wszystko odebrane

Do Zakopanego przyjaciele wysłali mnie na rekonesans i trening. Zapewnili wygody, wymodlili nawet pogodę.  „Dopiero takie warunki kształtują charakter” – napisała na pożegnanie Ewa.

Tatry Zachodnie

Deszcz, zimno, mgła, śnieg i silny wiatr na graniach  – dlaczego nie mogło być słonecznie, fajnie, widokowo? Dlaczego moje wakacje śmierdzą przemoczonym ubraniem, woda leje się po plecach, mam zamrożone ręce, dlaczego wiatr musi tak duć, że nie słyszę co mówi do mnie mój syn?

Pierwsze – odebranie komfortu. W takich warunkach, milkniesz, skupiasz się na otoczeniu, wsłuchujesz w siebie i swoje myśli. Dopiero w strefie dyskomfortu zmysły, na co dzień wyłączone przez smartfony, nawigacje, zniekształcone szkodliwą dietą, hałasem … zaczynają pracować pełną parą. Są o wiele doskonalsze niż najdroższe gadżety cywilizacji.

Tatry w rejonie Czerwonych Wierchów – Brytol pomylił drogę, jeszcze 3 kroki w prawo i … pa pa

Nigdy bym w to nie to nie uwierzył, że w Tatrach będę po prostu sam, że w piątek, przez 4 godziny, w rejonie Czerwonych Wierchów spotkam zaledwie  dwie osoby, że w inny dzień, w drodze na Przełęcz Krzyżne z Jankiem, moim synem , który przyjechał na jeden wypad, a który ma być suportem w części biegowej, nie spotkamy nikogo, a później, droga przez Świstówkę do Morskiego Oka też będzie pusta.

Janek na Przełęczy Krzyżne

Na szlakach poruszam się dość szybko, ale nie przechodzę do biegu, bo pod górę jest dla mnie za stromo, w dół też i do tego ślisko. Może w rejonie Czerwonych Wierchów mógłbym biec, ale odpuszczam, za to robię sporo fotografii, ciągle takich samych – mgła.

mgła – Czerwone Wierchy

Wychodzi mi, że pokonuje szlaki w czasie mniej więcej o połowę krótszym niż oznaczenia turystyczne, ponowne przeliczenia pokazują, że jest to … za   w o l n o, jak na HARDĄ.

Tatry Zachodnie

Drugie – odebranie pewność siebie. Wieczorem przeliczałem fragmenty całej trasy od Chochołowskiej do Morskiego Oka (55km + 5000m przewyższeń) i nadal brakuje mi czasu na odpoczynki, jedzenie …, chyba, że, jakimś cudem, na pływaniu wstąpi we mnie Phelps a na rowerze przeistoczę się w Rafała Majkę.

Cztery intensywne dni, wypełnione 8-9 godzinnym przemierzaniem odludnych szlaków, to podróż do czasów dzieciństwa, kiedy Tata uczył nas gór, do czasów maturalnych, kiedy z przyjaciółmi z liceum robiliśmy wypady – cholera, było to już 34 lata temu! Nadal wypełnione śniegiem żleby w 5 Stawach Polskich, przypominały jak wielkanocnym czasem, zdobywaliśmy je na nartach, z najlepszym towarzystwem mojej młodości.

Tatry 5 Stawów Polskich – Zadni Staw

Trzecie – odebranie poczucia, że jestem młodszy. Te wszystkie wspomnienia, a zwłaszcza gdy patrzyłem na Janka – automatycznie przeliczały upływ czasu. Na Zawracie -:) zaszalałem! Szlak letni był pod śniegiem, wracać tą samą drogą przez Świnicę, jakoś nie korciło, ruszyłem do żlebu na śnieg. W butach biegowych, krótkiej skarpecie i szortach ¾  upadek gwarantuje co najmniej depilację, jeśli mocniej depnę noga się zapadnie i dupa, kłopot … Chwila wohania  – zmrożony firn trzymał dobrze, nie zapadałem się, kilka wdechów i jazda! Tak szybko i bez nart nigdy nie pokonałem żlebu Zawrat. Na dole byłem w mniej niż 5 minut, zaliczając dwa lekkie upadki. Udało mi się wykonać śmig (serię skrętów) przypominającą jazdę na nartach, była prędkość, adrenalina – znowu miałem 20 lat! Trzy godziny później, na Krupówkach, w barze o wdzięcznej nazwie „Czas na pianę”, jednym zamówieniem skalibrowałem maszynę do podróży w czasie.

Tatry – Przełęcz Zawrat – decyzja i zjazd na butach

A niżej film z innej zabawy na śniegu – w drodze na przeł. Krzyżne 🙂

W przerwie treningów górskich pojechaliśmy z Jerzym Donimirskim, moim Tatą i Jankiem zobaczyć trasę rowerową. Nie ma o czym mówić, dla nie-rowerzysty i na pewno nie-kolarza, to cholernie daleko  i stromo (225km i 3000m przewyższeń). Siedmiokilometrowy podjazd pod Zuberec, pod koniec trasy to czysta perwersja i łamacz ego. Słowacy powinni wykuć tam tunel -:), a nie zmuszać przyzwoitych ludzi do wysiłku – bez komentarza. Byłem również nad Jeziorem Orawskim, gdzie wszystko się zacznie w piątek, 22 czerwca o 16:00.

Tata, ja, Janek – podczas objazdu

 Czwarte – odebranie dobrego nastroju. Słabszy wzrok nie pozwala czytać mapy bez okularów, więc jej ze sobą nie zabierałem, ale dość dobrze wypatrzyłem na drugim końcu tego jeziora miasteczko, z którego zaczniemy HARDĄ – nigdy w życiu tak daleko nie płynąłem (4,5km – a po korekcie regulaminu 5 km)!  Może chociaż nie będzie wiatru w twarz.

Jezioro Orawskie

Z każdym dniem ubywało mocy, początek kolejnego dnia stawał się wyzwaniem, skorzystanie z WC porównywalne było z końcówką biegu zjazdowego w Kitzbühel. Ten objazd otworzył furtkę, za którą zobaczyłem … obawę. HARDA będzie dla mnie ogromną przeprawą, z nieznanym zakończeniem.

Rekonesans zakończyłem oczywiście w deszczu. Łaskawa pogoda opustoszyła Tatry i pozwoliła usłyszeć własne myśli, przemierzone kilometry – odrzucić butne marzenia, zracjonalizować możliwości. Stan ciała po auto-demolce przypomniał jak mogą czuć się nasi seniorzy, niepełnosprawne dzieciaki – podopieczni obu fundacji, … i to codziennie!

Tym razem z moim startem nie wiąże się honorowy zakład, obstawiać w konkursie można wynik Roberta, a mój udział jest potwierdzeniem, że nie wyręczam się Wielkim Sportowcem. Gdziekolwiek na trasie zakończę mój bój, to ze świadomością, że dałem z siebie wszystko i nadzieją, że skoro dobrnąłeś Czytelniku do tego momentu lektury, to znaczy, że było warto – … pisać -:). Może też dasz radę i zahaczysz o zakładkę JAK POMÓC http://www.wiecejnizironman.zakonmaltanski.pl/jak-pomoc/

Tatry Wysokie, za Świstową Czubą – między 5 Stawami i Morskim Okiem

Góry, niespodziewanie pożegnały mnie piękną tęczą. Złakniona nadziei  psychika, od razu zaczęła układać pozytywne scenariusze, ale wiatr szybko przysłał chmury i deszcz.

Te kilka dni w Tatrach odarły mnie ze złudzeń i wcześniejszych, ambitnych kalkulacji. Wracam do siebie po tych niezwykłych wakacjach, wczytuję się w motto programu Zakon Maltański Ekstremalnie – z zasady powinno pomóc, ale … nie działa, muszę odpocząć. Dostaję potwierdzenie, że będę najstarszym uczestnikiem Ultimate Triathlon Challenge – Harda, czyli SENIOREM.

Szukając nowych informacji i motywacyjnego kopa, wchodzę na stronę organizatora:

Myślisz więc, że jesteś z żelaza, bo udało Ci się ukończyć kiedyś jakiegoś Ajronmena czy InnegoMena?

Nie jesteś! Sprawdź się z HardąSuką, która udowodni Ci czym jest PRAWDZIWA STAL. HardaSuka to najtrudniejsze wyzwanie, jakie sobie możesz wyobrazić. 4.5 kilometra pływania w lodowatych wodach Zalewu Orawskiego, 225 kilometrów rowerem dookoła Tatr, a na koniec 55 kilometrowy ultra bieg przez całe Polskie Tatry. Całość to ponad 8 tysięcy metrów przewyższenia.

Myślisz, że dasz radę? Prześpij się i przemyśl to dobrze, bo kiedy będziesz płakać z zimna i bólu na ostrej tatrzańskiej grani nie będzie komu Cię przytulić i pocieszyć. Będziesz tylko Ty, Twoje cierpienie i Twój strach.

Zostałaś ostrzeżona. Zostałeś ostrzeżony.

Ośmielisz się?

Do zobaczenia w PIEKLE! :)


Kop jest. -:)  Tomek cdn.

PS – nie wiem czy wyświetlają się komentarze, ale Wojtek Ratkowski tak skomentował ten wpis: „Trudno udzielać rad przed takim wyzwaniem. Dla niejednego wejście na Halę Gąsienicową jest szczytem osiągnięć wypraw w Tatry. Tomek! Roger Federer po swoim ostatnim triumfie powiedział, że wiek to tylko liczba. Pamiętaj o tym. Na starcie poczuj się tak, jak na Zawracie.
Wojtek.