4 akcja – marzenia się spełnia

W styczniu 2018 roku zostałem przyjęty na listę startową HARDA Ultimate Triathlon Challenge  [5km swim/ 225km bike / 55km run + 8000m vertical ] i , w tym samym momencie, wygodna pozycja komentatora akcji zniknęła  stawiając mnie przed realnym wyzwaniem z gatunku „to ponad moje siły”.  Robert Karaś robił swoje pozwalając na swobodne opowiadanie o jego morderczych przygotowaniach, pojawiła się strona WWW, pierwsze wpisy na blogu i to koniec przyjemności! Na początku sportowych przygotowań kontuzja przeciążeniowa przypomniała mi, że nie mam 30 lat i będę najstarszym uczestnikiem HARDEJ, a Robert, w  styczniu, zaliczył wypadek rowerowy na zawodach w Izraelu (Israman), co było podwójnie bolesne, gdyż jechał po zwycięstwo i wymierną nagrodę, która miała mu pomóc sfinansować część przygotowań.  W lutym nastroje siadły do zera, bo i próby pozyskania wsparcia dla realizacji większej promocji akcji rozbijały się o mur obojętności, lub szczerą odmowę.

Fundacja Polskich Kawalerów Maltańskich „Pomoc Maltańska” w Warszawie prowadzi wiele dzieł, ale tym razem wyznaczyła zadanie trudne – zbiórkę funduszy na „program senioralny”.  Zastanawiałem się do kogo to przemówi, jak połączyć najwytrzymalszego sportowca świata z najsłabszymi. Równolegle Fundacja „Przyszłość dla Dzieci”  z Olszyna organizowała zbiórkę na potrzeby niepełnosprawnych dzieci. Zmęczony jak pies, pełen wątpliwości o dobroczynny wymiar akcji, czułem, że wkraczam na cienki lód.

Wizyta w jednym z maltańskich ośrodków, akurat w Warszawie, przy ul. Aldony, olśniła mnie i zmieniła nastawienie. Grupa wolontariuszy (50+),  z pomocą swoich dzieci, organizuje (w prywatnym czasie!) codzienną pomoc osobom starszym, którzy nie dają rady, bo … życie uciekło zbyt daleko. Problemy są różne – trzeba napisać pismo urzędowe, nakarmić, dać szanse bycia z innymi (i wiele innych) – choć nikt głośno nie prosi o pomoc. Drobne kroki, asekuracja poręczy, ramię wolontariusza, drżące nogi … jak duchy przenikają do maltańskiego ośrodka, gdy tylko zostaje otwarty. Zacząłem dostrzegać synergię. Ten obraz i stan przypomina Roberta po najcięższych treningach a zwłaszcza na mecie – kompletnie bezbronnego, otoczonego natychmiastową pomocą, ledwo stojącego na miękkich nogach. Dalej są już różnice. Wielkie brawa i zasłużony podziw, otwarte wrota do światowej  sławy, a w maltańskich ośrodkach otwarte drzwi, za którymi czekają  – nadzieja na otrzymanie pomocy, bezpieczeństwo, radość z obecności drugiego człowieka i … ciepła zupa, dla zadziwiająco dużej grupy potrzebujących.

Pan Andrzej .. jak wielu innych potrzebuje miejsca, do którego może przyjść po pomoc, ciepły posiłek, gdzie spotka innych ludzi.

Miesiąc przed startem w HARDEJ solidnie się potłukłem, zwłaszcza biodro, i miałem wrażenie, że to koniec mojej sportowej przygody. Robert pojechał na Mistrzostwa Francji na dystansie pełnego ironmana [3,9 / 180 / 42 km ] i niesprawiedliwie traktowany przez sędziów zrezygnował na 90km części rowerowej – kolejna nagroda, mająca pomóc w sfinansowaniu startu na Mistrzostwach Świata, uciekła. Czułem, że Ktoś nas doświadcza – ale zamiast kłótni z Najwyższym, miałem doła.

Na starcie „zimowej HARDEJ” –  nazwanej tak przez załamanie pogodowe – stanąłem z modlitwą za zdrowie Oli – młodej mamy, której obraz podnosił mnie wtedy gdy już dalej nie mogłem. [ Ola – walczymy !!! ]. Udało się dotrzeć do mety tego piekielnego wyścigu i zapewniam, że nie jest to spacer z przewodnikiem po sopockim molo! Na FB ktoś mi napisał – „marzenia się spełniają”, a Piotr Szmyt – organizator HARDEJ, poprawił, – „marzenia się spełnia!”. Racja! Samo z nieba nie spadło. W ten sposób, z podniesionym czołem, otworzyłem drzwi na widownię głównego spektaklu jakim miał być start Roberta Karasia na Mistrzostwach Świata w ultratriatlonie. W dniu startu, 27-28 lipca, na FB widziałem Was tak wielu, że zdębiałem. Na tej wirtualnej trybunie przeżyliśmy wielkie, sportowe wydarzenie. Zauważ – bez filmowej transmisji, udziału mediów, bez klubów. Na ekranie komputera widzieliśmy tylko surowe liczby pokonywanych kilometrów i upływający czas. Robert ustanawiając fenomenalny rekord świata w triple ironman [11,4 / 540 / 126,6 km ] zaskoczył wszystkich, prócz siebie – on wiedział!

Dzięki rozgłosowi, ścigających się już po fakcie, telewizorów, rozgłośni i portali,  Robert daje się poznać  jako osoba otwarta, bez żadnych kompleksów, jako trener samego siebie – jest genialnym strategiem z żelazną dyscyplina wykonania planu, jako zawodnik – niezwykle precyzyjny i silny psychicznie. Gdyby polski sport, ten najbardziej opłacany, mógł tak wyglądać, … hmmm. Dlaczego w piłce tak często potykamy się o przeciętność ? Piłkarze i trenerzy chowają za plecami  „zespołu”, a za parawanem zbiorowej odpowiedzialności wzrok mają skierowany na konto bankowe – nie plan treningowy. Nie będę tego rozwijał, bo przecież są wydarzenia o wiele bardziej pasjonujące – 29 letni facet, ze skromnym wsparciem odważnych sponsorów i wielkim poświęceniem rodziny, wykonuje tytaniczną pracę i ustanawia drugi już rekord świata(rekord w double ironman z 2017 r. nie został praktycznie dostrzeżony !) na najbardziej wymagających zawodach na świecie, rozbija bank ultratriathlonu! W dzień startu, rano, pamiętał i zaapelował na FB (wpis o godz. 6:32) do kibiców o wsparcie najsłabszych …seniorów i niepełnosprawnych dzieci –  woow!

Robert – bardzo dziękuję za to, że mogłem tworzyć opowieść 4 akcji w świetle Twoich przygotowań zakończonych niebywałym wyczynem i ogromnymi emocjami. Na nasz wspólny apel o symboliczną złotówkę odpowiedziało wielu kibiców, którzy zrobili wysiłek i wsparli fundację. Zbiórka finansowa przekroczyła 61 731  zł, co jest znacząca kwotą, za którą bardzo serdecznie dziękujemy w imieniu podopiecznych.

Konto Fundacji Maltańskiej zawsze jest otwarte i być może pod koniec września będę miał okazję zaktualizować tę informację.

Wszystkim bardzo bardzo dziękuję, Tomek Tarnowski

Tomek – zmęczenie podczas HARDA – połowa dystansu, Schronisko Ornak źródło organizator HARDASuka fotoAddict
PODZIĘKOWANIA szczególne:
Robert - udział w 4 akcji  
Kasia - całość
Jerzy - rekord wśród darczyńców  
Marcin - najszybsza decyzja i drugie miejsce wśród darczyńców
Izio - inspiracja w Zakonie Maltańskim od wielu lat, suport, nagrody
Zdzichu - strategia sportowa, rower, suport
Wojtek - doradztwo, badania
Janek - suport, relacje, strona www
Ania i Kuba - suport + odmrażanie 
Władek - suport
Agnieszka - suport
Staszek - strona www
Krzysiek - grafika 
Michał - pożyczone Cervelo
dla tych, którzy ze mną trenowali urozmaicając trudny czas: Kasia, Rysiek, Wojtek, Maciek, Krzysiek, Zdzichu, Tomek  
                    bez Was ta akcja, wyglądałaby inaczej.

MOSiR Sopot i SKŻ Sopot i sopocki las na wzgórzach morenowych - były jak ... dom.

zaczynamy

10 miesięcy temu kończyłem 3 akcję – „maratońską”, z taką myślą, że do trzech razy sztuka, poza tym byłem zmęczony. We wrześniu, na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych  obejrzałem przedpremierowy pokaz filmu „NAJLEPSZY” opowiadający o dramatycznej życiowo drodze Jurka Górskiego, od narkomana do mistrza i rekordzisty świata w ultra triathlonie (dystans 2x ironman w czasie ok. 24,5h), sięgnąłem po świetną książkę Łukasza Grassa,  o tym samym tytule. Równolegle dowiedziałem się, że rekord świata w tej morderczej konkurencji wrócił do Polski w 2017 roku, za sprawą Roberta Karasia z Elbląga. Zarysował się pomysł! Po kinowej premierze filmu, w listopadzie, zadzwoniłem do Jurka Górskiego, który powiedział, że na ile będzie mógł chętnie pomoże w 4 akcji charytatywnej. Niedługo potem, Robert Karaś zgodził  się na wykorzystanie jego startu podczas MŚ 2018 w ultra triathlonie na POTRÓJNYM dystansie – uff!

Staszek Szufa, informatyk, doktorant na UJ, założył stronę www. i uruchomił bloga – mamy zatem oprawę. Krzysiek Roch podratował braki w estetyce nagłówka, więc – ZACZYNAMY!

W 3 poprzednich akcjach brałem czynny udział i choć, każdą przeklinałem w okresie trudów przygotowań, dzisiaj cieszę się z każdego sportowego dnia. Tym razem nie da się jednak stanąć bezpośrednio u boku Roberta i zmierzyć z dystansem 678km, choć ten gwarantowałby mi heroiczne zakończenie całej historii, bez osiągania mety, i to już w pierwszej konkurencji :). Brak wyzwania nie oznacza jeszcze braku działania, więc ruszyłem ostro z treningami i po 10 dniach … natura przypomniała że nie mam 30 lat. Złapałem kontuzję i zrezygnowany pauzuję.

Po pierwszej akcji, w 2014 roku, nieśmiało zaglądałem na takie oto wydarzenie –  NORSEMAN. Dystans jak w ironmanie, tylko pływanie (3,8km) w zimnym fiordzie, potem rower (180km) w terenie pofałdowanym, a bieg maratoński (42km)  prowadzi pod górę – z poziomu morza na 1800 mnpm, jakby na Kasprowy. Wlewam dobrą kawę (jak na tytułowym obrazku) i włączam ten film, z błogą świadomością, że … nie wybieram się do Norwegii:

cdn.

Tomek Tarnowski