540km na rowerze – dzisiaj mnie przeraża – rozmowa z Markiem Szerszyńskim, ekspertem naszej akcji.

Tłumy przy trasach wielkich tourów kolarskich, trzytygodniowe transmisje telewizyjne pokazują jak wielką popularności i biznesowe znaczenie ma kolarstwo. Giro d’Italia, Vuleta a Espania i Tour de France, to najważniejsze i najbardziej wymagające toury rowerowe. Mają wszystkie atrakcyjne elementy, od jazdy indywidualnej na czas, najbardziej emocjonujące górskie odcinki, po długie etapy dochodzących do 250km, oczywiście mają swoich bohaterów, rewelacyjnych komentatorów i wielomilionową publiczność – to wydarzenia kompletne. Aby wystartować drużyna musi zakupić licencję i powinna wytrzymać uczestnictwo w tych 3 imprezach. Najbogatsi dysponują rocznie budżetami sięgającymi 40 mln euro, a zawodnicy otrzymują kontrakty stałe, plus część z równo dzielonych, pomiędzy zawodników, premii i nagród. Najlepsi zarabiają kilka mln euro, a do tego, indywidualne kontrakty reklamowe.

Po sławę i pieniądze zaczęto ścigać się po koniec XIX wieku, w wyścigach jednodniowych. Niektóre z nich nazywamy dzisiaj kolarskimi monumentami, pewnie ze względu na swoją długą i mocną tradycję.

Najstarszy z 5 monumentów to belgijski Liege-Bastogne-Liege, nazywany również „Staruszką”, który swoje początki ma w 1892 roku. W rowerowym świecie uznawany za jeden z najtrudniejszych, gdyż trasa 250km w Ardenach składa się z licznych stromych podjazdów. Z Polaków nikt nigdy nie stanął na podium.

Léon Houa zwycięzca pierwszej edycji wyścigu 1892 zorganizowanej przez gazetę L’Expresse. Źródło: https://en.wikipedia.org

Paryż-Roubaix podobnej długości –  259km – nazywany „Piekłem Północy” istnieje od 1896 roku, później zyskał przydomek  „Królowej Klasyków”, pewnie za sprawą 55 km po 19 – wiecznym bruku. Odcinek ten sprawdza trwałość maszyn i ludzi, a niesamowite kraksy na śliskiej, nierównej nawierzchni są stały elementem wyścigu. Tu również Polacy nie zapisali się na czołowych miejscach.

Znalezione obrazy dla zapytania Paryż-Roubaix
Paris – Roubaix : źródło cyclingnews.com

Giro di Lombardia, albo „Wyścig Spadających Liści”, organizowany jest, od 1905 roku, na zakończenie sezonu. Ponad 240km, prowadzi m.in. przez  Madonna del Ghisallo, sanktuarium Matki Boskiej Patronki Kolarzy, bo jest i taki patronat! Tu Rafał Majka wywalczył 3 miejsce w 2013, Zenon Jaskuła był 14, w roku 1994, a nasz ekspert kolarski, Marek Szerszyński, zajął 18 miejsce w 1990.

Podobny obraz
Jesień często zaskakiwała pogodą, w 1928 – powódź zalewała drogi, ale wyścig się odbył – źródło: www.pezcyclingnews.com

W 1907 roku zaczęła się historia Mediolan – Sanremo – „Primavera”,  albo „La Classicissima” i, z dystansem 300km, jest to  najdłuższy z 5 monumentów. Tu w 1999 roku po brązowy medal sięgnął Zbigniew Spruch, a w 2017 wygrał Michał Kwiatkowski.

Znalezione obrazy dla zapytania Michał Kwiatkowski Mediolan - San Remo
20.03.2017 – Michał Kwiatkowski pokonuje na finiszu Petera Sagana i Julian Alaphilippe’a . źródło http://www.cyclist.co.uk/news/ – foto Jack Elton-Walters

Ponętnie  brzmiąca nazwa – „Flandryjska Piękność” czyli Ronde van Vlaanderen, (1913) może brzmieć zwodniczo, otóż trasa wiedzie przez wzgórza Flandrii. Liczne podjazdy, często wybrukowane, są bardzo strome a jedno nachylenie, ponad 20% powoduje, że niektórzy kolarze schodzą z rowerów. Zbigniew Spruch, na tej „drodze krzyżowej” – bo i taka nazwa funkcjonuje – wszedł dwukrotnie do pierwszej dziesiątki.

Znalezione obrazy dla zapytania Ronde van Vlaanderen
Flandryjska Piękność – źródło: http://www.tourclubrijssen.nl

W Polsce, w 1928 roku ruszył Tour de Pologne, 25 lat po Tour de France, więc zważywszy na czas odbudowy państwa polskiego, to bardzo szybko. A wracając do pieniędzy, aktualnie „polską pętlę” można zorganizować za 4-5 mln euro, zwycięzca może wywalczyć 10 tys. euro + samochód, co jest wyraźnie mniej od ok. 2 mln euro nagrody głównej w dużych tourach.

Tyle w przybliżeniu. Jak widać, 300km to górna granica dla klasyków jednodniowych. Chce dopytać o kilka szczegółów Marka Szerszyńskiego, eksperta naszej akcji, byłego zawodowego kolarza, medalisty Mistrzostw Polski, uczestnika tych wielkich wyścigów, bez pomocy którego Lech Piasecki, nie zdobyłby tytułu Mistrza Świata w 1985 roku. Marek prowadzi sklep i serwis rowerowy w Sopocie, przy ul. Dworcowej 1, tuż przy głównej poczcie. Skoro sklep to pytam od razu ile kosztują rowery tych zawodników, których teraz obserwujemy na wielkich tourach, i czy one są w normalnej sprzedaży ?

MS – Taki rower można kupić za 50 tysięcy złotych, a cena najdroższych, czasowych może dochodzić do 80 tysięcy. To „wyścig zbrojeń”, gdzie para kół karbonowych kosztuje 30 tysięcy złotych, konstruktorzy zmierzają w kierunku ograniczenia wagi, choć tu wprowadzono limit do 6,7 kg dla rowerów szosowych, które widzimy na wyścigach, ale maszyny torowe potrafią ważyć i 4,5 kg.   

Jak szybko zużywają się takie rowery?

MS – Zawodnik klasowy wymienia rowery raz na rok, a używa ich 3 do 4. Inne są do jazdy po górach, inne na płaskim, jeszcze inne do jazdy na czas, a do tego zapasowy. Potem takie rowery przekazywane są innym zawodnikom, dalej juniorom i mogą jeszcze służyć amatorom. Trochę jak z samochodem, trzeba wymieniać części, hamulce według zużycia, a np. łańcuch co 3000km, kasetę co 5000km. Dobrze utrzymywane rowery mogą służyć długo.

Jaki najdłuższy dystans jechałeś w wyścigu?

MS – Sanremo 320km i to jednocześnie był mój najdłuższy jednorazowy przejazd. Zawodnik przygotowany zniesie to dobrze, aczkolwiek w klasycznym kolarstwie jest to górna granica. Zmęczenie wychodzi dzień później, a najlepszym odpoczynkiem jest luźna jazda 30-50km.   

Prędkości ..

MS – Średnie prędkości na wyścigach to 45km/h, a na Giro Lombardia z wieloma długimi podjazdami, o nachyleniu 10%, gdzie prędkość spada do 15km/h, średnia wychodzi 38km/h. Z tym schodzeniem kolarzy z rowerów, to jest tak, że podjechać 20% potrafią, a schodzą niektórzy z rowerów, bo gdy peleton dojeżdża do stromego i bardzo wąskiego podjazdu, gdzie tworzy się „buła”  niektórzy hamują do zera i wolą zejść niż cisnąć się w tłoku na ściance. Z kolei na zjazdach prędkości przekraczają 100km/h. Rekord, w ogóle? – Chyba 250km/h w jakiś warunkach aerodynamicznych, ale to już laboratorium.  [268 km/h za osłoną aerodynamiczną, i 133 km/h na szosie. ]

Pojawia się kryzys i co robi kolarz?

MS – Jazda najczęściej jest w peletonie, więc nie ma poczucia samotności, można się schować, puścić nogi, jechać „na kole”, więc stan wyczerpania, maratońskiej ściany, nie jest częsty.  Z drugiej strony jest kalkulacja, może lepiej zejść i wystartować za tydzień, za miesiąc. Chyba, że jest to wyścig wieloetapowy i trzeba dojechać. Najczęściej na etapach górskich, gdzie peleton się rwie i trzeba pracować samemu, niektórzy mają swoje „dożynki” i dojeżdżają samotnie, nawet i godzinę po wszystkich.

Co sądzisz o dystansie 540km w potrójnym ironmanie, rozgrywanym w pętli kilku kilometrowej?

MS – dzisiaj to mnie przeraża … 540 km to bardzo daleko, a do tego trzeba potem pobiec trzy maratony. Niewielu ludzi na świecie jest w stanie zrobić coś takiego. Cóż, 540 km, pewnie zajmie jakieś 15 godzin, i ten czas trzeba wysiedzieć na siodełku. Nie mam dobrych rad, bo Robert pewnie wie wszystko, czego ja nie wiem, do tego zakładam, że zrobi dwa, trzy długie wyjeżdżenia po 300km, bo to jedynie nauczy ciało długotrwałej pozycji siedzącej. Poza tym, warto pamiętać, by nie rozpędzać się na początku, że wielu padło „z głodu”  – czyli regularne odżywianie, no i systematyczna gimnastyka podczas jazdy, by nie doszło do zesztywnienia ciała. Największym zagrożeniem, według mnie, jest chłód i wiatr, wielu przez to rezygnuje – zatem życzę pogody.

A jak Robert będzie w Trójmieście zapraszam na weekendową przejażdżkę – ok. 100km – po kaszubskich pętlach. 

 

  1. w wywiadzie dla ONET.PL – Lech Piasecki – jedyny polski kolarz, który zdobył Mistrzostwo Świata amatorów i zawodowców tak wspomina:

Całość:  https://sport.onet.pl/kolarstwo/syn-wiatru/41ttw

…Po mistrzostwach świata w Giavera de Montello mówiono o panu jako o „burzy piaskowej”, tak śmignął pan rywalom na ostatniej prostej.

– Mistrzostwa świata były ukoronowaniem wspaniałego sezonu. Tam bardzo pomógł mi Marek Szerszyński, który na ostatnich kilometrach likwidował wszystkie ucieczki. Dzięki temu zostawił mi bardzo dogodną pozycję do finiszu. Ja zawsze powtarzam, i powtórzę to jeszcze raz, połowę mojego złotego medalu mistrzostw świata należy do Marka Szerszyńskiego…

[foto tytułowe pochodzi z artykułu j.w.]

Marek Szerszyński i Lech Piasecki 2017 źródło: FB https://www.facebook.com/rowery.sopot/

kontakt z Markiem Szerszyńskim

www.facebook.com/rowery.sopot/

www.alter-rowery.pl

Tomek Tarnowski