robert Karaś z 6.11.2018 z dr Bogdanem Chomikiem). Miał pauzować z mocnymi treningami do końca stycznia, nie wytwarzać ciśnienia w zatokach, które np. wzrasta podczas treningu pływackiego i wykonywania nawrotów … miał. Dzisiaj ambitny zawodnik spędza na treningach około 4h dziennie, ale zastrzega, że wszystko na hamulcu – np. kilkanaście kilometrów truchtu [tempo 4’15″/km], troszkę pływania … Zostawmy, to i tak jest to poza zasięgiem, a jego organizm funkcjonuje na innym poziomie.

Plany Roberta są takie, by w tym roku zdobyć kwalifikację na Konę (HAWAJE) czyli miejsce spotkania elity zawodników PRO, tam gdzie narodził się dystans nazwany IRONMAN.  Czy zdąży ? Zobaczymy i kibicujemy.

Zobacz jeden z lepszych materiałów filmowych (8 min) o Robercie Karasiu, który zawiera unikalne zdjęcia z zawodów, na których ustanowił rekord świata na dystansie 3x ironman [ 30:48:57 ]

https://www.tvn24.pl/czarno-na-bialym,42,m/robert-karas-jedyny-polak-zwyciezca-potrojnego-ironmena,888137.html?fbclid=IwAR3PZd-tMUDpQx1J8PSHNZdBQeoNtmLbBw3hWxqWfPf4xWYCWlZ0wvDVoRE

WSPOMNIENIE :

mniej więcej rok temu, Jurek Górski – bohater filmu „NAJLEPSZY” pomagał nam tworzyć charytatywno – sportową akcję WIĘCEJ NIŻ IRONMAN, do której dołączył Robert, wówczas jeszcze mało znany sportowiec z Elbląga. Pierwszy materiał telewizyjny dla TVN24 zrealizowała (luty 2018) red. Ola Rogowska – Lichnerowicz, potem (maj) dołączył Polsat. Kiedy okazało się (30 lipca), że Polak ustanowił rekord świata (< 30h 49 min) ruszyła medialna lawina. Otrzymaliśmy kilkadziesiąt telefonów, sam Robert ponad 200, z prośbą o kontakt ws. wywiadu. Większość ‘dziennikarzy’ nie ogarniała znaczenia „potrójny ironman”. Pierwszym pytaniem było – w ile dni, a może 3 dni pod rząd? Pływanie ponad 11 km do nikogo nie przemawia, ale to mniej więcej z molo w Gdyni Orłowo do Gdańska. 540 km rowerem można wizualizować, bo to trasa z Gdańska do Katowic, ale że od razu potem biec 3 maratony, czyli jak z Sopotu do Olsztyna, to już odejmowało zdolność do sformułowania pytań. Bo, o co możesz spytać?  Czy był zmęczony? Co jadł? Jak pokonuje kryzysy? Po co to robi? OK – bo chce i może; pewnie i dla sławy; ale również – Robert bardzo chciał, by ten start na MŚ mógł się przydać potrzebującym. Skorzystał na tym program senioralny realizowany w Polsce przez Zakon Maltański.

UWAGA! Większość wdzięcznych beneficjentów programu senioralnego nadal nie wie kim jest Robert Karaś -:) i co to jest potrójny ironman… Kiedy tłumaczymy, zdumieni kwitują – „ale po co tak się męczyć..?” Odpowiadaliśmy – „trochę też dla Was”.-  „Dla nas to wystarczy 5km …” odpowiedziała starsza Pani.

Tomek

 

on nie wie co go czeka – Jurek Górski cz.2

nie zaszczyty i nagrody, … w głębi czujesz, że to co jest ważne, to pokonywanie samego siebie, ale to co ma jeszcze większe znaczenie, to pomoc innym w pokonaniu ich barier. Robert, w imieniu podopiecznych fundacji, bardzo dziękujemy. 
POWODZENIA
live tracking: https://www.triathlonlensahn.de/the-triple/ergebnis-eng

1 cz. rozmowy z Jurkiem Górskim, m.in. o motywacjach, została opublikowana, na tym BLOGU, 24 marca . Niżej 2 cz.

– Kiedy pojawią się problemy na potrójnym dystansie ironmana?

JG – Na biegu. Pływanie (11,4km) to rozgrzewka, rower (540km) jest najdłuższy, tzn. ma najwięcej kilometrów i wymaga najwięcej czasu, jest też niezwykle ważny. Tu trzeba jechać na granicy zmęczenia, dobrze pilnować odżywania, które – jak rozumiem – Robert ma opracowane, bo na samych żelach (energetycznych) się nie da. Mnie, podczas wyścigu na podwójnym dystansie IM pomógł gorący rosół z lanymi kluskami, słodkich odżywek żołądek już nie przyjmował. Skoro Robert jadł (na podwójnym ironmanie) wołowinę zblendowaną z truskawkami, to znaczy, że ma to wymyślone. Początek biegu po tak długiej jeździe na rowerze będzie urozmaiceniem, ale 3 maratony (126,6km) to męka … on nie wiem co go czeka.

– Mówiłeś – Robert musi bardzo tego chcieć, a jak było z Tobą?       

JG – nie byłem nastawiony na zwycięstwo, czy bicie rekordu. Byłem wolny od takich myśli, można powiedzieć, że się nie ścigałem. Pływanie nie było moją mocną stroną, wszedłem do wody ostatni i robiłem swoje, potem 360km na rowerze i dopiero na biegu poczułem, że mogę. Kryzysy przyszły, bo to jednak ponad 84km. Czułem brak synchronizacji ciała i umysłu, to osłabiało głowę, a jednocześnie okazywało się, że średnie tempo wcale nie spadało. Gdy było źle stosowałem technikę naprzemiennego biegu i marszu, ale w taki sposób, by rywale widzieli te momenty kiedy biegnę, że jestem silny. Tak, na biegu już się ścigałem. Przed finiszem miałem około godziny przewagi nad drugim zawodnikiem – Niemcem. Przewaga dała niesamowity komfort, bezpieczeństwo – a te uczucia to jak zmiana sceny w filmie, to nowe siły.

– Opowiadałem Ci o Robercie – co sobie myślisz o jego wyzwaniu, tak korespondencyjnie?      

JG – Jego wynik na podwójnym dystansie jest świetny, ale 678km to ogromny dystans. Cóż, Robert musi być typem wojownika, chce być lepszy od siebie i to go nakręca. Tak sobie myślę, że on teraz jest najlepszy i chyba ściga się ze sobą, sprawdza ile potrafi wytrzymać jego organizm. Pójdzie va bank. Według mnie, jego głowa już jest w potrójnym ironmanie i będzie celował najwyżej – chodzi o dostosowanie tempa na pływaniu, rowerze i biegu do końcowego wyniku, a to wymaga wcześniejszego przetrenowania. Jeśli tego nie zaplanujesz, to albo pójdziesz za szybko i nie dasz rady, albo za wolno i później już czasu nie dogonisz. Każdy odcinek musi być zaprogramowany co do minuty. Z tego co widziałem rekord jest wyśrubowany i tempo musi być bardzo szybkie, a organizm musi ten ogromny wysiłek wytrzymać przez ponad 31 godzin.

– Wynik go nakręca, nowy rekord?      

JG – Znam osoby, które chciały ukończyć potrójnego – taki mieli cel, a Robert będzie walczył o zwycięstwo i rekord. Wynik go prowadzi, ale ważne jest też to o czym mówiłem wcześniej (1 cz.), te zabezpieczenia, one pomagają – np. miłość, rodzina, że robimy coś dla innych. Bardzo dobrze, że prowadzicie akcję charytatywną, te obrazy starszych osób, potrzebujących dzieci, w pewnym momencie będą pracowały w głowie Roberta. Krysów będzie miał dużo i każde zabezpieczenie, każdy psychologiczny argument będzie mu pomagał.

– obstawiłbyś wynik?      

JG – Robert nie jest w stanie na treningach zbliżyć się do tych dystansów, które będzie musiał pokonać na zawodach, inaczej zrobiłby sobie krzywdę. Zatem jeśli wytrzyma monotonne i samotne przygotowania, to pozostaje głowa. Nasze dobre i złe doświadczenia zabezpieczają nas w czasie kryzysu, ja musiałem przetrwać w głodzie, bólu, targany wymiotami… Podczas kryzysu wizualizacja tych czarnych chwil uświadamiała mi, że można to przeżyć, pójść dalej. A miłość do Mamy, do przyjaciół, to że jestem lepszym człowiekiem, że odnoszę sukces a nie porażkę – te dobre uczucia również dawały potężną siłą. Nie znam doświadczeń Roberta. U mnie napędem w kluczowym momencie były dobro i duma, że mogłem się wyzwolić, że pokonałem samego siebie. Tyle razy w życiu przegrałem, że dokładnie wiedziałem nad czym mam pracować, z czym walczyć, gdzie jest ten punkt w głowie.

Jeśli Robert przetrwa przygotowania i stanie zdrów na starcie to obstawiam, że będzie rekord.

– Tak po prostu?  

JG – Tak. Oczywiście może przeszarżować rower, popełnić błędy, ale zakładam, że to jest profesjonalista, dodatkowo wyścig ma się odbywać w ciasnych pętlach, tak rowerowych jaki biegowych, to znaczy, że zawodnik będzie miał bardzo częsty kontakt z ekipą, a oni przypilnują tempa i innych detali. Pozostają przygotowania i koncentracja.

– Trochę to brzmi jak wyprawa w Himalaje -:),   

JG – … bo to jest podobne, tyle, że Robert realizuje pewnie znacznie większe przygotowania fizyczne, a zawody … to już te same elementy – precyzyjny plan, rozpisany co do minuty, zdrowie, predyspozycja, pogoda – wszystko jest ważne i brane pod uwagę. Potrójny ironman to ogromne wyzwanie, z którym Robert się jeszcze nie mierzył, do tego będzie celował w rekord – bardzo ciekawe. POWODZENIA!!!


opis trasy, analizy rekordowych wyników (2 x IM) i (3 x IM), analizy szans Roberta znajdziesz na BLOGU we wpisie z 13 lipca – niżej link do art.

Konkurs, analizy czasu, nagrody

Jurek Górski – MUSISZ BARDZO TEGO CHCIEĆ

Z Jurkiem Górskim rozmawiam telefonicznie, nie nagrywam tylko notuje, nie chodzi o sprawozdanie, precyzyjny zapis a raczej złapanie tych delikatnych wątków, które tworzą ultra – ultra odległości, problemy, motywacje. Cz.1

– czy dystans 2x ironman był najcięższą przeprawą?

JG – Nie.  Najcięższą sportową przeprawę miałem na 100 mil – The Western States 100-Mile Endurance Run. ( To jeden ze starszych (1974) stumilowych biegów górskich, rozgrywany w Kaliforni, ze startem w Squaw Valley i metą w Auburn. Przewyższenia są ogromne, zawodnicy startują z ok 1800mnpm, wspinają się na ponad 2700, kończą natomiast poniżej poziomu startu. W sumie podbiegów w pionie (vertical) jest 5500+m.,  a zbiegów 7000-m.)

WYSOKO – 2017-Western-States-100-Jim-Walmsley – Photo iRunFar Jake Beiler

Wcześniej startowałem w maratonach, ironmanach, ultramanie, natomiast start w tym wyścigu, na dwa miesiące przed Mistrzostwami Świata w ultra triathlonie (2 x ironman), wymyślił Antoni Niemczak (rekord w maratonie 2:09 ), który zaprosił mnie do Stanów i pomagał w przygotowaniach. To miało być jak zaszczepienie przed chorobą. I dobrze. Pomimo, że miałem już spore doświadczenie, popełniłem techniczne błędy, tam poczułem jak ciało się buntuje, z powodu bólu nóg nie byłem stanie załatwić się w WC, na koniec asekurowany schodziłem ze schodów tyłem, podpierając się rękami, … a to tylko część doświadczenia.

– Zniszczony … 

JG – tak, ten bieg zdemolował mnie w dużym stopniu. Nie miałem pieniędzy, więc buty kupiłem na wyprzedaży, ale okazało się, że są nie do pary, a do tego za małe, czego nie czułem na krótkich treningach. WS100M zacząłem w mocnym tempie pokonując na początek 100km w około 10 godzin, w głowie miałem już srebrną klamrę (nagrodą jest klamra do paska od spodni, wykonywana ręcznie, srebrna dla tych, którzy ukończą poniżej 24 godzin, brązowa dla czasu poniżej 30 godz.), i wtedy pojawiły się problemy. Coraz dłuższe zbiegi – do 28km – powodowały, że stopy uderzały czubkami palców o przód butów, które, dodatkowo za małe, szybko zmasakrowały palce. Początkowo starałem się je podkurczać, ale to niewiele dawało, stopy puchły, w butach robiło się za ciasno, każdy okruszek, który wpadł do środka stawał się głazem. Czułem, że jest źle – krew, ropa, zmieszane z zerwanymi paznokciami tworzyły breję, a przede mną jeszcze 50 km. Miałem spory zapas czasu, ale w tym momencie zaczął się permanentny kryzys. Rozsypało się marzenie o srebrnej klamrze, zaczęła się walka z sobą, walka by ukończyć bieg.

Jurek Górski – stopy 2 dni po biegu, obok buty z wyciętymi przodami

– pojawiła się pokusa by zejść ? 

JG – Nie, tego nie miałem, ale obraz mojej walki dobrze pokazuje, że ostatnie 28km pokonałem w 8 godzin. Taki kryzys dopada i nie puszcza. Wszystko zaczyna się rozgrywać w głowie, szukasz rozwiązania, analizujesz i toczysz walkę ze swoim drugim ja, które woła, że warto odpuścić. To ciągły dialog i jeśli nie masz dobrze poukładanego celu i nie jesteś skoncentrowany na jego osiągnięciu, dopuścisz to łatwiejsze rozwiązanie.

WS100 profil – od prawej do lewej [meta] źródło: https://www.wser.org/course/maps/
– To jak wyglądała walka z samym sobą?

JG – Na początku szukasz rozwiązań technicznych. I tak na jednym z punktów odżywczych, pożyczyłem nóż i wyciąłem dziury w przodach butów uwalniając krwawą bryłę od ucisku. To nie był dobry pomysł, przede mną były kamieniste ścieżki, strumienie, piachy – bolało inaczej.

STRUMIENIE – westernstates_rivercrossing_1 źródło runnersworld.com foto Garet Millnet

Innym i dobrym akurat rozwiązaniem był kij, którym zacząłem się podpierać. To odciążało, ale kryzys nie mijał. Zacząłem się modlić – Boże daj mi ukończyć, pozwól bym doszedł. Myślałem o mojej Mamie, jak Ona będzie dumna kiedy się dowie, widziałem wszystkich, którzy czekali na mnie tam na mecie, to pomagało. Pomimo wielkiego kryzysu, ten wewnętrzny drugi Jurek, z pomysłem, by odpuścić i wejść w strefę komfortu, nie miał szans. W głowie miałem zadanie i cel. Myśl, by ukończyć podporządkowała decyzje i prowadziła prosto, pomimo że topniały szanse na klamrę brązową. Ważnym było wejście ‘pace makera’ – osoby, która może biec koło ciebie, ale nie za ciebie. To spora pomoc psychiczna, poza tym możesz przestać się koncentrować na wyznaczaniu tempa i pilnowaniu trasy. Pamiętaj masz prawo korzystać z dozwolonej pomocy i rób to! Walcz do końca.

– Jak radziłeś sobie z fizycznym bólem?

JG –Z jednej strony nieświadomość może pomagać, nie wiesz co cię czeka i czy może być gorzej. Ale, jeśli  nie znasz siebie do końca, to testowanie zachowań dopiero na zawodach może zawieść. Ja miałem przetrenowany ból z czasów kiedy wiłem się w narkotycznym głodzie, ciało wówczas bardzo cierpiało. Gdy pojawia się kryzys i bardzo boli, pojawia się taka myśl: – kurwa stań! Koniec, zejdź! Jeśli masz ten ból przetrenowany, wiesz, że można przez to przejść, byłeś już w takiej sytuacji, dasz radę. Tyle razy byłem w złej sytuacji i okazało się, że można – ta myśl bardzo mi pomagała.

– Modlitwa?

JG –Głowa poszukuje rozwiązań i sięga do Boga – doprowadź mnie na metę, proszę. To krótka i bardzo konkretna modlitwa, a w tle wizualizacja mety, czyli koniec cierpienia. Obraz taki powtarza się w głowie wielokrotnie, wyobraźnia zamienia cierpienie w radość i dumę. I znowu i znowu – te obrazy, taka prosta modlitwa, prowadzą cię dalej.

– Jak zakończyłeś WS100?

JG –Szczęśliwy ukończyłem w czasie 28 godzin. Wracając do domu, schody z samolotu pokonywałem tyłem, przy asekuracji stewardesy. Bardzo dużo się nauczyłem – np., że na terenowych biegach ultra najtrudniejsze są zbiegi, gdzie ciało spada i ogromnie przeciąża nogi, stopy puchną i powiększają się, dlatego buty muszą być bardzo dobrze dobrane. Poza tym, choć brzmi jak banał, ten sport rozgrywa się w głowie. Bez motywacji, wielokrotnego przepracowania celu w głowie trudno jest ukończyć trudny wyścig ultra.

srebrna, ręczni kuta klamra jest nagrodą za ukończeni WS100 poniżej 24h. Brązowa za ukończenie w limicie 30 godzin.

– Co byś dzisiaj powiedział Robertowi?

JG –Nie poznałem jeszcze Roberta, ale bardzo bym chciał i myślę, że takie nasze spotkanie przed startem mogłoby być bardzo ciekawe. To co zamierzacie, to co Robert Karaś zamierza, musi być jego celem i planem, musi tego bardzo chcieć. Reszta jest tylko pomocą i zabezpieczeniem: – ogłosiliśmy światu, – obiecaliśmy dać z siebie wszystko, to argumenty, które pomogą powalczyć z samym sobą w czasie ciężkiego treningu, podczas zawodów. Wiesz jak trudno wykonać na treningu ostatni interwał kiedy nie możesz złapać tchu, ledwo widzisz na oczy, jesteś sam, do zawodów jeszcze 4 miesiące, wokół krąży myśl – może jutro. Oczywiście podstawą jest przygotowanie fizyczne, bez niego, dystanse ultra, 2x ironman, czy 3x ironman są nierealne – ale o tym tu nie mówimy. Powtarzam, musisz się zaprogramować, inaczej nie dasz rady. Reszta argumentów, filozofia, którą dorabiasz – np., by ta próba jeszcze czemuś służyła, jest po to, by było łatwiej. Ale najważniejsze – musisz bardzo tego chcieć.

Rozmowę z Jurkiem Górskim (1 cz.) spisał Tomek Tarnowski – cdn…

zdjęcie nagłówkowe: Jerzy Górski. Źródło: aleteia.pl

 

zaczynamy

10 miesięcy temu kończyłem 3 akcję – „maratońską”, z taką myślą, że do trzech razy sztuka, poza tym byłem zmęczony. We wrześniu, na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych  obejrzałem przedpremierowy pokaz filmu „NAJLEPSZY” opowiadający o dramatycznej życiowo drodze Jurka Górskiego, od narkomana do mistrza i rekordzisty świata w ultra triathlonie (dystans 2x ironman w czasie ok. 24,5h), sięgnąłem po świetną książkę Łukasza Grassa,  o tym samym tytule. Równolegle dowiedziałem się, że rekord świata w tej morderczej konkurencji wrócił do Polski w 2017 roku, za sprawą Roberta Karasia z Elbląga. Zarysował się pomysł! Po kinowej premierze filmu, w listopadzie, zadzwoniłem do Jurka Górskiego, który powiedział, że na ile będzie mógł chętnie pomoże w 4 akcji charytatywnej. Niedługo potem, Robert Karaś zgodził  się na wykorzystanie jego startu podczas MŚ 2018 w ultra triathlonie na POTRÓJNYM dystansie – uff!

Staszek Szufa, informatyk, doktorant na UJ, założył stronę www. i uruchomił bloga – mamy zatem oprawę. Krzysiek Roch podratował braki w estetyce nagłówka, więc – ZACZYNAMY!

W 3 poprzednich akcjach brałem czynny udział i choć, każdą przeklinałem w okresie trudów przygotowań, dzisiaj cieszę się z każdego sportowego dnia. Tym razem nie da się jednak stanąć bezpośrednio u boku Roberta i zmierzyć z dystansem 678km, choć ten gwarantowałby mi heroiczne zakończenie całej historii, bez osiągania mety, i to już w pierwszej konkurencji :). Brak wyzwania nie oznacza jeszcze braku działania, więc ruszyłem ostro z treningami i po 10 dniach … natura przypomniała że nie mam 30 lat. Złapałem kontuzję i zrezygnowany pauzuję.

Po pierwszej akcji, w 2014 roku, nieśmiało zaglądałem na takie oto wydarzenie –  NORSEMAN. Dystans jak w ironmanie, tylko pływanie (3,8km) w zimnym fiordzie, potem rower (180km) w terenie pofałdowanym, a bieg maratoński (42km)  prowadzi pod górę – z poziomu morza na 1800 mnpm, jakby na Kasprowy. Wlewam dobrą kawę (jak na tytułowym obrazku) i włączam ten film, z błogą świadomością, że … nie wybieram się do Norwegii:

cdn.

Tomek Tarnowski